10 najlepszych seriali 2013 roku wg Michała Kolanki

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)

To był bardzo dobry rok dla miłośników seriali. Pojawiło się wiele ciekawych nowych produkcji, a niektóre z tych, które znamy od lat, znacznie podwyższyły swój poziom. Oto moja subiektywna lista top 10 najlepszych seriali 2013 roku.

10. "Orphan Black". Jedno z najmilszych zaskoczeń tego roku w kategorii science fiction (albo przynajmniej seriali ocierających się o science fiction). Serial, wobec którego nikt nie miał wielkich oczekiwań, okazał się naprawdę dobrą, przemyślaną, wciągającą produkcją. A jej najważniejszym elementem była Tatiana Maslany - w wielu wcieleniach. To dzięki niej ta produkcja wyróżniała się wśród innych. Podobnie jak obecne w tym zestawieniu "Continuum", "Orphan Black" nie miało ani jednego słabego odcinka w sezonie. I dlatego jest to jeden z moich ulubionych seriali w tym roku. Intensywnie reklamowane megaprodukcje w tym roku (np. "Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.") zawiodły, ale na szczęście pojawiły się takie projekty, jak właśnie "Orphan Black".

9. "Arrow". Dowód na to, że można robić dobry serial o superbohaterach. To jasne, że należy zaakceptować konwencję tej produkcji, by ją polubić. Ale gdy przyjmiemy do wiadomości, że we współczesnym (chociaż fikcyjnym) mieście może działać zespół, na którego czele stoi ubrany na zielono człowiek uzbrojony w łuk, to oglądając "Arrow" można się świetnie bawić. Chociaż w tym roku serial jest nierówny, to start 2. sezonu okazał się niezwykle udany. Wprowadzenie nowych postaci było dobrym pomysłem, nawet flashbacki z wyspy stały się bardziej interesujące. "Arrow" sprawdza się jako czysta rozrywka.

8. "Continuum" . Kolejny "mały" serial, dzięki któremu rok 2013 był ciekawy - nie tylko dla miłośników science fiction. Oczekiwania przed 2. sezonem "Continuum" były bardzo duże. Pierwszy sezon to jedno z największych zaskoczeń 2012 roku. I co ciekawe, udało się te oczekiwania spełnić. "Continuum" było jeszcze lepsze, jeszcze lepiej przemyślane i zagrane w tym roku. To jeden z najinteligentniejszych seriali tego typu w ostatnich latach. Ta produkcja po prostu działa.

7. "Spartakus". "Wojna potępionych" to ostatni "Spartakusa" - produkcji kojarzonej przede wszystkim z przemocą i scenami seksu rodem z filmów soft porno. Ten sezon pokazuje, jak krzywdzący jest to stereotyp. Wojna, którą prowadził główny bohater (Liam McIntyre), mogła mieć tylko jeden koniec, ale pokazano go w spektakularny i pełen emocji sposób. I również po drugiej stronie starcia pojawiły się ciekawe postacie (Krassus, w tej roli świetny Simon Merrells). To wszystko spowodowało, że był to najlepszy sezon tego serialu w jego historii. Nawet Liam McIntyre odnalazł się w roli Spartakusa.

6. "Hannibal". Bryan Fuller miał przed sobą arcytrudne zadanie: jak z opowieści, która utrwaliła się w kulturze masowej dzięki roli Anthony'ego Hopkinsa "wycisnąć" coś nowego? Jak się okazało, to cały czas było możliwe. "Hannibal" w jego wykonaniu to zupełnie inna historia. Cały czas bardzo ponura, ale w innym stylu - momentami ocierająca się nawet o kicz. No i to wszystko wokół rozgrywki między Hannibalem (znakomity Mads Mikkelsen) a Willem Grahamem (Hugh Dancy) z FBI. Można twierdzić, że cały serial to klasyczna definicja powiedzenia "przerost formy nad treścią", ale nie da się zaprzeczyć, że ta produkcja ma swój zniewalający, mroczny urok.

5. "Mad Men" . Nawet przeciętny sezon "Mad Men" wybija się na bardzo zatłoczonym telewizyjnym rynku. Tak było w tym roku - nie można jeszcze stwierdzić, że ta produkcja jest cieniem samej siebie. Tak ostro nie da się ocenić tego sezonu, w którym było kilka mocnych scen i odcinków. Ale na pewno coś popsuło się w maszynie, którą stworzył Matthew Weiner. "Mad Men" nabrał jednak w przeszłości wystarczająco dużo impetu, by i ten przeciętny w skali całego serialu sezon był na tle innych seriali bardzo dobrą produkcją. Tyle że chodziło tu już chyba bardziej o pokazywanie "smaczków", koncentrację na małych elementach, niż próbę opowiedzenia wciągającej historii. To podstawowy problem tego sezonu.

4. "Gra o tron". To był znakomity sezon, który zakończył się bardzo przeciętnym odcinkiem - pisałem przy okazji finałowego odcinka. Na pewno emocje, które pojawiły się przy okazji Krwawych Godów (odcinek dziewiąty, czyli "Rains of Castamere") - w internecie i poza nim - to coś, co będzie bardzo trudne do powtórzenia. I mimo rozczarowującego finału, to był bardzo mocny sezon, być może najlepszy w całej historii serialu. Ten projekt to także jedna z najciekawszych obecnie produkcji, pokazujących mechanizmy władzy i to, jak działa polityka - przynajmniej na pewnym poziomie. "Gra o tron" miała w tym roku kilka słabych momentów, ale i tak zasługuje na wyróżnienie.

3. "Homeland". Fani "Homeland" mogli mieć powody do niepokoju po 2. sezonie. "Homeland" stał się wtedy niespójną, kiczowatą, pełną logicznych dziur opowiastką, z której niewiele wynikało. Na szczęście 3. sezon to swego rodzaju ratunek dla serialu. Oczywiście nie wszystko było idealnie - logiczne dziury i nierealistyczne rozwiązania nadal pozostały, ale przynajmniej historia miała swoją własną dynamikę. Losy Carrie i Brody'ego przez trzy sezony były osią całego serialu. Teraz twórcy postanowili opowiedzieć ich historię do końca, który stanowi też reset całego serialu. Finał sezonu rekompensuje kilka słabszych odcinków i beznadziejny wątek Dany. Nie zabrakło też nieco naiwnej geopolityki, ale ogólnie to był sezon, na który warto było czekać. Zobaczymy, jak twórcy poradzą sobie z "nowym" "Homeland" w przyszłym roku.

2. "Person of interest". To nie jest "czyste" science fiction, ale i tak "Person of Interest" jest najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła się fanom gatunku od bardzo dawna. Pokazuje to zwłaszcza fenomenalny sezon trzeci, w którym po słabszym początku "PoI" pokazuje, jak znakomitą jest produkcją. Uniwersum tego serialu rozwinęło się tak bardzo, a historie opowiadane są w tak wciągający sposób, że to w tym momencie jeden z najlepszych seriali, jakie można oglądać w telewizji.

1. "House of Cards". Nie ma wątpliwości - to zdecydowanie najlepszy serial o polityce od bardzo wielu lat. Netflix stworzył coś wyjątkowego - internetową produkcję, która stała się kulturowym fenomenem w USA i nie tylko. "House of Cards" stał się punktem odniesienia dla polityków w USA, ale i w Polsce. Poszukiwania "polskiego Franka Underwooda" zaczęły się, gdy tylko ten serial stał się popularny wśród dziennikarzy. W USA doceniono (względny) realizm produkcji oraz dbałość o szczegóły. No i jest oczywiście Frank Underwood - jedna z najciekawszych kreacji Kevina Spacey w jego aktorskiej karierze. To, że jest to akurat kreacja w produkcji czysto internetowej, najlepiej pokazuje skalę zmian w świecie rozrywki. "HoC" nie jest idealne, nie jest nawet bardzo oryginalne. Ale fabuła, postacie, aktorzy, scenariusz - to wszystko razem sprawia, że to był serial roku. Żaden inny serial nie zmienił rynku tak bardzo, jak właśnie "House of Cards".