"Sons of Anarchy" (7x01): Gorzka zemsta

Wreszcie wrócili! Synowie Anarchii zabierają nas w tym roku w ostatnią przejażdżkę. Jak zwykle, kule będą latały na głowami, a śmierć będzie czaiła się za każdym zakrętem. Uwaga na spoilery.

Od wydarzeń z finału 6. sezonu minęło zaledwie kilka dni, a Jax jest już zupełnie innym człowiekiem. Nie ma w nim życia, jego oczy są puste, twarz nie wyraża żadnych emocji, co najlepiej obrazuje pierwsza scena tego odcinka, gdy na ciele jednego z więźniów wycina swastykę, a następnie wyrywa mu zęby. "Sons of Anarchy" kolejny raz przekracza własne granice w pokazywaniu brutalności i można spodziewać się, że właśnie taki będzie cały sezon tego serialu – pełen przemocy, niepokoju, że zaraz wydarzy się coś złego, i osadzony w mocno depresyjnych klimatach.

Śmierć Tary musi przynieść poważne konsekwencje dla wszystkich bohaterów. Jax, podejrzany o jej morderstwo, siedzi w więzieniu, z którego szybko wychodzi. Juice i Gemma dzielą sekret, który pewnie kiedyś wyjdzie na jaw, ale zanim do tego dojdzie, pochłonie on jeszcze więcej ofiar. Tara to w końcu kobieta, którą Jax kochał nad życie, dlatego teraz musi pomścić jej śmierć. Nieświadomy prawdy, kieruje swoją złość w złym kierunku, co nie może skończyć się dobrze dla nikogo. Gemma, byle tylko odsunąć od siebie zagrożenie, jest gotowa popchnąć klub na skraj przepaści. Robi to w pełni świadomie, dlatego tym ciężej żywić do niej jeszcze jakąkolwiek sympatię. Żadne jej tłumaczenia nie są już przekonywujące, teraz tylko czekam, aż Jax wpakuje jej kulkę w łeb.

Tu już nic dobrego nie może bohaterów spotkać. Z sezonu na sezon atmosfera się zagęszcza, a Synowie stąpają po coraz cieńszym lodzie. Teraz przygotowują się do wojny, z której nikt nie może wyjść zwycięsko. Szykowana przez Jaxa zemsta nie będzie słodka, nie przyniesie ukojenia, co zresztą doskonale widać w ostatniej scenie. Żadna ilość przelanej krwi nie przywróci Tarze życia i choć Jax doskonale zdaje sobie z tego sprawę, zatraca się w tej zemście totalnie. Do tego stopnia, że gdy wychodzi z więzienia, nie znajduje nawet chwili, by odwiedzić swoje dzieci. Dzieci, które dopiero co straciły matkę i powinny być dla niego w tym momencie najważniejsze! Właśnie obserwujemy spektakularny upadek, zderzenie z ziemią będzie bardzo bolesne.

Kurt Sutter już przyzwyczaił nas do tego, że odcinki otwierające sezony nie ociekają akcją. Tak jest i tym razem, "Black Widower" to bardzo dobre wprowadzenie do sezonu, zakreślenie drogi, jaką będzie podążać fabuła. Zapewnienia o pokoju między liderami szybko okazują się być zwykłymi mrzonkami – wojna wisi w powietrzu i ulice Charming niebawem spłyną krwią. Pytanie tylko, ile krwi członków SAMCRO zostanie przelane. Sutter tworzy wokół klubu atmosferę śmierci – można poczuć, jakby kosiarz wisiał nad Jaxem i spółką i czekał jedynie, aby zrobić zamach. Obiecano nam, że ktoś umrze, ale nawet i bez tej obietnicy moglibyśmy się tego spodziewać. Moim zdaniem naturalnym kandydatem do spotkania z kostuchą jest Juice – bardzo tragiczna postać, która cierpi, bo chyba jako ostatnia w tym serialu ma sumienie.

Wygląda na to, że w 7. sezonie zobaczymy, jak wbijany jest ostatni gwóźdź do trumny SAMCRO. Nie widzę innej możliwości, od kilku sezonów możemy obserwować powolny rozpad tego klubu. Jakieś pozytywne zakończenie całej historii zwyczajnie tutaj nie pasuje, byłoby zaprzeczeniem wszystkiego, co oglądaliśmy do tej pory. Z drugiej strony, w przypadku "Sons of Anarchy" jakiekolwiek przewidywania biorą zwykle w łeb – na koniec Sutter proponuje nam coś zupełnie innego, zaskakującego. I póki co to on ma zawsze rację. Oby tak zostało.

REKLAMA