Z nosem przy ekranie #39: Puste przestrzenie

"Hannibal" (Fot. NBC)

"Hannibal" (Fot. NBC)

Jest za ciemno i za jasno, za głośno i za cicho, zbyt słonecznie i zbyt pochmurno, za ciepło i za zimno. Co więcej, telewizyjne ramówki uginają się od seriali, a tłumek ekspertów od filmów i filmowania zabawia się we wróżenie z fusów. Spoilery.

Zostawmy jednak wiadomych specjalistów czy innych wróżbitów. Niech spokojnie piją te swoje herbatki i produkują kolejne pakiety historii o (nie)słusznie nagrodzonych i niesprawiedliwie pominiętych. Takie to dni mamy – zresztą nawet i sieć wydaje się obecnie przeraźliwie zatłoczona.

Pewnie dlatego zacząłem szukać czegoś poza ekranem i serialami. Aktywności, która pozwoliłoby choć trochę, z braku lepszego określenia, odpocząć od ludzi – na oko wbrew popularnym przekonaniom.

W końcu zdaniem wielu, podobno bardzo mądrych, autorów, wyznacznikiem wszelkiego zdrowia jest chęć częstego przebywania w towarzystwie innych ludzi. Co więcej, nawet kompulsywna potrzeba dzielenia się każdym drobnym detalem własnego życia stała się całkiem normalną, codzienną i zalecaną praktyką rzekomo pomagającą utrzymać poziom szczęścia na przyzwoitym poziomie.

I wspominam o tym tylko dlatego, że do końca nie wiem, jak owym "wielu" wyjaśnić, iż czasem do szczęścia wystarcza piłka i opustoszały skrawek boiska do koszykówki. Tak, nic nie poradzę. Ganianie po parku za odbijającym się od podłoża kulistym przedmiotem sprawia mi niezwykłą frajdę.

A tymczasem...

…na antenę NBC powrócił "Hannibal" i muszę przyznać, że wędrowanie po Willowej głowie w premierowym odcinku 2. serii było bardzo niezwykłym doświadczeniem.

Spodobało mi się szczególnie, to piękne miejsce, do którego udawał się Graham (Hugh Dancy) za każdym razem, gdy szukał odrobiny spokoju od szpitalnej rzeczywistości i głupawych pytań zadawanych przez Fredericka Chiltona (Raúl Esparza). Fascynujące było również, jak wiele energii przeznaczył na powolne porządkowanie wszystkiego, co się zdarzyło i to niezależnie od tego, na jak koszmarne wizje naraziło go owo sprzątanie własnej głowy. Zdeterminowani bohaterowie zawsze cieszą.

Ciekawe, jakiego Willa przyniosą nam kolejne tygodnie.

Ten pan również wędruje po Grahamowym umyśle... ("Hannibal"/ Fot. NBC)

Ten pan również wędruje po Grahamowym umyśle... ("Hannibal"/ Fot. NBC)


Za to ostatnio...

...Abed (Danny Pudi) postanowił przebrać się za klasyczną wersję Kickpunchera. Niestety, zamiast zepsuć premierę filmowego reboota, spędził zdecydowanie zbyt dużo czasu z Buzzem (Jonathan Banks) i jego rysunkowym kaczorkiem. Choć sama historia wypadła całkiem ciekawie, to był to również moment, w którym ponownie obudziła się tęsknota za jednym z niedawno pożegnanych bohaterów.

Brakowało w "Bondage and Beta Male Sexuality" Troya (Donald Glover), oj, brakowało.

Zaledwie kilka sekund...

...wystarczyło, by docenić gościnne występy w ostatnim serialowym tygodniu. Wypada w tym miejscu wspomnieć szczególnie o "NCIS: Los Angeles", gdzie jako Tuhon pojawił się Danny Trejo i o "Elementary", do którego ponownie zawitał Gareth Lestrade, czyli Sean Pertwee.

W pierwszym wypadku, pomijając wady odcinka, warto było doczekać do chwili, kiedy w jednym pokoju znaleźli się wspomniany Tuhon oraz Hetty (Linda Hunt). Chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć ten duet w akcji.

W drugim, obecność Lestrade'a skłoniła Sherlocka (Jonny Lee Miller) do oddania całkiem celnego strzału w stronę metod wykorzystywanych np. przez bohaterów "Criminal Minds". W końcu ile razy można oglądać jak świadkowie lub ofiary zamykają oczy po to, aby skupić się na zapachach, dźwiękach i numerach rejestracyjnych samochodu, który dziwnym trafem należał akurat do oprawcy?

Robin, raper i Maczeta... ("NCIS: Los Angeles"/ Fot. CBS)

Robin, raper i Maczeta... ("NCIS: Los Angeles"/ Fot. CBS)


Niewiele uroku miało...

...przemeblowanie w mieszkaniu Leonarda (Johnny Galecki) i Sheldona (Jim Parsons) w ostatnim odcinku "The Big Bang Theory". Wiadomo było, że kupiony przez Hofstadtera mebel zbyt długo nie przetrwa, a finalnie wszystkich i tak bardziej będą obchodzić humory Coopera niż zdrowy rozsądek czy chociażby wygoda Raja (Kunal Nayyar).

Bardzo żałuję, że tak się stało, przecież stoły w serialach mogą być bardzo pożyteczne. Udowodniono to chociażby w "Grimm", gdzie w ostatnich minutach "Revelation" do rodzinnej kolacji zasiedli: tytułowy Grimm, zwykły człowiek, troje Blutbadów i Fuchsbau. Bardzo żałuję, że ta scena nie była choć trochę dłuższa.

Tak, atmosfera była raczej napięta. ("Grimm"/ Fot. NBC)

Tak, atmosfera była raczej napięta. ("Grimm"/ Fot. NBC)


W telewizji zabrzmiało...

…"Too Many Tears In My Eyes". Utwór Ike'a i Tiny Turnerów pojawił się w ostatnim odcinku (a jakżeby inaczej) "True Detective", a dokładniej w mieszkaniu Cohle'a (Matthew McConaughey) na chwilę przed bardzo istotną wizytą Maggie (Michelle Monaghan), w czasie gdy Rust oddawał się dziecięcej zabawie w rzucanie cieni. Oczywiście w jego wersji w roli ściany występowała mapa zgonów i zaginięć, a zamiast składania dłoni w różne kształty, korzystał z ustawionych na stole rogów. To tylko detale, prawda?

I (tradycyjnie już) dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. Z pewnością wasze wpisy odnajdziemy, bo i bardzo często na owym Twitterze rozmawiamy o serialach i dzielimy się wrażeniami.

REKLAMA