Lea Michele opowiada o Corym u Ellen [wideo]

"Glee" (Fot. FOX)

"Glee" (Fot. FOX)

W zeszłym tygodniu Lea Michele pojawiła się w programie "The Ellen DeGeneres Show", gdzie opowiedziała otwarcie o tym, jak czuje się po śmierci Cory'ego Monteitha. Zobaczcie ten wywiad.

Wielu z Was pewnie już tę rozmowę widziało - tak to już jest, że na Serialową pewne rzeczy docierają z opóźnieniem. Ale zawsze możecie obejrzeć ją jeszcze raz, bo ta dziewczyna jest po prostu niezwykła. Lea Michele otworzyła się w programie Ellen DeGeneres, opowiadając, przez co przeszła przez ostatnie miesiące, po tym jak zmarł jej chłopak Cory Monteith. "Trzymam się dobrze. To na pewno był trudnych kilka miesięcy, ale jestem otoczona świetnymi ludźmi, rodziną" - zaczęła aktorka.

Potem dziękowała Kate Hudson, która jej i jej rodzinie pozwoliła zamieszkać w swoim domu. "To było bardzo pomocne, miałam bezpieczne miejsce, gdzie mogłam przez chwilę pomyśleć i pooddychać, zanim wróciłam do mojego domu, w którym było przecież tyle wspomnień. Bycie gdzie indziej przynajmniej przez chwilę było naprawdę miłe" - mówiła Lea Michele.

Na pytanie, jak to było wrócić do pracy po takiej tragedii, odpowiedziała, że Ryan Murphy do niej przyszedł i zapytał: "Co chcesz zrobić? Cokolwiek chcesz zrobić, to właśnie zrobimy". A ona stwierdziła, że chce wracać do pracy. "Nie wszyscy to rozumieją, ale chodzenie do pracy nie jest trudniejsze niż bycie w domu czy otwarcie szafy i wybranie pary butów. Żałoba jest w tobie każdego dnia, cokolwiek byś nie robił, nieważne, czy akurat przeżywasz wspaniały czy trudny moment. Ja czułam się bezpiecznie, będąc w pracy z ludźmi, których kocham i którzy przechodzą przez to samo" - powiedziała aktorka.

I dodała, że w pewnym momencie człowiek ma wybór: albo się poddać, albo próbować się podnieść i zrobić coś pozytywnego z resztą swojego życia. Ona postanowiła się nie poddawać, bo choćby dlatego, że on by tego chciał.

REKLAMA