Seryjnie oglądając #20: Seriale pełne emocji

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

Emocje, emocje, emocje - serialowy tydzień stanął pod ich znakiem. W większości seriali bohaterowie się z nimi zmagają na różne sposoby. A oglądając jeden z nich miałem wrażenie, że oglądam por... znaczy HBO, a to było tylko FX. Uwaga na spoilery.

Czego byśmy sobie nie wmawiali o tym, jak bardzo racjonalnymi stworzeniami niby to jesteśmy, to jesteśmy tylko ludźmi i rządzą nami emocje i popędy. Tak, wiem że to banał, ale banały mają to do siebie, że są prawdziwe. I świetnie można sobie zdać z nich sprawę, oglądając seriale.

Oczywiście, ponad emocje można się wznieść. Urażona duma czy honor może zostać wyleczona nie tylko krwawą zemstą, ale też czymś wręcz przeciwnym. Dla mnie Lagherta pomagająca Ragnarowi i Auslag powrócić do ich domu była doskonałym przykładem takiego postępowania. Szlachetnym postępowaniem pokazała, ile jest warta, i możemy być pewni, że Ragnar dobrze wie już, kogo utracił i jak niewiele zyskał w zamian. Znacznie ciekawiej jednak wygląda teraz wątek Athlesana, chrześcijańskiego mnicha nawróconego na pogaństwo, który ma teraz wizje pełne stygmatów, Jezusa i Maryi. Jestem ciekaw, jak to się skończy, bo ta postać ma w sobie o wiele więcej ikry niż zwariowany Floki.

Emocje można też w sobie dusić i próbować nad nimi panować, tak jak robią to Patrick Jane i Lisbon. Między nimi dwojgiem jest chemia i to jest coś więcej niż przyjaźń. A jednak żadne z nich nie robi najmniejszego ruchu, choć scena, w której Teresa nakrywała Patricka kocem była znacząca. Podobnie jak moment, w którym Patrick zorientował się, że Lisbon idzie na randkę z kolegą z FBI. Swoją drogą, sprawy tygodnia są jakby ciekawsze w tej nowej odsłonie "Mentalisty", nie macie takiego odczucia?

Panowanie nad emocjami świetnie wychodzi Redowi, a James Spader popisowo to wszystko odgrywa. Można pozazdrościć mu spokoju, z jakim mówił Liz "Jesteś moim słabym punktem". Ten dystans to coś, czego Liz (coraz lepsza Megan Boone) musi się jeszcze nauczyć. Szczególnie że chwilowo sypia z wrogiem, co wcale nie jest przyjemne i wystarczyło jej raptem parę chwil w nowej sytuacji, by znaleźć się na granicy załamania nerwowego.

Na tej granicy wydają się znajdować bohaterowie "The Americans". Być może dlatego też odcinek wyglądał, jakby to było porno, znaczy HBO. Scen seksu było tyle, że chwilami szukałem jakiegoś czerwonego kwadracika w rogu ekranu. Albo oznaczenia, że to "XXX".

Ale też żadna z tych scen nie była zbędna. Wszystkie wiązały się też z potężną, świetnie odegraną dawką emocji. Jeżeli ktoś marzy o byciu szpiegiem, to niech popatrzy sobie na to, jak muszą żyć Elisabeth z Philipem, a potem niech zabierze się za coś innego. Co prawda i tak najbardziej interesuje mnie, co kombinuje Rezydentura. Nie mówiąc o tym, że niepokoję się o Philipa, który chyba może mieć problemy pod gejowskim klubem. Nie, nie takie problemy, wy świntuchy!

Całości tego świetnego tygodnia dopełniło "Revolution", które miało kolejny znakomity odcinek. Ostatnia scena może stworzyć ciekawą sytuację, w której Giancarlo Esposito będzie miał duże pole do aktorskiego popisu. Swoją drogą, jak wielką przemianę przeszła Tracy Spirdakos - od drewnianej aktoreczki z pierwszego sezonu do całkiem niezłej aktorki w bieżącym. Naprawdę kupiłem jej rozpacz w momencie, w którym naciskała spust.

Nadal najlepszymi momentami odcinka są dialogi między Milesem i Monroe, ale wszyscy wiemy, że oni są jak stare małżeństwo. Za to tymczasem słabo, jak z taniego horroru, wygląda wątek zombiefikacji ludzi przez nanoboty. Ale coś z tego może być i na pewno będzie. Tylko proszę, nie popsujcie tego.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego.

REKLAMA