"The Americans" (2x01): Wyższy poziom emocji

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

Tak, "The Americans" wróciło w dobrej formie, nawet lepszej niż w poprzednim sezonie. Starzy bohaterowie, nowe problemy. I te kłopoty szpiegów-rodziców... Spoilery.

Na 2. sezon "The Americans" czekałem z niecierpliwością. Ten serial może nie powalił na kolana, ale podobał mi się na tyle, by mi go brakowało. Dobry pomysł, możliwość kibicowania "złym" (czy aby na pewno byli źli?) i wiele drobnych smaczków dawało mi razem dobrą zabawę przy oglądaniu. "Comrades", pierwszy odcinek 2. sezonu "The Americans", zapowiada, że w będzie jeszcze lepiej.

Po pierwsze, wciąż dobrze trzyma się klasyczna, szpiegowska warstwa - już w tym odcinku Jenningsowie musieli przeprowadzić kilka akcji, razem lub osobno. Nie obyło się bez przytyku pod adresem Afganistanu, z którego jasno wynikało to, o czym każdy zorientowany dobrze wie - że to Amerykanie stworzyli swoich obecnych wrogów. O to, że zabraknie nam szpiegowskich działań, nie ma się co obawiać. A i dostarczą nam teraz więcej emocji, na co wskazuje dramatyczna scena w hotelu.

Po drugie, wraz z dorastaniem dzieci pojawiają się nowe problemy. Dochodzi wręcz do sytuacji, w której można zażartować, że Jenningsowie powinni wysłać do Moskwy szyfrogram następującej treści: "Dziecko złapało nas na seksie". Jakie są instrukcje postępowania? Scena śniadania i wymiana spojrzeń między Elisabeth i Phillipem (świetni Keri Russel i Matthew Rhys) była fantastyczna. Odrobina humoru naprawdę pomaga rozładować napięcie przed jego kolejnym skokiem.

Po trzecie, bohaterowie mają naprawdę realne problemy - i nie dotyczy to tylko pary głównych bohaterów. Stan Beeman (Noah Emmerich) ma swoje kłopoty zarówno z żoną, jak i prowadzoną przez niego informatorką (i kochanką), dla której on z kolei jest użytecznym kontaktem. Nina (Annet Mahendru) żyje w olbrzymim napięciu, co widać w scenie, w której oglądają razem piracką kopię "Kochanicy Francuza", na który to film Stan pójdzie później z żoną do kina. Znalazło się przy tym miejsce na wypomnienie Amerykanom ich słabej znajomości kultury wyższej...

Dominującym motywem 2. sezonu pewnie stanie się lęk Jenningsów o dzieci, co może podnieść temperaturę, bo to jest problem, z jakim spotyka się niemal każdy. Mieli też okazję się przekonać w "Comrades", że zimna wojna szpiegów nie oszczędza dzieci. Nie oszczędza nikogo. Czy powstrzyma to ich przed wykonywaniem zadań? Zobaczymy.

Dużym plusem "The Americans" wciąż pozostaje dbałość o to, by Rosjanie mówili po rosyjsku. Zamiast koślawienia tego języka amerykańskim akcentem mamy w miarę poprawną wymowę, sprawiającą, że nie potrzebuję napisów. Normalnie bym, co prawda, potrzebował - Rosjanie mówią trochę szybciej w swoich filmach, ale nie narzekam, bo dbałość o takie drobiazgi jest zbyt rzadka, więc tym bardziej cieszy.

Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek. I kibicuję Jenningsom.