"Suits" (4x10): Niekończąca się opowieść

"Suits" (Fot. USA Network)

"Suits" (Fot. USA Network)

W czwartym sezonie "Suits" zyskał sporo świeżości, było naprawdę sporo ciekawych twistów. Ale i tak wszystko się kończy tym samym wątkiem co zawsze. Uwaga na spoilery.

W czwartym sezonie twisty potrafiły zaskakiwać nawet tych, którzy dobrze znają serial. W końcu chyba nikt się nie spodziewał, że Mike opuści firmę, będzie rywalizował na śmierć i życie ze swoim guru, a potem... pomocną dłoń wyciągnie do niego Louis. Jednak finał kończy się znanym wszystkim cliffhangerem - ktoś odkrywa, że Mike nie ma dyplomu Harvardu.

Tym razem jest to Louis. Fakt, nie pierwszy raz Louis na to wpada, ale tym razem Mike się ostatecznie podłożył. A stało się to wszystko zaraz po tym, jak Louis z hukiem wyleciał z firmy. Przez moment wydawało się, że właśnie zraniony Louis będzie największym wrogiem Jessiki w kolejnych odcinkach. Ale niewykluczone, że będzie... trzecim wspólnikiem w firmie.

Jak zwykle w "Suits" najciekawsze były personalne spięcia i potyczki. Tych w czwartym sezonie było mnóstwo. Niestety, najjaśniejsza gwiazda pierwszych sezonów, czyli Donna, straciła nieco swój blask. Jej rola właściwie ograniczała się do ratowania skóry Louisowi. Rozumiem, że trzeba było nadać nieco ludzkich cech bohaterom, ale w tym wypadku poszło to jednak za daleko.

Niekwestionowaną królową pozostaje oczywiście Jessica. Jest to póki co chyba ostatnia główna postać, która pozostaje w pracy zimna i niewzruszona. A poza pracą? Cóż, zatrudnia w firmie swojego faceta, ale nieustannie daje mu znać, że uczucia dla niej w życiu nie są priorytetem. W każdym razie Jessica jest obecnie chyba jedyną osobą w firmie, która zachowuje się racjonalnie. Wszyscy inni z jednej strony się kochają, a z drugiej - rozgrywają się nawzajem.

Czwarty sezon pewnie przypadł do gustu "koneserom" produkcji. Inni jednak mogli uznać go za nieco nudny. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że Mike odejdzie z firmy na dobre i będzie stale konkurował ze swoimi przyjaciółmi i ze swoją kobietą. Byłoby to chyba dość ożywcze. A tak mamy ciągle ten sam motyw i niekończącą się historię z brakiem dyplomu.