"Newsroom" (3x01): Sorkin wciąż wie najlepiej

"Newsroom" (Fot. HBO)

"Newsroom" (Fot. HBO)

"Newsroom" powraca. Dla entuzjastów serialu jest to jednak gorzki powrót, bo trzeci sezon ma być ostatni. Czy warto obejrzeć kolejne sześć odcinków przygód ekipy fikcyjnego programu telewizyjnego "Newsnight"? Uwaga na spoilery.

Jeśli ktoś liczył, że w ostatnim sezonie serial się zmieni, to czeka go duże rozczarowanie. "Newsroom" to nadal projekt edukacyjny Aarona Sorkina, który uznał, że świat musi poznać jego przemyślenia na temat stanu współczesnego dziennikarstwa w USA. Sorkin doszedł do wniosku, że najlepiej zrobić to za pomocą serialu i tak powstał "Newsroom".

Jest scena w pierwszym odcinku, która perfekcyjnie oddaje niebywałe wręcz zadufanie twórcy. Oto na kolegium redakcyjnym członkowie zespołu "Newsnight" omawiają to, jak w wyniku internetowego śledztwa fałszywie zidentyfikowano - przynajmniej na kilka godzin - rzekomych sprawców zamachu w Bostonie, który miał miejsce w kwietniu 2013 roku. Kolejne etapy całej sytuacji, tweety i retweety, a także Reddit (jako źródło problemu) są systematycznie opisywane przez jednego producentów programu. Sorkin chce udowodnić, jak znikomą wiarygodność ma internet i internetowe media - i czyni to poprzez kolejne kiepskie żarty i docinki uczestników kolegium. To esencja całego serialu. Prawdziwe Dziennikarstwo wg Sorkina kontra cała reszta.

Postacie w "Newsroomie" istnieją w zasadzie tylko po to, by wygłaszać kolejne formułki dotyczące tego czy innego problemu. Sorkin ma tylko sześć odcinków na ten sezon, więc koniec z jakąkolwiek subtelnością! Temu służy także formuła serialu, w której omawiane są kolejne prawdziwe wydarzenia na świecie - oczywiście z perspektywy idealnej redakcji. Każde kolejne wydarzenie to case study tego, jak powinno się działać w mediach. Nawet jeśli członkowie zespołu popełniają błędy, to tylko po to, być Sorkin mógł dzięki temu pokazać, jak powinni zachowywać się dziennikarze. Zły jest internet, ale złe jest także fałszywe zachowywanie równowagi i oczywiście medialna polaryzacja.

Sytuacja pokazana w odcinku nie jest oczywiście nieprawdziwa. Ale jak pisałem wtedy, problem z mediami w Bostonie dotyczył zarówno mediów tradycyjnych, jak i internetowych, a całość jest dużo mniej jednoznaczna, niż tego chciałby Sorkin. To był kryzys mediów tradycyjnych, który pokazał też słabości nowych mediów. Ale w świecie "Newsroomu" miejsca na subtelności nie ma i nie może być, bo inaczej przestałby być to wykład twórcy.

Sorkin nie zmienił formuły, nie postanowił pokazać czegoś nowego. Zamiast tego wzmocnił tylko swoje podejście, co sprawia, że "Newsroom" ogląda się naprawdę bardzo ciężko. Co ciekawe, 3. sezon ma też być pożegnaniem Sorkina z telewizją, dlatego pośpiech jest wskazany. Paradoksalnie, pozbycie się elementów romansowo-dramatycznych (które były w ostatnich dwóch sezonach męczące bardziej niż kit, wciskany zwłaszcza przez McAvoya) wyszłoby temu projektowi na dobre, gdyby nie treść, która wypełnia każdy odcinek. To po prostu ustawiony na wiele ról wykład, w którym ostatecznym narratorem jest anchorman Will McAvoy (Jeff Daniels), ogłaszający mądrości w specjalnych monologach na antenie lub poza nią, w kolejnych tyradach wobec swoich współpracowników.

Gdy jednak na chwilę skupimy się na szczegółach, to można zauważyć, że wątek 'a la Snowden-Greenwald dotyczy fikcyjnego państwa Equatorial Kundu - doskonale znanego wszystkim fanom "Prezydenckiego pokera" (czyli "The West Wing"). To miły drobiazg i jednocześnie przypomnienie, że Sorkin potrafił tworzyć seriale, w których idealizm bohaterów nie przesłaniał tego, że byli oni postaciami z krwi i kości. To porównanie pokazuje też, że twórca "The West Wing" sprzedaje teraz swoją wizję świata bez grama finezji, zupełnie inaczej niż przed laty. "Newsroom" przy "West Wingu" jest wręcz łopatologiczny w swojej dydaktyce.

Oczywiście, jeśli ktoś bez wahania akceptuje ideały Sorkina, to sposób ich prezentacji może razić dużo mniej. Ostatecznie jednak trudno znać ten serial za coś innego niż zmarnowaną szansę. "Newsroom" mógłby być ciekawym projektem, pokazującym prawdziwe problemy mediów we współczesnym, bardzo skomplikowanym świecie. Gdyby tylko Sorkin zadbał o nieco bardziej subtelne podejście, w którym jest miejsce na odcienie szarości i prawdziwe, a nie jednostronnie pokazane spory o naturze dziennikarstwa, to mógłby być jeden z najważniejszych współczesnych seriali. Ale stało się inaczej i tak "Newsroom" zostanie zapewne zapamiętany - jako stracona szansa.