"Episodes" (3x09): Wszyscy będą nieszczęśliwi

"Episodes" (Fot. Showtime)

"Episodes" (Fot. Showtime)

Już wydawało się, że tylko chwila dzieli nas od tego, by "Episodes" zanurzyło się w przeciętności. I nagle zwrot o 180 stopni, gwiazda znów świeci pełnym blaskiem. Uwaga na spoilery.

Okazuje się, że nienawiść szefów jednej telewizji do szefów drugiej telewizji potrafi być na tyle duża, że wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Lepiej wznowić zignorowane przez szeroką widownię "Krążki", niż pozwolić Mattowi LeBlancowi na pracę w nowym serialu konkurenta. No ale po kolei…

Sean i Beverly pakują walizki i odliczają godziny do powrotu do ukochanej deszczowej Wielkiej Brytanii. A raczej Beverly odlicza godziny, Sean nie wydaje się do końca przekonany do powrotu - w czym spora zasługa Carol. Okazuje się, że scenariusz, którego miał nie widzieć nikt, przeczytali już prawie wszyscy w Hollywood – do grona szczęśliwców dołącza Castor, Elliot Salad, a niedługo po nich mądre głowy w CBS (gościnny występ szefa stacji – Leslie Moonvesa). W ten sposób zaczyna się licytacja, kto da więcej w walce o potencjalny hit. Herbata o piątej? Więcej deszczu? Judy Dench? Anglicy przyglądają się temu całemu zamieszaniu z lekkim niedowierzaniem (Matt z rozbawieniem), a za chwilę dowiadują się, że sama Susan Sarandon chce zagrać w ich serialu. No i jak tu odmówić?

Okazuje się, że można. Sean i Beverly uciekają do Anglii, a Matt, po kilku perypetiach przygotowuje się do nowej roli w serialu NBC zapowiadającym się na hit sezonu. NBC i hit sezonu? Brzmi jak science fiction.

Finał 3. sezonu to zdecydowanie najlepszy tegoroczny odcinek "Episodes" i z pewnością jeden z lepszych w historii tego serialu. Tyle gorzkich słów na temat świata seriali i Hollywood nie padło chyba jeszcze nigdy w ciągu 30 minut. Zacznijmy od monologu Castro, który, choć zdrowo świrnięty, zawarł w nim sporo celnych uwag. "Anulujemy seriale w nienormalnym tempie", "Wystawiamy przewidywalny i oklepany produkt, a potem dziwi nas, że nikt nie ogląda", "Siadamy z głowami we własnej dupie i mówimy: Ja nic nie czuję, a ty?", plus jeszcze kilka innych. Ta część jego monologu doskonale odzwierciedla obecną formę stacji ogólnodostępnych.

Pomysł z brakiem ramówki i mieszaniem programów kulinarnych z serialami sensacyjnymi mógłby się wydawać interesujący już tylko dla lekarzy psychiatrów, ale to także dzięki niemu jego przemówienie jest jednym z najmocniejszych punktów odcinka. Moim zdaniem przebija go tylko fragment z Beverly i filiżanką. Tamsin Greig była w tej scenie absolutnie nieziemska!

Wielkie brawa należą się twórcom za zwrot akcji, jaki zafundowali nam na koniec. Ręka do góry, kto się tego spodziewał. Oczywiście mogliśmy podejrzewać, że drogi Matta oraz Seana i Beverly nie rozejdą się przed końcem serialu, ale prędzej obstawiałbym, że jakimś cudem dostanie on rolę w ich nowym projekcie. Duet Crane & Klarik wybrał jeszcze inne rozwiązanie i chwała im za to. Aż trudno sobie wyobrazić, jak nieszczęśliwi będą wszyscy na początku kolejnego sezonu. Już teraz widzę te zbolałe miny Seana (Stephen Mangan jest w tym najlepszy!), ironiczne komentarze Beverly i obrażonego na cały świat Matta. Nie chciało się tworzyć hitu, trzeba wrócić do "Krążków"…

Dziewięć odcinków minęło w ekspresowym tempie, teraz trzeba czekać niemal rok na kolejne. Jestem jednak pewien, że warto – wszystko wskazuje na to, że "Episodes" stanie się jeszcze bardziej gorzką komedią o nieszczęśnikach, którzy znaleźli się w najgorszej sytuacji, jaką tylko można wyobrazić.