"Dolina Krzemowa" (1x01): Współczesne eldorado w krzywym zwierciadle

"Silicon Valley" (Fot. HBO)

"Silicon Valley" (Fot. HBO)

Seriali, które wyśmiewają polityków, było już mnóstwo. Ale wreszcie mamy komedię nabijającą się z tych, którzy naprawdę nami rządzą.

Wszyscy, którzy swoją młodość przeżywali kilka lub kilkanaście lat temu, doskonale znają taką oto telewizyjno-kinową historyjkę: mamy amerykańską szkołę średnią, w niej chuderlawego nieudacznika, z którego dworują sobie szkolne gwiazdki i sportowcy. Ale koniec końców nasz nieudacznik odbija dziewczynę kapitanowi drużyny futbolowej i staje się najfajniejszym dzieciakiem w szkole.

Nowy serial HBO przenosi tę historyjkę do roku 2014. Zamiast nieudacznika mamy zatem programistę, którego pomysłu nikt nie chce. Zamiast sportowców – menedżerów i prezesów topowych firm IT. A zamiast dziewczyny... no cóż, fantastyczną aplikację.

Programista Richard (w tej roli Thomas Middleditch) próbuje zainteresować krzemowe towarzystwo swoim nowym projektem. Oczywiście zblazowane towarzystwo wywraca oczami, gdy słyszy o kolejnym pomyśle stworzenia portalu muzycznego. Jednak okazuje się, że przy okazji tworzenia projektu programista odkrył zupełnie nowatorską metodę konwersji plików. Gdy potentaci z Doliny Krzemowej się o tym dowiadują, od razu chcą kupić projekt za kosmiczne stawki. Jednak Richard postanawia skorzystać z oferty ekscentrycznego miliardera, który ma pomóc mu w zbudowaniu własnego start-upu.

Tyle sama fabuła, która oczywiście w telewizyjnej komedii ma drugorzędne znaczenie. Najistotniejsze są żarty z Doliny Krzemowej. I trzeba przyznać, że wychodzą one naprawdę nieźle. W pilotowym odcinku zostały obśmiane chyba wszystkie elementy współczesnej kultury IT. Mamy więc obsesje "rozwoju duchowego", multikulturowości, małych samochodzików, rzucania studiów czy tworzenia aplikacji, "które zmienią świat".

Jedyna myśl krytyczna, którą mogę z siebie wydobyć po obejrzeniu pilota to: "dlaczego to powstało dopiero teraz"? Jestem oczywiście fanem nowych technologii, ale często kiedy słyszę o nowych projektach Google'a czy Facebooka bądź o świeżutkich aplikacjach, które odmienią życie na tej planecie, zastawiam się, czemu nikt tego nie trolluje.

Cóż, tym trollem okazał się Mike Judge – główny twórca "Silicon Valley", w przeszłości odpowiedzialny za sukces kultowej kreskówki "Beavis and Butt-head". Judge pokazuje w "Silicon Valley", jak się powinno trollować – na ostro, ale nie bez sympatii dla ofiary.