"Scorpion" (1x01): Głupiutki serial o geniuszach

"Scorpion" (Fot. CBS)

"Scorpion" (Fot. CBS)

"Scorpion" to bardzo głupi serial o geniuszach, ale nie to jest jego największym problemem. Dużo gorsze jest to, że tu nie ma na kim zawiesić oka. I nie tyle mi chodzi o urodę, co o charyzmę.

Nie spodziewałam się po "Scorpionie", że będzie czymś więcej niż typową proceduralną sieczką w stylu CBS, z hakerami zamiast policjantów. Ale jednak nie sądziłam, że dostaniemy produkcję zrobioną jak "Drużyna A" albo inny "Nieustraszony", tylko z dodatkiem technologicznego bełkotu, który zastąpił staroświecki wdzięk.

"Scorpion" to w skrócie serial o grupce ekscentrycznych geniuszy, którzy na początku pilota zarabiają na utrzymanie, naprawiając routery w knajpach, a pod jego koniec pracują dla rządu, walcząc ze "złymi ludźmi, którzy robią się coraz sprytniejsi". Wszyscy są młodzi, nikt nie jest piękny ani szczególnie interesujący. Przywódcą grupki jest Walter O'Brien (Elyes Gabel), do którego pewnego razu przychodzi z propozycją pracy dawny znajomy, agent Homeland Security (Robert Patrick, który jako jedyny z tej obsady nie irytuje na ekranie, choć materiał ma okropny). I tak zaczyna się coś, co chyba miało być wielką przygodą.

Ludzie Waltera stanowią zbiór pod tytułem "Jak zwykły człowiek wyobraża sobie nerda". Jest więc dziewczyna, oczywiście Azjatka, jest pulchny gość w okularach i chudy hipster w kapeluszu. Każde ma dziedzinę, w której się specjalizuje, ale na razie wszyscy biegają bez sensu i plotą dyrdymały, żadne za to nie wykazuje się ani przez chwilę ponadprzeciętną inteligencją. Musimy uwierzyć na słowo.

Panów pewnie ucieszy wiadomość, że w serialu gra także Katherine McPhee - ładna dziewczyna, niezła wokalistka, totalne drewno aktorskie - której bohaterka, kelnerka Paige, sama genialna nie jest, ale posiada superinteligentnego syna, lat dziewięć. W przeciwieństwie do reszty ekipy Paige potrafi komunikować się normalnie z innymi ludźmi - geniuszom tej jednej, jedynej umiejętności brakuje - więc oczywiście zostaje dołączona do ekipy. Będzie tłumaczyć język geniuszowy na ogólnoludzki.

Ta zbieranina robi okropne wrażenie, ale to tylko po części jest winą pozbawionych charyzmy młodych aktorów, na tle których Robert Patrick wypada niczym aktorskie guru. Bardziej zgrzeszyli scenarzyści, którzy stworzyli oderwane od rzeczywistości postacie i jeszcze je zmuszają do wygłaszania co chwila bzdurnych a napuszonych kwestii.

To, że cały scenariusz, zainspirowany prawdziwą historią (o, tą tutaj), do najmądrzejszych nie należy, dałoby się wybaczyć. Oglądałam w życiu już bardziej idiotyczne sceny niż akcja z autem i samolotem - zresztą świetnie wyreżyserowana przez Justina Lina ("Szybcy i wściekli") - i zdarzało mi się przy tym nieźle bawić. Mogę na takie rzeczy patrzeć, aż tak mnie to nie denerwuje. Chciałabym tylko, żeby to było choć trochę ekscytujące, a na bohaterów dało się patrzeć bez bólu zębów. Dobrze by też było, aby takie seriale nie traktowały siebie aż tak poważnie. "Forever" przecież też jest tylko bzdurką, ale jaką przyjemną!

Niestety, w "Scorpionie" trudno znaleźć cokolwiek przyjemnego, to po prostu bezbrzeżna nuda. Sprawa błędu w oprogramowaniu, który omal nie doprowadził do katastrofy 56 samolotów wypełnionych ludźmi, nie zainteresowała mnie ani na sekundę. Nerwowa bieganina, jakiej oddawali się "geniusze" przez większość odcinka, nie była w stanie przykryć wrażenia, że to wszystko jest puściutkie, płyciutkie i przez to zwyczajnie nieciekawe. Pozbawione jakichkolwiek interesujących cech postacie i okropne, pompatyczne dialogi dobiły pilotowy odcinek.

I nawet jeśli oglądalność na starcie okazała się niezła - ktoś ma wątpliwości, że to zasługa czegoś więcej niż emitowanej przed "Scorpionem", też traktującej o geniuszach, "Teorii wielkiego podrywu"? - nie sądzę, aby ten serial przetrwał. Ta historia po prostu nie ma w sobie zupełnie nic angażującego dla widza. A hakerów na małym ekranie jeszcze będziemy mieli niejedną okazję zobaczyć, bo zdaje się, że właśnie zaczyna się na nich moda w telewizji.

Cashew, ty słodki draniu, to wszystko twoja wina!

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)

REKLAMA