"Suits" (3x11): Nieco sprane garnitury

"Suits" (Fot. USA Network)

"Suits" (Fot. USA Network)

Moja mama lubiła powtarzać, że ubrania są świetne do tylko do pierwszego prania. Cóż, "Suits" już niestety ma kilka za sobą. Spoilery.

Serial o nowojorskich ludziach korporacji wrócił po półrocznej przerwie. Ale zauważyłem, że kolejnemu powrotowi serialu nie towarzyszył już taki szum w sieci jak kiedyś. Po obejrzeniu "Buried Secrets" rozumiem dlaczego. Oczywiście to ciągle bardzo przyzwoita rozrywka. Ale...

Ostatnią połowę sezonu zamknęła scena, w której Louis poznaje sekret Mike'a. Brak dyplomu młodego "prawnika" był oczywiście od początku osią serialu. Ale po wielu zwrotach akcji ten wątek już jest zwyczajnie nużący. Choć dyskusje o Mike'u pomiędzy Louisem a Donną są ciągle rewelacyjne, to po tylu odcinkach już zwyczajnie nie da się utrzymywać napięcia pytaniem "a co jak się dowiedzą". I tak wszyscy wiemy, że w końcu Mike'owi jakoś się upiecze.

W najnowszym odcinku mamy też bardzo dużo wątków osobistych. Najbardziej irytuje rozwijający się związek Mike'a i Rachel. Oglądanie takich słodkości mogłoby przejść w serialu dla młodzieży, ale w dramacie? Cóż, internauci mają na takie wątki odpowiednie określenie, które zawiera słowo "tęcza".

Nieco lepiej wypada wątek romansu (a właściwie już czegoś poważniejszego) Harveya i Scottie. Harvey zdobywa kobietę... rozgrywając ją. Może jest "dupkiem", jak go nazywa sama Scottie, ale nie da się ukryć, że prawnik z odcinka na odcinek zyskuje coraz więcej ludzkich cech. A pomyśleć, że kiedyś zapowiadał się na Franka Underwooda nowojorskiej palestry. Pozostaje mieć nadzieję, że chociaż Donna pozostanie cyniczna i niewzruszona.

W "Buried Secrets" mieliśmy też sporo powrotu do demonów przeszłości Mike'a. Najmniej było natomiast tego, co tradycyjnie było najlepsze w "Suits" - czyli prawnych potyczek ze szybkimi zwrotami akcji. Mam nadzieję, że to się zmieni w kolejnych odcinkach, bo biurowe romansidło to zdecydowanie nie jest dobry kierunek dla tego serialu.