"Murder in the First" (1x01): Jeszcze jeden kryminał

"Murder in the First" (Fot. TNT)

"Murder in the First" (Fot. TNT)

TNT eksperymentuje tego lata z nieco ambitniejszym jak na warunki tej stacji kryminałem w stylu "The Killing". Czy to udany eksperyment?

TNT to jedna z tych stacji, które kojarzą się raczej z niewymagającymi proceduralami, niż z serialami wybitnymi. Owszem, od czasu do czasu trafia się perełka w stylu "Southland", ale cudów po tej stacji spodziewać się nie ma powodu. I niestety "Murder in the First" tego wizerunku nie zmieni, bo choć teoretycznie przypomina bardziej "The Killing" niż proceduralną sieczkę, to w praktyce nie oferuje niczego nowego ani niepowtarzalnego.

Jak w wielu kryminałach, mamy tu dwójkę policjantów. On, Terry Seagrave (Taye Diggs), przeżywa właśnie trudny okres w życiu, bo żona umiera mu na raka i wiadomo, że nic jej już nie uratuje. Ona, Hildy Mulligan (Kathleen Robertson, którą możecie pamiętać z "Bossa"), jest samotną matką po rozwodzie, jedną z tych silnych serialowych kobiet, które ogarniają wszystko i nigdy nie brakuje im energii. Choć nie są to bohaterowie zupełnie bezbarwni, "Murder in the First" skutecznie zabija moją ewentualną ciekawość związaną z nimi, wykładając wszystko na ich temat już w pierwszych minutach serialu. Szkoda, bo gdyby te informacje dawkowano, odkrywając kolejne elementy życia państwa policjantów co jakiś czas, tę samą historię oglądałoby się z większym zainteresowaniem.

Sprawa, która jak we wszystkich ambitniejszych kryminałach ciągnąć się będzie przez cały sezon, na razie prezentuje się tak jak bohaterowie, czyli średnio. Niby nie jest całkiem nieciekawa, ale w zasadzie nie tak łatwo wymienić dobry powód, dla którego mielibyśmy to oglądać.

Wszystko zaczyna się od morderstwa faceta z marginesu, który okazuje się mieć związki z Erichem Bluntem (Tom Felton, czyli Draco Malfoy z "Harry'ego Pottera"), jednym z tych cudownych dzieci z Doliny Krzemowej, latających własnymi odrzutowcami i noszących bluzy z kapturem zamiast garniturów.

Erich rzeczywiście może wzbudzać podejrzenia: to bezczelny, przekonany o własnym geniuszu gostek, który momentami zachowuje się jak totalny dupek. Już w pilocie wychodzą na jaw rzeczy, które miałby powody ukrywać. To wszystko jest jednak tak oczywiste, tak banalne, tak schematyczne, że nawet dobre aktorstwo nie jest w stanie sprawić, że miałabym co do tej postaci jakieś wątpliwości. Wszystkie poszlaki wskazują na niego, więc jestem pewna, że ten facet to ostatnia osoba, która mogła tam kogoś zamordować.

I to jest właśnie największy problem "Murder in the First": serial opiera się na schematach i nawet nie próbuje poza nie wychodzić. Postacie narysowano grubą kreską, fabuła rozwija się w przewidywalny sposób (choć na tym etapie za nic nie da się powiedzieć, kto i czemu tam morduje), klimatu nie ma w zasadzie żadnego. Cieszy mnie miejsce akcji - fotogeniczne San Francisco, które uwielbiam oglądać na ekranie w każdych okolicznościach - ale nie udało się tu stworzyć takiej magii, jak w "The Killing" albo choćby w "The Bridge". Nie czuć, że to wyjątkowe miejsce, nie czuć, że to wyjątkowa historia.

Ale da się to oglądać bez większego marudzenia czy też ziewania. Pilot toczy się dość szybko, oferując po drodze parę przewidywalnych zwrotów akcji, kilka miłych widoczków San Francisco i sporo średnich dialogów. Na ekranie miga kilka twarzy, które nieźle znamy - Richard Schiff z "The West Wing", Charles Baker, czyli Skinny Pete z "Breaking Bad", a w kolejnych odcinkach będzie też James Cromwell.

Zapewne nie jest błędne założenie, że w kolejnych odcinkach z jednej strony zagłębimy się w głównych bohaterów, a z drugiej - bardziej interesująco zrobi się na drugim planie. Potencjał widać, pytanie, czy twórcy go wykorzystają. Zagadka kryminalna też może jeszcze nabrać barw, w miarę jak będziemy poznawać kolejne elementy układanki.

Pytanie tylko, czy jest sens wierzyć, że będzie lepiej, skoro pilot "Murder in the First" to taki totalny przeciętniak, pozbawiony czegokolwiek, co by go wyróżniało spośród setek telewizyjnych kryminałów.

REKLAMA