Nasze oczekiwania serialowe na jesień 2014

1 2 3 4 5

UWAGA NA SPOILERY - jeśli nie jesteście na bieżąco, lepiej pewne tytuły omińcie!

MARTA WAWRZYN

"The Good Wife" (Fot. CBS)

"The Good Wife" (Fot. CBS)


Listę moich najbardziej oczekiwanych serialowych nowości już znacie - "The Affair", "Red Band Society", "Gotham", "Madam Secretary", "Transparent" i inne - więc pozwólcie, że od razu przejdę do produkcji powracających. Na początek to co najważniejsze, czyli "The Good Wife".

"The Good Wife" - Nie ma w tej chwili lepszego serialu w amerykańskiej telewizji ogólnodostępnej i nie ma powrotu, na który bym bardziej czekała. "Żona idealna" już parę razy pokazała, że po każdym kolejnym przetasowaniu jest jeszcze lepsza - i tego właśnie spodziewam się tej jesieni. Jestem przekonana, że Alicia będzie kandydowała, nieważne, jak bardzo się zarzeka, że nigdy w życiu. Diane Lockhart w nowym miejscu na pewno będzie wymiatać i nieraz pokaże pazury. Finn pewnie prędzej czy później zostanie "nowym Willem" w każdym możliwym sensie, to znaczy po prostu zwiąże się z Alicią. I zupełnie mi to nie będzie przeszkadzać, facet jest normalny i sympatyczny, a ona kogoś takiego właśnie potrzebuje. Z drugiej strony publicznie pewnie ona i Peter nadal będą grać Billa i Hillary. Aż trudno uwierzyć, jakie to wszystko wydaje się świeże i ile jeszcze jest możliwości - w końcu to już 6. sezon. Spójrzcie tylko na ten trailer. Cudeńko.

"Zakazane imperium" - Produkcję HBO szalenie lubię, mimo że zdrowy rozsądek nakazuje co innego. "Zakazane imperium" przez cztery lata dłużyło się i stawiało na średnio ciekawe wątki, te bardziej interesujące ledwie zarysowując, ale zawsze pozostało przepiękne, bogate i miłe dla oka oraz ucha. Cieszę się, że zamówiono finałowy sezon, bo historia Nucky'ego zasługuje na porządne zamknięcie. I tego właśnie w tym roku oczekuję. Bo że od strony wizualnej ten serial mnie nie zawiedzie, tego jestem pewna.

"Downton Abbey" - Poprzedni sezon oglądało się świetnie, ale teraz nie pamiętam z niego już wiele. W pamięci utkwiła mi właściwie tylko kontrowersyjna scena gwałtu, całej reszty równie dobrze mogłoby nie być. I to jest problem - serial, który parę lat temu znajdował się bardzo wysoko na mojej liście najlepszych z najlepszych, teraz stał się już tylko ładnym średniakiem. Brakuje świeżości, brakuje pomysłu na większość bohaterów, brakuje czegokolwiek, co zostałoby ze mną na dłużej. Oby w tym sezonie to się zmieniło.

"Faking It" - Jedna z najfajniejszych niespodzianek wiosny powraca z kolejnym krótkim sezonem. Nie mam konkretnych życzeń dotyczących fabuły - wiadomo, teen drama, ciągle ktoś z kimś będzie się umawiał, a potem rozstawał - ale mam nadzieję, że niezależnie od tego, co się będzie działo, uda się zachować świeżość. Bo nie ma teraz zabawniejszego serialu młodzieżowego. Sorry, panie Murphy, "Glee" to już teraz nie jest ta sama liga.

"Brooklyn Nine-Nine" - I znów - nie mam oczekiwań co do fabuły, bo ta akurat jest tutaj najmniej ważna. Chcę, żeby wciąż było tak samo zabawnie, żeby nie zabrakło tej fantastycznej chemii, fajnych występów gościnnych, gierek słownych, mrugnięć do kamery i wszystkiego tego, za co pokochałam "B99" rok temu.

"Homeland" - Oj... 3. sezon był potężnym rozczarowaniem, z "Homeland" praktycznie uszło powietrze. Ale to nie znaczy, że nie może być lepiej. Po tym, co się stało w finale, serial czeka reset. Nie będzie już romansu, który zdążyłam znienawidzić, Carrie wróci na Bliski Wschód, Saula też zobaczymy w nowej roli. Nie mam pojęcia, czy uda się powrócić do najwyższej formy, ale bardzo bym tego chciała. Mimo wszystko "Homeland" to wciąż jedna z najlepszych rzeczy, jakie ma do zaoferowania współczesna telewizja.

"The Big Bang Theory" - Tu sprawa jest prosta. Chcę, żeby serial znów dało się oglądać bez zgrzytania zębami. Nie obchodzi mnie, co się stanie ani jak się to stanie. Ci ludzie zarabiają po milionie dolarów za odcinek. Chcę, żeby oglądanie serialu z nimi było przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.

"Revenge" - Zarzekałam się, że już nie wrócę do Hamptons, ale przecież wszyscy wiedzieliśmy, że to nieprawda. Wrócę i będę narzekać na fabularne bzdury, których na pewno nie zabraknie. Zwłaszcza po tym nieszczęsnym zmartwychwstaniu, którego im nigdy nie wybaczę. Czego bym jeszcze chciała od "Revenge"? Żeby udało się to jakoś poskładać i zakończyć, póki jeszcze poziom serialu nie sięgnął totalnego dna. I jeszcze bym chciała, żeby 4. sezon był ostatni.

Oprócz "zwykłych" nowości tej jesieni szykują się ciekawe miniseriale - przede wszystkim "Olive Kitteridge", która będzie hitem, bo musi nim być. Już widzę Billa Murraya odbierającego za rok nagrodę Emmy. Z pewnością zerknę też na "Ascension", ale głównie ze względu na Tricię Helfer.

Nie wiem, jak potraktować "Gracepoint", bo z jednej strony jest to twór kompletnie niepotrzebny - nie dość że wszystko jest tu takie jak w "Broadchurch", to jeszcze jedną z głównych ról gra ten sam aktor. WTF!? - a z drugiej raczej nie będzie to złe samo w sobie. Jeśli ktoś nie widział oryginału, pewnie z przyjemnością obejrzy Davida Tennanta i Annę Gunn w roli detektywów rozwiązujących sprawę morderstwa małego chłopca. Ja oryginał widziałam, więc pewnie mnie szlag trafi. A może wcale nie?

Na koniec chciałabym jeszcze odnotować, że nie dam się nabrać na teasery "American Horror Story: Freak Show". O nie, w zeszłym roku materiały promocyjne podobały mi się tak, że aż obejrzałam pół sezonu "Coven", zanim do mnie dotarło, jakie to puste w środku. Nigdy więcej.

1 2 3 4 5