"True Blood" udało się wkurzyć Republikanów

"True Blood" (Fot. HBO)

"True Blood" (Fot. HBO)

Impreza, na którą udali się Pam i Eric w najnowszym odcinku "True Blood", ukazała amerykańską Partię Republikańską w nie najlepszym świetle. I oczywiście nie trzeba było długo czekać na reakcje.

W najnowszym odcinku "True Blood" Pam i Eric narobili trochę zamieszania w Teksasie, pojawiając się na imprezie, na której zbierano fundusze na kampanię senatora Teda Cruza. Eric ubrał się po kowbojsku, jak na Teksańczyka przystało, Pam wystąpiła cała w cekinach, ogłaszając: "I'm a Republi-cunt".

Można się wkurzyć? Ano można, zwłaszcza że Ted Cruz to nie żadna wymyślona postać, to amerykański senator, który niekoniecznie chce być kojarzony z tego typu żartami. Cruz na Facebooku wyraził zdziwienie, że jego nazwisko pojawiło się w takim serialu jak "True Blood", a sam odcinek nazwał "mizoginistycznym".

Jeszcze ciekawsza była reakcja Sarah Palin, byłej kandydatki na wiceprezydent USA. W rozmowie z Breitbart.com Palin powiedziała, że "geniusze z 'True Blood'" byli na tyle nachalni, iż przyszli do niej z pytaniem, czy nie chciałaby wystąpić w serialu (!). Odrzuciła tę propozycję i dziś się z tego cieszy, bo "widać chcieli obrazić konkretną konserwatywną kobietę, a nie tylko konserwatywne kobiety ogólnie".

"True Blood" nie po raz pierwszy nabijało się z konserwatywnych mieszkańców amerykańskiego Południa, ale jeszcze nigdy nie zrobiło tego tak ostro. Nic dziwnego, że Republikanów to nie bawi. Ale już z punktu widzenia przeciętnego pochłaniacza seriali, takiego jak ja, wątek Erica i Pam był świetny (w przeciwieństwie do całej reszty odcinka, której równie dobrze mogłoby nie być), a obelga pod adresem republikańskich żon, która padła z ust Pam, to dla mnie zdecydowanie najzabawniejszy tekst tego sezonu.