Pazurkiem po ekranie #16: Dni pełne niczego

"Detektyw" (Fot. HBO)

"Detektyw" (Fot. HBO)

W "Detektywie" dużo niczego i wszystkiego, w "Justified" oglądanie tatuaży, w "Revenge" łzawa opowieść o przeszłości, w "Dziewczynach" naszyjnik z zębem. Początek serialowego tygodnia zdecydowanie do nieciekawych nie należał. Uwaga na spoilery.

Do Krakowa zawitała dziś zima. Dokładnie dziś, o poranku, odkryłam tę okropną biel za oknem. Niedługo potem przypomniałam sobie, jak przereklamowane jest wychodzenie z domu... to znaczy na pole. Nigdy więcej. Oczywiście dla reszty Polski to pewnie nic takiego, Wy już wiecie, że "sorry, taki klimat" i pewnie wkurza Was, że dla mnie zima w styczniu to taki szok. Ale serio, byłam święcie przekonana, że moja przygoda z brudnobiałą panią na Z w tym roku zakończy się na kilkudniowej wizycie w obecnej stolicy Polski. Zwłaszcza że można tam przeżyć interesujące przygody, kiedy człowiekowi ucieknie późnym wieczorem kolejka WKD.

W tej drugiej rzeczywistości...

...det. Cohle użył określenia "days of nothing", opisując, jak przez większość czasu wygląda policyjne śledztwo. Nie potrafię powiedzieć, czy trafił, bo nie prowadziłam nigdy śledztwa, ale muszę przyznać, że bardzo lubię, jak "Detektyw" działa na wyobraźnię samymi słowami i sposobem, w jaki Matthew McConaughey je wypowiada. Literackość i teatralność serialu HBO w tym tygodniu zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż w poprzednim. Naprawdę, oglądając "Detektywa", mam wrażenie, jakbym czytała dobrą książkę, tak pieczołowicie napisany jest to serial.

Nic Pizzolatto, twórca serialu i jedyny scenarzysta wszystkich odcinków (reżyser też jest jeden - Cary Fukunaga) mówił w wywiadzie, że chciałby pisać "Detektywa" tak, jakby pisał jedną powieść rocznie. Przed premierą takie zapowiedzi czyta się ze sceptycznym uśmiechem. Po premierze wypada już tylko nabrać szacunku do twórcy i nie kwestionować nigdy więcej tego, co mówi.

Ale "Detektyw" to nie tylko słowa, to jeszcze sugestywne obrazy, od których nie da się oderwać oczu. Spalony kościół. Majestatyczne kominy. Jezioro. Chmara ptaków. Pociąg towarowy. Rozpadający się most. Pełno niczego dookoła. To prawdopodobnie mógłby być serial o czymkolwiek/niczym/wszystko-jedno-czym, a i tak bym go oglądała z zachwytem.

A przecież tu mamy jeszcze zagadkę i tylko sześć odcinków na jej rozwiązanie. Kto zabił? Czy zrobił to któryś z głównych bohaterów? Jeśli tak, to prędzej Cohle czy Rust? Czy powinniśmy już teraz zacząć rozkładać na czynniki pierwsze wszystko, poczynając od tytułu serialu? W końcu pewnie nie bez powodu i w oryginale, i w polskiej wersji tytułowy detektyw jest jeden. Po angielsku dodatkowo wzmocniony słowem "prawdziwy". Być może błądzę, być może przesadzam, ale coś mi każe zacząć szukać odpowiedzi już tutaj. I nie, to nie Cohle'a podejrzewam o morderstwa.

Tymczasem w starym Kentucky...

...życie Raylana Givensa zrobiło się jakby mniej ciekawe. Za nami już trzeci odcinek 5. sezonu, Raylan ma nową panią i związane z nią nowe przygody, a jednak czegoś mi tu brakuje. Świeżości? Wyższych stawek? Wiem, wiem, to wciąż jeszcze początek sezonu, ale nic na to nie poradzę - nie jestem nim zachwycona. Rodzina Crowe'ów też na razie nie robi na mnie aż takiego wrażenia, jakiego się spodziewałam. OK, Darryl przyjechał, rozgościł się, zamienia życie Deweya w piekło, ale na razie to wszystko rozkręca się bardzo ślamazarnie.

Nie wiem, czy to dlatego, że jak wszyscy Polacy podświadomie szukam w amerykańskiej popkulturze poloników, czy z jakiegoś innego powodu - w każdym razie z przyjemnością patrzyłam na Karolinę Wydrę, badającą tatuaże Boyda. Robiła to tak seksownie, że można było uwierzyć, iż dojdzie tu do czegoś, do czego dojść nie powinno. Tymczasem nawet jeśli rzeczywiście taka sugestia została rzucona, to na razie jest to bez znaczenia. W tej scenie chodziło o co innego, a Mara jeszcze raz pokazała, że jest sprytną kobietką.

"Revenge" z przytupem zakończyło...

...pierwszą część sezonu i choć wciąż mi daleko do dawnego zachwytu, przyznaję, że znów mnie mają. To chyba jedyny serial, w którym takie sceny, ja ta z Victorią opowiadającą swoją typowo soap operową historię i zalewającą się przy tym łzami, nie wypadają karykaturalnie. Przy "nie jesteś już moją córką!" trochę trudniej było mi się powstrzymać od śmiechu, ale koniec końców lubię "Revenge".

A ponieważ na deser zaserwowano kilka mocnych cliffhangerów, wiosną (czy 9 marca będzie miał coś wspólnego z wiosną? Pewnie nie...) chętnie wrócę do Hamptons znów pogapić się na tych okropnych bogaczy i jasnowłosą socjopatkę, która trwa w postanowieniu, by ich zniszczyć.

Hannah dostała ząb na urodziny...

...i z jakiegoś powodu była zachwycona, choć Adam wyraźnie powiedział, że nie wie, czy to ząb jego, czy jego popapranej siostry. Tak czy siak na pewno jest tam jego DNA. Ja takiego prezentu pewnie bym nie przyjęła, co więcej, nie chciałabym siedzieć w głowie osoby, która wymyśliła tę scenę (scenarzystami najnowszego odcinka "Dziewczyn" są Lena Dunham i Jenni Konner).

Poza tą sceną "Dziewczyny" w tym tygodniu specjalną oryginalnością się nie popisały. To wszystko już było: takie imprezy, dziwni ludzie jak Caroline, samolubna Marnie na scenie. Serial Leny Dunham nawet nie stara się wejść na nowy poziom w tym sezonie, serwując nam piosenki, które znamy i... no właśnie, czy aby na pewno lubimy?

Obiecująco prezentuje się "Looking"...

...nowy serial HBO o trzech zwyczajnych facetach, którzy, tak się składa, są gejami. Ta zwyczajność to coś, co go łączy z "Dziewczynami" i daje nadzieję, że ta dwójka będzie sobie nawzajem pomagać. Ale to też coś, co sprawia, że to będzie kolejna niszowa produkcja HBO. Choć pierwszy odcinek oglądało mi się umiarkowanie dobrze, nie potrafię wymienić żadnego powodu, może poza Jonathanem Groffem w roli głównej, dla którego miałabym chcieć zaglądać do tych panów co tydzień.

Brakuje jakiejś iskierki, wrażenia, że to rzeczywiście coś świeżego, oryginalnego i wartego mojego czasu. "Dziewczyny" to miały w pierwszym odcinku. "Louie" to miał w pierwszym odcinku. Tutaj tego (jeszcze?) nie widzę.

A skoro już o patrzeniu i szukaniu mowa...

...odkryłam nową miłość. Uwaga, uwaga! Andy Samberg. W okularach. W najnowszym odcinku "Brooklyn Nine-Nine" zakłada je niestety tylko na moment (nie własne, a "pożyczone" od kapitana), za to u Lettermana miał je na sobie cały czas. Drogie panie, same oceńcie, czy jest lepiej czy gorzej i jak daleko sięgają moje dziwactwa.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.