Z nosem przy ekranie #31: Świąteczne halucynacje

"NCIS" (Fot. CBS)

"NCIS" (Fot. CBS)

Na ekranach pustki, na ulicach korki, w sklepach tłumy. Na dodatek pewien facet z widoczną nadwagą jak zwykle zastanawia się, jak tu zapakować swoje tłuste cztery litery we wszystkie okoliczne kominy. Zresztą w rytm narzekań pijanego renifera. No co, święta... Spoilery.

Do tego by nasz brodaty pacan ostatecznie dopiął swego, zostało jednak jeszcze trochę czasu. Owe dni spożytkować można np. na grudniowe podróżowanie z punktu "A" do punktu "B". Te niezwykle relaksujące kilka godzin w zatłoczonych pociągach i autobusach zawsze mija w spokojnej atmosferze, bez niepotrzebnego pośpiechu oraz z cudowną pewnością, że miejsce oznaczone wspomnianą już literką B (jak bażant, barłóg i bujdy) osiągniemy zgodnie z planem.

I za każdym razem, gdy wysiadam w swoim miejscu docelowym, dokładnie na tym dworcu co od dawna straszy wszystkich przyjezdnych, prędzej czy później dzieje się coś dziwnego. Przykładowo moim zimowym powrotom towarzyszy często obserwacja wędrującego białego niedźwiedzia z fajką w zębach i naciągniętą na nienaturalnie wielkie uszy czapką pożyczoną od wspomnianego wyżej upierdliwego tłuściocha. Dodajmy, że ów miś zawsze cierpliwie pielgrzymuje do parku, który to mieści się w zupełnie innej części miasta. Co tam robi i dlaczego akurat tam – któż to może wiedzieć...

Całkiem możliwe, że wyimaginowane białe niedźwiedzie tak po prostu mają i nie należy przykładać do owego zjawiska zbyt dużej wagi. Ach, gdyby tak jeszcze rzucił palenie...

A tymczasem...

…jeśli mowa o świętach, to w "NCIS" i "NCIS: Los Angeles" zdecydowanie coś poszło nie tak. Były epidemie, morze alkoholu i próba podlizania się Gibbsowi (Mark Harmon) przy pomocy ciasta. Ponadto zamiast indyków pieczono sępy, a wycieczki do ciepłych krajów samoistnie zamieniały się w popijawę z Timem McGee (Sean Murray).

I choć nie jest tak, że poprzedni tydzień był jakoś specjalnie lepszy – jak tu niby zapomnieć świątecznym odbieraniu porodów i czy wizycie Krampusa w Portland – to patrząc po powyższym wyborze telewizyjnych przeżyć i tak trzeba przyznać, że NCIS-owi scenarzyści chyba nie wspominają najlepiej końca ubiegłego roku.

Jak inaczej wpadliby na tak pocieszny zestaw świątecznych doznań?

Za to ostatnio...

…w "Once Upon a Time" zadymiło się trochę i zamgliło. Tak, w Storybrooke znowu powiało grozą, choć niestety finałowy pojedynek czegoś zielonego z czymś fioletowym był raczej deprymujący.

Szkoda, że twórcy serialu nie wykorzystali okazji, by zawrzeć w tej batalii kilka świątecznych akcentów. O ileż ciekawszy byłby np. pojedynek czerwonego dymu z białym. Wyglądałoby to całkiem, całkiem, a dodatkowo odpowiadałoby kolorystyce ubrania wiadomo kogo oraz, w efekcie, tworzyłoby całkiem ciekawą szachownicę.

Owszem, na to ostatnie potrzebna byłaby zgoda MON-u, ale to się chyba da załatwić.

Dopiero po kilku minutach...

…załapałem, skąd kojarzę pewną twarz z ostatniego odcinka "Person of Interest". Mam na myśli oczywiście Saula Rubinka, którego facjata wryła się w moją pamięć dzięki "Leverage". W "Lethe" Rubinek wcielił się w tatusia wirtualnego bytu o uroczym imieniu: Samaritan.

Tymczasem "nasza" maszyna i jej rodzic, czyli Finch (Michael Emerson), dowiedzieli się, że na świecie roi się od "rodziców" i "dzieci". Trochę im to zajęło, przecież jak nie patrzeć, ulubiona przez wszystkich humorzasta młoda dama już dawno powinna pójść do specjalnej placówki edukacyjnej dla wybitnych bytów wirtualnych i stoczyć co najmniej jedną krwawą bitwę z rówieśnikami o główną rolę w szkolnych jasełkach.

Tatusiowie dwaj ("Person of Interest"/ Fot. CBS)

Tatusiowie dwaj ("Person of Interest"/ Fot. CBS)


(Nie)cierpliwie czekam na...

...na "Doktora Who" i "The Time of the Doctor". Skoro już mowa o ostatnich ukłonach i zmianach, to i warto wspomnieć o dłużącym się strasznie wyczekiwaniu na "Sherlocka" oraz na "Community"... – choć w tym ostatnim wypadku trochę się obawiam, że w 5. sezonie nie powrócimy do czasów świetności.

Liczę również, że już za chwilę zaroi się na Serialowej od list wszelakich. Mam nadzieję, że i w tym roku ich czytanie sprawi mi taką samą przyjemność jak w poprzednich dwóch latach, a dyskusje pod tekstami będą równie ciekawe, jak ostatnio.

W telewizji zabrzmiało...

…dużo rzeczy. Po dwóch latach do NBC powrócił "The Sing-Off", czyli program, którego celem jest zwyczajne sprawianie frajdy. Serio. Kolejny raz na antenę wspomnianej stacji zawitał także Michael Bublé, choć, szczerze mówiąc, ta konkretna specjalna telewizyjna godzina była interesująca chyba tylko z powodu pojawienia się w niej Ciasteczkowego Potwora. Też serio.

Lecz nie o tym miało być, a raz jeszcze o pewnym pytaniu dotyczącym ostatniego dnia roku. Tym razem zadane zostało w "Treme" i to dwukrotnie. No więc, "What Are You Doing New Year's Eve?"

I (tradycyjnie już) dajcie nam znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. Z pewnością wasze wpisy odnajdziemy, bo i bardzo często na owym Twitterze rozmawiamy o serialach, dzielimy się wrażeniami i żartujemy. Czasem także nieco marudzimy, choć tylko wtedy, gdy w okolicy zaczyna brakować kawy.

Wesołych świąt i do zobaczenia za jakiś czas!