"The Knick" (1x10): Thack kontra cały świat

"The Knick" (Fot. Cinemax)

"The Knick" (Fot. Cinemax)

Po oszałamiającym w formie, ale nierównym i momentami frustrującym w treści pierwszym sezonie, przyszedł ostatni odcinek "The Knick", który zakończył kluczowe wątki. Odcinek został tak skonstruowany, żebyśmy już nie mogli doczekać się kolejnego sezonu. Spoilery!

"The Knick" wygląda lepiej niż większość produkcji filmowych tworzonych obecnie w Hollywood. Pod względem zdjęć, scenografii, kostiumów i całej tej otoczki to najlepszy wyprodukowany w tym roku serial. Pod względem treści, scenariusza, postaci i wątków jest dużo gorzej, ale i tak wystarczająco dobrze, aby z całą mocą stwierdzić, że to jeden z najlepszych nowych seriali tego roku.

Jednocześnie jest to mroczna produkcja, taka, w której humor może być tylko sarkazmem. I koniec tego sezonu także jest mroczny, i to bardzo. Thackery ostatecznie przegrywa walkę z nałogiem i trafia do ośrodka odwykowego, gdzie lekarze rozpoczynają terapię nowym, cudownym i bezpiecznym lekiem... heroiną. Szpital Knickerbocker ma być - przynajmniej w tej formie - zamknięty. Dr Edwards trafia na mocniejszego przeciwnika w jednej z ulicznych bójek i zostaje poważnie ranny, być może śmiertelnie. Żona dr. Gallingera w szpitalu psychiatrycznym zostaje poddana strasznej, nawet na ówczesne standardy, terapii. Cornelia wychodzi za mąż, mimo że po odcinku "Start Calling Me Dad" doskonale już wiemy, co ją czeka ze strony teścia. I tak dalej.

Thack przegrywa także inną, dużo ważniejszą dla niego walkę. Jego konkurent, dr Zinberg wyprzedza go w badaniach transfuzji krwi (a raczej w szukaniu odpowiedzi na pytanie, czemu się nie udają). Chce się podzielić wynikami i pracować wspólnie, ale Thackery ma to w nosie. Jego napędzana kokainą obsesja prowadzi do tragedii: w wyniku eksperymentalnej transfuzji umiera małe dziecko. Wcześniej widzimy, jak bardzo nałóg go zniszczył, paranoja sięga zenitu, gdy Thack oskarża ślepo wpatrzonego w niego Bertiego - do czasu oczywiście - o działanie na rzecz konkurenta. Wszystko w świecie "The Knick" się rozpada - związki, relacje, instytucje, ludzie. I to w rytm hipnotycznej muzyki Cliffa Martineza.

Pierwszy sezon "The Knick" to monumentalne osiągnięcie Stevena Soderbergha. Ale nie jest to serial bez wad, które widać też w finale sezonu. Widać, że niektóre wątki i historie postaci - jak zakazany romans Cornelii i dr. Edwardsa - to w istocie coś zupełnie banalnego. Uzależnienie głównego bohatera to też coś, co już wielokrotnie oglądaliśmy w różnych wariantach.

Thack jest tu "ułomnym geniuszem", który potrafi więcej niż jego koledzy po fachu, ale za bardzo wysoką cenę. Nawet jego romans z siostrą Elkins jest bliski patologii. Powiedzmy sobie szczerze - takie historie już oglądaliśmy. Tak samo jak nadmierne dłużyzny, które są charakterystyczne dla pierwszych odcinków.

Siła "The Knick" leży gdzie indziej. To połączenie fenomenalnej, nietuzinkowej formy z perfekcyjnie pokazanym, niezwykle brutalnym światem. Nowy Jork w tym serialu to miasto brudne, moralnie zepsute na wszystkich szczeblach, w którym nie ma miejsca na szlachetność i dobre uczynki. Każdy ma swoją agendę, każdy dba tylko o swój interes. Jest coś z "The Wire" w sposobie, w jakim przedstawiono miasto, ale "The Knick" nie koncentruje się na pokazywaniu portretu społeczeństwa, tylko na opowiadaniu historii w nim osadzonych.

I nie da się ukryć - to był nierówny sezon. Nacisk na rywalizację naukową i duch odkrywania w tracie przełomu naukowego - coś, co bardzo rzadko oglądamy w serialach - ustępuje dość typowym wątkom osobistym. Odcinki od "Get the Rope" do finału są dużo lepsze niż początek sezonu, ale fakt, że wątki naukowo-medyczne powracają z całą siłą dopiero w finale, też o czymś świadczy. W szczególności istotne i ciekawe zasygnalizowane w ostatnim odcinku jest pytanie, kto jest "właścicielem" odkrycia naukowego i czy warto się nimi dzielić w imię pacjentów.

Bardzo dobrze, że szefowie Cinemax podjęli decyzję o odnowieniu serialu na kolejny, 10-odcinkowy sezon. "The Knick" zasługuje na kontynuację dużo bardziej niż wiele projektów, które z niewiadomych przyczyn dostają kolejne sezony, chociaż ich jakość pozostawia wiele do życzenia.