Z nosem przy ekranie #37: Między młotem a zniczem

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)

Tak, wiem, igrzyska. Tak, wiem, dziwne coś zwane walentynkami. Przez moment zdawało się, że seriale zeszły na dalszy plan. Ach te złudzenia. Spoilery.

Gdyby tak zrobiło się jeszcze trochę cieplej. Owszem, grozi to powrotem do łask strasznego słówka: "spacer", ale cóż, czasem warto zaryzykować.

I nic nie poradzę, że obawiam się owych spacerów. Poruszanie się pomiędzy z góry określonymi punktami "A", "B", "C" i "D", z obowiązkowym odpoczynkiem w jakimś dziwnym miejscu, nigdy nie brzmiało zbyt sensownie. Za bardzo się w takim wypadku nie da zgubić, a i możliwości improwizacji czy losowego wyboru kierunków bywają raczej ograniczone.

Choć, z drugiej strony, może lepiej przekonać się do tych zaplanowanych spacerków, niż przepędzić kolejną godzinę na słuchaniu wszelkich mądrości serwowanych nam przez polskich komentatorów sportowych.

A tymczasem...

…szczególnie w ostatnich tygodniach i dniach trudno nie natrafić na dwa tytuły: "True Detective" i "House of Cards". Nie da się ukryć, że ciężko się czyta wszystkie te teksty, gdy po głowie chodzi myśl, że są to produkcje, które chyba lepiej ogląda się i trawi w pojedynkę.

W pierwszym przypadku cały czas prześladuje mnie poczucie, że dotychczasowy zachwyt stanie się zgubny, szczególnie jeśli okaże się, że zakończenie serii nie spełnia naszych oczekiwań (oby nie!). W tym drugim, cóż, pomimo rozmaitych przetasowań, zgonów i potknięć, wciąż mierzymy się ze zbiorem postaci, którymi (przy zachowaniu odpowiedniej skali): chcielibyśmy być, obawiamy się, że możemy się stać, bądź po prostu na co dzień jesteśmy...

Niezbyt wesołe to rejony do grupowego zwiedzania.

Za to ostatnio...

… w "Inside No. 9" była stara szafa pełna ludzi i bardzo drogi obraz. Był stary dom i ten nieco nowszy – obydwa oczywiście oznaczone nr 9. Był ogień i woda, mnóstwo słów oraz długie chwile ciszy. Byli bohaterowie, którzy budzili sympatię i ci, którzy zwyczajnie przerażali. Zresztą całe zastępy tak jednych, jak i drugich finalnie nie dożywały do końca poszczególnych odcinków...

Niby minęły zaledwie dwa tygodnie od początku emisji, a już nie mogę pozbyć się wrażenia, że będzie to niepokojąco uzależniający serial.

Odrobinę uroku straciło...

..."Hart of Dixie". Z jakiegoś niezrozumiałego powodu w ostatnich tygodniach przerobiono bliskie wielu Bluebell na bardzo ruchliwy dworzec. Bohaterowie pojawiają się i znikają, niektórzy wiążą się tylko po to, by za chwilę się rozstać, a zmiany nie omijają nawet tak uroczych i sprawdzonych duetów jak Lavon (Cress Williams) i Annabeth (Kaitlyn Black).

Lemon (Jaime King), błagam, wracaj szybko i zrób z tym wszystkim porządek.

Z żalem...

...należy wspomnieć, że 13 lutego zmarł Ralph Waite. Mam nadzieję, że tak w "NCIS", jak i w "Bones" twórcy znajdą czas na pożegnanie odpowiednio Jacksona Gibbsa i Hanka Bootha.

Po prawej Ralph Waite jako Jackson Gibbs w "NCIS" (fot. CBS)

Po prawej Ralph Waite jako Jackson Gibbs w "NCIS" (fot. CBS)


Po prawej Ralph Waite jako Hank Booth w "Bones" (fot. FOX)

Po prawej Ralph Waite jako Hank Booth w "Bones" (fot. FOX)


W telewizji zabrzmiał...

..."Time Lapse". Fragment utworu Ludovico Einaudiego pojawił się w ostatnim odcinku Top Gear przy okazji przejażdżki Richarda Hammonda po północnych Włoszech Alfą Romeo 4C. Piękne tereny, dobra pogoda, ładne autko... – są takie chwile, kiedy dochodzę do wniosku, że warto by było w końcu dorobić się prawa jazdy.

I (tradycyjnie już) dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. Z pewnością wasze wpisy odnajdziemy, bo i bardzo często na owym Twitterze rozmawiamy o serialach, dzielimy się wrażeniami i żartujemy.

Do zobaczenia w następną sobotę!