"Fargo" (1x01): Pewnego razu w śnieżnej krainie

"Fargo" (Fot. FX)

"Fargo" (Fot. FX)

Ten sam klimat, podobni bohaterowie, zupełnie nowa historia. Aż trudno w to uwierzyć, ale serialowe "Fargo" jest równie doskonałe co film Coenów.

Uwielbiam filmowe "Fargo" i właśnie dlatego podeszłam do serialu jak do jeża. Mój sceptycyzm dodatkowo jeszcze wzrósł po premierze serialowego "From Dusk Till Dawn", które opowiada tę samą historię co film, tylko rozwleka ją w nieskończoność. Na szczęście twórca "Fargo" nie poszedł tą drogą i zaserwował nam zupełnie nową opowieść, która dzieje się w podobnych okolicznościach przyrody co film. I zachwycił mnie, naprawdę mnie zachwycił.

Od pierwszych sekund rzuca się w oczy identyczny klimat. Serial, podobnie jak film, dzieje się w prowincjonalnej, przykrytej śniegiem Minnesocie, której prości mieszkańcy nadużywają wyrażenia "you betcha" i bardzo dziwnie mówią "yeah". Kiedy w okolicy pojawia się tajemniczy gość, który bez mrugnięcia okiem potrafi zabić każdego człowieka, ich spokojny świat przewraca się do góry nogami.

W serialowych postaciach łatwo można rozpoznać filmowych bohaterów sprzed 18 lat, ale to nie są ci sami bohaterowie, łączą ich tylko niektóre cechy. Po pierwszym odcinku staje się jasne, że podobieństw będzie mniej niż różnic i że ich losy będą zupełnie inne.

W pierwszej scenie poznajemy Lorne'a Malvo (Billy Bob Thornton), samotnego gościa, który jedzie oblodzoną drogą w środku nocy z gołym facetem w bagażniku. Przed jego auto wyskakuje jeleń, Malvo nie daje rady wyhamować i tak zaczyna się cała opowieść. Ranny Malvo trafia do szpitala, gdzie natyka się na Lestera Nygaarda (Martin Freeman), skromnego sprzedawcę ubezpieczeń ze złamanym nosem. Panowie nawiązują rozmowę, która na zawsze zmieni życie Lestera. Malvo proponuje rzeczy, o których zwykły człowiek nigdy by nie pomyślał. Nygaard boi się, co się stanie, ale nie mówi "nie". Efektem rozmowy będzie porządna krwawa łaźnia - już w pilocie ginie kilka osób, a przecież to dopiero początek.

Scenariusz "Fargo" to prawdziwa rewelacja. Historia wciąga od pierwszych minut i sprawia, że nie nudzimy się ani przez sekundę. Dzieje się bardzo dużo, a kiedy akurat nic się nie dzieje, dostajemy przepyszne, absurdalne dialogi, z których na przykład dowiadujemy się, czy bakterie można zaliczyć do zwierzątek domowych. Serial po mistrzowsku operuje czarnym humorem, co jest zasługą zarówno świetnie napisanego scenariusza, jak i fantastycznego Billy'ego Boba Thorntona, tworzącego prawdziwie charyzmatyczną kreację.

Każdy ruch, każde słowo, każdy gest Malvo coś znaczy. Facet wydaje się zdrowo popaprany i w całym tym popapraniu paradoksalnie logiczny i rozsądny. Nie kieruje się prostą moralnością prostych ludzi, jest cholernie inteligentny i fascynująco diaboliczny. Wyraźnie mu sprawia przyjemność robienie groźnych w skutkach psikusów i popychanie ludzi ku krawędzi, tylko po to, żeby usiąść w pierwszym rzędzie i patrzeć, co się z nimi stanie, kiedy już zdecydują się na skok. Ten facet to prawdziwy magnes, to postać genialnie napisana i równie genialnie zagrana.

A po drugiej stronie mamy równie interesującą postać Lestera Nygaarda, gościa nudnego, biernego i udręczonego życiem, który na co dzień zajmuje się sprzedażą ubezpieczeń. Jest niski, spokojny i niepozorny, mówi niepewnie cichym głosem, codziennie wraca do domu do wściekłej żony, która żałuje, że nie mogła wyjść za jego brata, a kiedy dawny szkolny łobuz Sam Hess ośmiesza go przy dzieciach, i to przyjmuje z pokorą. Krótko mówiąc, Lester to modelowy kandydat na porządnego psychopatę, trzeba mu tylko trochę "pomóc".

Jestem przekonana, że Lester - równie świetnie napisany i zagrany co Lorne - dostarczy krytykom wielu okazji do analiz tego specyficznego typu antybohatera. Zwykłego, żałosnego, nudnego człowieczka, który mówi jak tchórz, zachowuje się jak tchórz i działa jak tchórz, a jednak w chwilach desperacji ma w sobie wystarczająco dużo sprytu, żeby jakoś przetrwać dziesięć odcinków serialu.

Na ciekawą postać zapewne też wyrośnie młodziutka policjantka Molly Solverson (Allison Tolman), która posiada wiele odwagi i rozsądku, a także analityczny umysł, pozwalający jej szybko kojarzyć fakty. I nie, nie jest w ciąży, przynajmniej nie w pilocie.

Serialowe "Fargo", podobnie jak filmowe, jest świetnym studium ludzkiej psychiki. To też pyszna, mroczna, wciągająca od pierwszej chwili opowieść, pełna czarnego humoru, absurdalnych dialogów i pokręconej zabawy przemocą. Twórca serialu, Noah Hawley - który napisał wszystkie odcinki, tak jak Nic Pizzolatto napisał cały sezon "Detektywa" - postawił na identyczny klimat i ton, a jednocześnie dodał od siebie wszystko inne. Scenariusz jest w pełni oryginalny, więc kompletnie nie wiadomo, co zdarzy się dalej; ile chaosu jeszcze wywoła Lester i jakie plany ma Lorne.

W pilocie "Fargo" toczy się spokojnie przed siebie, zachwycając specyficznym nastrojem i nie pozwalając oderwać się od ekranu ani na sekundę. I zdziwię się, jeśli tak nie będzie do samego końca.

REKLAMA