"Growing Up Fisher" (1x01): Miło i przyjemnie

"Growing Up Fisher" (Fot. NBC)

"Growing Up Fisher" (Fot. NBC)

Nie miałem żadnych oczekiwań, ominął mnie zamęt z obsadą głównej roli kobiecej, więc pewnie dlatego "Growing Up Fisher" mi się podobało. A może po prostu miło jest obejrzeć pozytywną komedię familijną.

Oglądając "Growing Up Fihser", nie sposób nie mieć skojarzeń z "Cudownymi latami". Podobny sposób narracji, podobny moment życia głównego bohatera i tylko nieco inne problemy wokół. Ciekawe, czy czołówka będzie nadal zawierała charakterystyczny motyw muzyczny - w pilocie było to "Under Pressure", które mnie kupiło od razu.

Z miejsca spodobało mi się też poczucie humoru. Może nieprzesadnie wyrafinowane (niewidomy ścinający drzewo), ale urocze i wywołujące uśmiech trwający cały odcinek. Nie było tu może śmiechu przez całe 20 minut, ale też ani przez chwilę się nie nudziłem. Kilka gagów rozśmieszyło mnie nawet bardzo, co przy moim ponuractwie wcale nie jest łatwe.

Ciekawie wyglądają też główni bohaterowie, którzy wzorowani są, jak mówi DJ Nash, twórca serialu, na autentycznych postaciach z jego rodziny. Mamy tu niewidomego ojca, który dopiero w momencie rozwodu uznał, że czas powiadomić świat o swojej ułomności, z którą tak świetnie sobie radzi. Dochodzi do tego matka, która postanowiła wreszcie przeżyć nastoletni okres życia, oraz nastoletnia córka, która zapowiada się na matkę własnej matki. Jest jeszcze główny bohater, który wydaje się być niemal równie uroczy, jak Kevin z "Cudownych lat". Każda z głównych postaci ma w sobie coś, co przyciąga i wydaje się interesujące. Pytanie tylko, czy twórcy dadzą radę spełnić obietnicę zawartą w pilocie.

Całkiem dobrze wypada w "Growing Up Fisher" aktorstwo - dłuższą chwilę nie mogłem uwierzyć, że J.K. Simmons nie jest niewidomy. Eli Baker w roli małego Henry'ego wypada znakomicie, chciałbym, aby u nas umiano tak dobierać dzieci do ról w serialach. Najsłabsze są panie. Jenna Elfman wypada niestety jak starsza wersja Dharmy - jak gdyby nie mogła uwolnić się od roli, z której najbardziej jest znana. Nieco lepsza jest Ava Deluca-Verley, ale póki co za wiele okazji do wykazania się w roli córki nie miała.

Ogólne wrażenia mam jednak pozytywne, choć nie zachwycam się jakoś nadmiernie. Na pewno spędziłem z "Growing Up Fihser" miłe 20 minut, przypomniałem sobie też popołudnia spędzane na oglądaniu "Cudownych lat"... Pewnie więc obejrzę następne odcinki.