"Prime Suspect": Nowa detektywka w wydziale

"Prime Suspect"

"Prime Suspect"

NBC wypuściło pilota adaptacji brytyjskiego serialu z lat 90. Jak w zmaskulinizowanym środowisku radzi sobie drobna blondynka?

"Prime Suspect" to kryminalny serial policyjny. Przed obejrzeniem pilota sądziłam, że będzie pisany przez kalkę wraz z innymi detektywistycznymi produkcjami. Na szczęście było to mylne wyobrażenie.

Jane Timoney (grana przez Marię Bello) to detektywka, która właśnie zmieniła miejsce pracy. Musi wszystkim udowodnić swoją wartość, a jest to tym bardziej trudne, że jest jedyną kobietą w swoim wydziale. Zostaje pominięta przy sprawie zamordowanej kobiety, a interwencja u szefa (w jego roli Aidan Quinn) wydziału nie przynosi skutku. Timoney przystraja się w cechy kulturowo przypisane mężczyznom, przywdziewa wizerunek zimny i wyrachowany. Jest twarda i kiedy widzi okazję, sięga po nią. Po nagłej śmierci detektywa prowadzącego sprawę, wskakuje na jego miejsce. Rzecz jasna, pozostała część zespołu nie jest zadowolona z takiego stanu rzeczy, jednak Timoney nie liczy na ich sympatię, a jedynie na skuteczność we współpracy. Nie jest łatwo zdobyć szacunek w tym wydziale i Timoney nie uda się to w pierwszym odcinku, nawet po rozwiązaniu sprawy, złapaniu sprawcy i mężnym zniesieniu pobicia.

Jestem zachwycona tym, że wątek kobiety w męskim świecie jest w serialu wyszczególniony. Dodatkowo, nie przesłodzono go. Jane Timoney nie biega na obcasach, blond włosy ma surowo związane w koński ogon na karku. Cała ekipa nie przybija też piąteczki po rozwiązaniu sprawy.

W końcu też aktorka grająca detektywkę nie jest wybotoksowaną laleczką. Oczywiście, Maria Bello to jest bardzo ładna, ma niezwykle regularne rysy nadające jej delikatności, ale żadna z jej "kobiecych" cech nie jest podkreślana. Zresztą właściwie wszyscy aktorzy zamiast być piękni, są zmęczeni. Tak wyobrażam sobie pracujących po dwadzieścia godzin detektywów, wciśniętych w garnitury, z szarą od papierosów cerą i zmęczoną od alkoholu wątrobą. Z siniakami i zadrapaniami, które nie znikają w dwa dni po pobiciu, tylko dlatego, że trzeba zrobić dobre wrażenie w wytwornej restauracji.

W pilocie "Prime Suspect" nie ma nacisku na samą sprawę kryminalną, poszlaki, dowody i podejrzanych. Widz nie ma okazji postawić swoich tez, domyślać się czegokolwiek. Ważniejsza jest sama praca detektywów (i detektywki!) i ich wzajemne interakcje. Dlatego ten serial może znudzić. Z drugiej strony, wydaje się przedstawiać rzeczywistą pracę wydziałów detektywistycznych i to, jak mocno oplata ona pracujących tam ludzi, nie pozwalając o sobie zapomnieć w życiu prywatnym. A to może zainteresować.

Muszę przyznać, że sposób narracji, zdjęcia, prowadzenie kamery, to wszystko robi świeże wrażenie i dlatego może pociągać. Akcja toczy się jakoś w tle, między obrazami, wątek dochodzenia trzeba wyłapywać. Nienachalny, bardzo subtelny jest też humor. Nie oglądałam pierwowzoru, emitowanego w latach 90. przez BBC, z Helen Mirren w roli głównej. Znając życie jest lepszy niż amerykańska wersja, co czyni ją niewartą oglądania. Mimo to, zmęczywszy się nienagannymi postaciami w serialach proceduralnych, na razie zostanę przy "Prime Suspect".

Jeśli jeszcze nie widzieliście, oto zdjęcia promocyjne serialu, o których niestety zapomnieliśmy przed premierą.