"Homeland": Serial, który usypia

Zdjęcie promujące "Homeland"

Zdjęcie promujące "Homeland"

Inteligentny pomysł, dobre zdjęcia, świetne aktorki i fajny jazz nie wystarczyły. "Homeland" po prostu nie trzyma w napięciu. A powinien.

Pilot serii już dziś zadebiutuje na telewizyjnych ekranach, a już teraz legalnie dostępny jest w sieci. Dzięki czemu można wyrobić sobie o "Homeland" zdanie. Bartosz Wieremej uważa, że mimo wad pilota serial daleki jest od porażki. Ja mam na ten temat inne zdanie.

Materiał wyjściowy jest świetny, tak na film jak i na serial. Przerabialiśmy to już zresztą w kinie, ostatnio z Denzelem Washingtonem i Lievem Schreiberem w "Kandydacie". Różnica polega na tym, że w filmie wróg był wewnątrz, a tu spisek przychodzi z zewnątrz. Ale tak jak w filmie jedna osoba coś podejrzewa i bierze się ją za wariata.

W serialu taką rolę pełni Claire Danes, która, trzeba przyznać, gra rewelacyjnie. Do końca nie byłem pewien, czy podejrzenia to nie jest tylko projekcja jej wyobraźni tłumionej psychotropem zażywanym przy schizofrenii. Nie trzymało mnie to jednak w napięciu, bo nadmiernie powolne tempo rozkręcania się akcji skłaniało raczej do przysypiania. Czegoś takiego można by się spodziewać po irańskim kinie psychologicznym, ale nie po amerykańskim serialu pretendującym do bycia thrillerem.

Nie pomogła również Morena Baccarin i jej ładny biust. Aktorka gra świetnie (miła odmiana po drewnianej roli w "V") i naprawdę można poczuć, że jest wewnętrznie rozdarta nagłym powrotem męża po tylu latach. Tylko co z tego, skoro akcja...

Damian Lewis, grający postać, wokół której wszystko się kręci, nie ma nic do zagrania, w związku z czym cały czas posługuje się marsową miną i przypomina Steve'a McQuenna z "Bullita". To trochę mało, by wzbudzić cokolwiek poza zniechęceniem. A już na pewno nie zainteresowanie dramatem człowieka, który został przekabacony na drugą stronę (albo i nie, bo przecież nie można wszystkiego wiedzieć na pewno, a zwroty akcji będą pewnie specjalnością tego serialu).

Podsumowując, jestem dziwnie pewien, że większość wątków tego serialu dałoby się wcisnąć w dobry film trwający około 2 godzin. Sam pilot mógłby zająć gdzieś tak z 15 do 20 minut, ale rozciągnięty jest do godziny.

Nie rozumiem, czemu ktoś uparł się robić z tego serial, który jest po prostu nudny i nie ratuje go ani dobra gra aktorek, ani fajny jazz w jednej ze scen, ani świetnie kręcone zdjęcia. Ani tym bardziej, za przeproszeniem, ładne cycki Moreny Baccarin.

Serial tego typu powinien po prostu wzbudzać emocje, a nie nagłą senność w środku dnia.