Pazurkiem po ekranie #22: Śmierć nie jest końcem

"Les Revenants" (Fot. Canal+)

"Les Revenants" (Fot. Canal+)

Tak się jakoś złożyło, że niemal wszystko, co widziałam w tym tygodniu, traktowało w jakiś sposób o śmierci. Uwaga na spoilery z "True Detective", "Girls" i "How I Met Your Mother". "Les Revenants" bez większych spoilerów.

Jak co tydzień, przegląd zaczynamy od "Detektywa", który wciąż jest fantastyczny, mimo że chyba już wiemy, dokąd zmierza i wielkiego szoku w finale się nie spodziewamy. W każdym razie nie zaskoczy nas raczej rozwiązanie tajemnicy morderstw w Luizjanie, pozostało już tylko dopaść Króla w Żółci. Wiemy, że facet z bliznami na twarzy, którego szukają Cohle i Hart, nie wygląda jak Cthulhu, choć portret pamięciowy zdawał się to właśnie sugerować. Wygląda jak ktoś, na kogo policjanci prowadzący sprawę w 2012 roku w ogóle nie zwracają uwagi. Może być i tak.

A ponieważ czas ma formę kolistą...

...na razie zobaczyliśmy, jak Hart i Cohle powtarzali przez ostatnie lata w kółko te same błędy, by w końcu znaleźć się na dnie. U każdego z nich to dno wygląda inaczej, każdy niewątpliwie ma to, na co zasłużył. Jeśli przez poprzednie sześć odcinków zdążyliście nabrać przekonania, że Hart jest obrzydliwym samcem, z którego Cohle nie ma żadnego pożytku, przyszedł czas zrewidować ten sąd. To tylko człowiek, pogubiony jak wszyscy ludzie, ale mimo swoich licznych wad tak zwyczajnie, po ludzku przyzwoity.

Współpraca tych dwóch facetów, powrót wielkiego notesu Cohle'a, poczucie, że jesteśmy już bardzo blisko - to wszystko sprawiło, że odebrałam ten odcinek inaczej niż poprzednie. Jak gdyby pojawiła się jakaś... nadzieja? A może tu wcale nie ma nadziei, może rzeczywiście śmierć nie jest końcem niczego i w finale zobaczymy koszmar straszliwszy niż się spodziewamy.

Pojawiła się na przykład w internetach teoria, że Cohle w ostatnim odcinku zginie. Być może nawet popełni samobójstwo, przerywając tym samym ten krąg przemocy i degradacji, jakim jest jego życie. Tylko co jeśli pani Dolores ma rację i śmierć rzeczywiście nie jest końcem niczego? Uwielbiam to, jak Nic Pizzolatto bawi się słowami i wielością znaczeń, ale tak naprawdę nic z tego na razie nie wynika. Albo inaczej - zrozumiemy w pełni, co z tego wynika, dopiero kiedy będziemy mieli wszystkie elementy układanki.

Zbliża się premiera "Resurrection", więc oglądam "Les Revenants"

Tak, po raz pierwszy! I jestem zachwycona tym, jak perfekcyjnie napisany jest scenariusz francuskiego serialu, który zrobił już karierę na całym świecie. Jak misternie posplatane są losy bohaterów, jak wielkie są emocje, jak subtelnie i jednocześnie diabelnie skutecznie Francuzi mnie straszą.

Jeśli jeszcze nie widzieliście, obejrzyjcie ten serial koniecznie. Koncept jest cudowny w swojej prostocie: zmarli powracają do świata żywych i wyglądają dokładnie tak, jak wtedy kiedy go opuścili. Nie przypominają żadnych zombiaków, to wciąż ludzie z krwi i kości - jedyna różnica jest taka, że mają poważne kłopoty ze snem i są non stop głodni. Poza tym niczym się nie różnią od "zwykłych" ludzi. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo z biegiem czasu wychodzą na jaw kolejne tajemnice.

"Les Revenants" (angielski tytuł to "The Returned") przepełnione jest tajemnicami, a niepokojący nastrój buduje tutaj wszystko: miejsce akcji (przepiękne miasteczko w górach), zdjęcia, muzyka. Choć powrotom towarzyszą wielkie emocje, nikt nie wrzeszczy, nie histeryzuje, nie ma żadnych bombastycznych momentów, wiele rzeczy ważnych odbywa się poza słowami. A jednocześnie prawdziwie przejmujące sceny można znaleźć w każdym odcinku.

Jeśli Amerykanie przerobią tę historię z wdziękiem, to będzie zaskoczenie roku. Ale raczej im się to nie uda, Amerykanom taka subtelność jest po prostu obca.

Ted rozpłakał się w "How I Met Your Mother"...

...i na początku nie byłam pewna, co się dzieje i czy aby na pewno nic mi się nie przywidziało. Przetrzepałam więc internet w poszukiwaniu nadziei - i nie znalazłam jej. Internet twierdzi, że jest bardzo możliwe, iż Matka w 2030 roku, kiedy Ted opowiada dzieciom ich wspólną historię, już nie żyje. Pod linkiem znajdziecie cały tok rozumowania, który doprowadził widzów do tego wniosku.

Jeżeli rzeczywiście Ted opowiada swoim dzieciom o Matce, kiedy ona już nie żyje, to będzie to przerażająco smutne zakończenie serialu, przy którym wytrwaliśmy tyle czasu, bo losy jego bohaterów nas obchodziły. Ale łzy Teda nie kłamią, on wyraźnie pomyślał, że Matka nie będzie już obecna na weselu swojej córki. Jeśli "HIMYM" zmierza w tym kierunku, to kompletnie nie wiem, co powiedzieć. Z jednej strony, to może być rewelacyjny, odważny ruch, który zapewni serialowi życie wieczne. Z drugiej - czy ten Ted naprawdę musi być nieszczęśliwy do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej?

Tymczasem w "Girls" zmarła babcia Hannah...

...zaskakując tym samym swoich bliskich, przekonanych, że najgorsze minęło. Lenie Dunham świetnie udało się pokazać, co kryje się pod słowem "rodzina". Wzajemna niechęć, niewidywanie się latami, zawiść, wściekłość - ale i gotowość rzucenia wszystkiego i pędzenia do domu, kiedy dzieje się coś ważnego. Córki i wnuczki czuwające przy łóżku umierającej babci przywiodły mi na myśl filmowe światy, zasiedlane silnymi kobietami przez męskich reżyserów. Tym razem zrobiła to kobieta, na dodatek kobieta bardzo młoda, i skoro dwa dni po obejrzeniu odcinka wciąż pamiętam siostry walczące o pierścionek zaręczynowy, to znaczy, że coś jej wyszło.

Ale i tak najbardziej zapadnie mi w pamięć złota myśl babci dotycząca małżeństwa: "Kiedyś spojrzysz na niego i będziesz go nienawidzić, i życzyć mu najgorszej możliwej śmierci. To minie". I właśnie dlatego o pierścionki zaręczynowe trzeba walczyć do krwi ostatniej kropli - bo inaczej nie będzie komu życzyć najgorszej możliwej śmierci.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.