"The Good Wife" (5x15): Tego się nie robi kotu

"The Good Wife" (Fot. CBS)

"The Good Wife" (Fot. CBS)

To w zasadzie nie jest recenzja odcinka, raczej marna próba odpowiedzi na pytanie, jakie będą konsekwencje tego, co właśnie zobaczyliśmy. UWAGA NA BARDZO DUŻY SPOILER z najnowszego odcinka "The Good Wife".

Gdybym nie dowiedziała się wszystkiego z tweetów Amerykanów, pewnie przeżyłabym naprawdę duży szok, co najmniej taki, jaki przeżywają co roku w maju fani "Chirurgów". Ponieważ wiedziałam, co mnie czeka, mogłam oglądać "Dramatics, Your Honor" tak bardzo na zimno, jak tylko się dało. I to był taki zwyczajny, przez większość czasu wręcz nudny odcinek, w którym nie miało prawa nic się wydarzyć. Serio, nie było prawie żadnych symptomów. Gdyby nie spoilery z Twittera, oglądanie "The Good Wife" skończyłoby się dziś w moim przypadku zawałem.

Nie jest łatwo pozbierać myśli, bo przecież Will Gardner to mój ideał mężczyzny. Tak, wiem, mam tych ideałów więcej, ale... przecież to Will! Jedyny i wspaniały. Takich bohaterów się nie zabija, tym bardziej nie zabija się ich znienacka, bez ostrzeżenia. Wiem, że to głupie, przeżywać serialową śmierć bardziej niż wiele prawdziwych śmierci - a jednak przeżywam. Chyba po raz pierwszy jakiemuś serialowi udało się mnie rozbić emocjonalnie w jednej chwili.

Owszem, płakałam po Doktorze Who, ale głównie dlatego, że to było po prostu niesamowicie wzruszające pożegnanie, zaprogramowane przez tego drania Stevena Moffata w każdym szczególe, tak żebyśmy musieli płakać. Owszem, wkurzyłam się, kiedy tuż przed finałem "Desperate Housewives" zginął jeden z bohaterów, ale głównie dlatego, że to była śmierć idiotyczna, niepotrzebna i nie wnosząca kompletnie nic.

Tutaj to co innego. Zabito jedną z głównych postaci serialu, który właśnie dostał zamówienie na kolejny sezon i który jest teraz w lepszej formie niż kiedykolwiek. Zabito bohatera, którego lubiliśmy i którego wielu z nas widziało u boku Alicii. I który był bardzo ważny dla fabuły, bo jeśli nie Alicia i Will (ewentualnie "Alicia kontra Will"), to w takim razie co?

Wiadomo, "The Good Wife" to nie historia, w której najważniejsze jest, by "żyli długo i szczęśliwie", ale akurat tej parze takie zakończenie by się przydało. W dodatku dynamika ich wzajemnej relacji napędzała "The Good Wife". Trudno sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli tego nie będzie. A jeszcze trudniej jest wyobrazić sobie przyszłość, w której nie ma Willa i Diane.

Zapewne trochę pochopnie, ale dziś rano na Twitterze, w dużych emocjach będąc, razem z Arleną Sokalską z "Polski the Times" ogłosiłyśmy, że 23 marca "The Good Wife" się skończyło. Pewnie za tydzień to odszczekam, niemniej jedno jest pewne: skończyło się "The Good Wife", jakie znamy od pięciu sezonów. Zacznie się zupełnie nowa era, po której nie wiemy czego się spodziewać.

Przedsmak tego, co nas czeka, widzieliśmy w zapowiedzi kolejnego odcinka. Będzie płacz, będą retrospekcje, będzie walka o władzę w Lockhart Gardner, będzie rozbita Alicia. Możemy przypuszczać "TGW", że scenarzyści nie zapomną, jak się pisze serial, w końcu już nieraz udowodnili, że są mistrzami w swoim fachu. Na pewno mają plan, jak zastąpić to, czego już nie odzyskamy.

Twórcom serialu i telewizji CBS należy się szacunek za dwie rzeczy: za to, że udało się utrzymać wszystko w tajemnicy, i za sposób, w jaki Will odszedł. OK, tuż po tym jak padły strzały, poczułam się jakbym oglądała "Chirurgów", ale po przemyśleniu sprawy muszę przyznać, że oszczędzono nam niepotrzebnych dramatów, łzawych przemów, tandetnych pożegnań itp. Willa spotkała kompletnie głupia, bezsensowna śmierć z gatunku tych, które mogą się przytrafić zawsze i wszędzie.

Wszyscy pewnie zapamiętają, że kiedy umierał, miał na sobie tylko jeden but. Obraz okrutny i genialny zarazem, bo pokazujący, jak człowiek w jednym momencie traci swoją godność - i bum! Koniec. Był wielki prawnik Will Gardner, nie ma wielkiego prawnika Willa Gardnera. Życie toczy się dalej, spory na sali sądowej wciąż będą takie same. Bo przecież to nie finał, to środek sezonu.

Ponieważ to nie finał, a środek sezonu, tym większy jest szok fanów i tym ciekawsze są środki, które mają pomóc nam to przetrwać. Tak, tak, mam na myśli ten list do widzów, napisany przez Roberta i Michelle Kingów, twórców "The Good Wife". Takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko: oni tłumaczą, co się stało i dlaczego wybrano takie, a nie inne rozwiązanie. Josh Charles chciał opuścić serial już pod koniec poprzedniego sezonu, ale przekonano go, żeby został nieco dłużej. Pojawiło się pytanie, jak zorganizować jego odejście: pozbawić Willa prawa do wykonywania zawodu, wysłać do innego miasta, znaleźć mu żonę? W końcu zdecydowano się go uśmiercić.

Nie będzie happy endu, "The Good Wife" pozostanie serialem o kobiecie, która jest w stanie przetrwać wszystko i która staje się coraz silniejsza i silniejsza. Czy też, jeśli wolicie, serialem o dwójce ludzi, którzy stracili szansę na miłość, bo ciągle się mijali. I zawsze już będzie mieć tę gorzką wymowę, niezależnie od tego, co jeszcze się wydarzy.