Seryjnie oglądając #29: Śluby, śmierci i crossover

"Law & Order: SVU" (Fot. NBC)

"Law & Order: SVU" (Fot. NBC)

To był zasadniczo dobry tydzień, choć tradycyjnie brak mi było czasu na cokolwiek. Krótkie chwile z serialami przyniosły jednak sporo satysfakcji, nawet jeżeli bardzo niemiłą niespodziankę sprawił "Castle". Ale ponieważ nie zepsuło to całości, to nie zamierzam narzekać. Przynajmniej bardzo narzekać. Warto uważać na duże spoilery dotyczące "Castle", "The Blacklist" czy "Chicago PD".

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia w śledzonych przeze mnie serialach był duży crossover między serialami Dicka Wolfa - "Chicago Fire", "Prawo i porządek: Sekcja specjalna" oraz "Chicago PD". To już kolejny crossover między "Chicago PD" a "SVU" i znów wypadło to dobrze, a nawet zdecydowanie lepiej niż poprzednio. Pewnie dlatego, że intryga rozwijała się przez odcinki trzech różnych seriali. W teorii każdy z nich dało się obejrzeć osobno, tylko po co? Od zagajenia w "Chicago Fire", gdy Severide (świeżo po ślubie w Vegas) znalazł coś, czego nikt normalny oglądać dobrowolnie nie chce, co naprowadziło na ślad czegoś znacznie gorszego. My dostaliśmy dzięki temu dobrze poprowadzoną historię szukania siatki pedofilów, plus nieco kiczowaty wątek rodzinny, w którym Erin godziła się z bratem. Jednak kicz cudownie został zniwelowany postacią brata twardej policjantki, Teddy'ego (genialnie dopasowany do roli Lou Taylor Pucci) - zmanierowanego, umalowanego, a przy tym nadal brodatego.

Bardziej chętnie ponarzekałbym tu na zbytnią przewidywalność intrygi całego crossovera, ale dobre tempo sprawiło, że nie było na to czasu w trakcie, a i teraz zbytniej ochoty na to nie mam.

Z tych samych powodów nie będę narzekał na "Castle", choć kiczowatość sceny ślubu Ricka i Kate sprawiła, że aż zabolały mnie zęby. I nie, nie chodziło o ślubne kreacje, słowa przysięgi czy maślaną minę urzędnika. Kto oglądał doskonale wie, o co mi chodzi. Takich efektów to można oczekiwać w filmach Disneya z lat 50., ale nie we współczesnym serialu. Na szczęście to była tylko chwila, a reszta odcinka była palce lizać. Równoległy wszechświat, w którym Kate nigdy nie współpracowała z Rickiem, a "Nikki Heat" nie powstała? Pomysł prosty, ograny i bardzo dobrze poprowadzony. A do tego mogliśmy popatrzeć, jak Susan Sullivan miała kolejną okazję do paru popisów aktorskich. Dlatego przymykam oko na kicz, szczególnie gdy pomyślę, że alternatywą mogła być scena wesela na dobrą setkę gości i dowcipne przemowy, które w ślubnych sytuacjach przeważnie wypadają w filmach albo głupio albo kiczowato. No, chyba że wygłasza je mężczyzna o aparycji Hugh Granta, ale to było dobre 20 lat temu...

Znacznie poważniej zrobiło się za to w "The Blacklist", które zafundowało nam mocny finał jesieni i wróci dopiero za ładnych parę miesięcy. Nawet jeżeli nie było zwrotów akcji, które by mnie zaskoczyły (a przynajmniej specjalnie), to jednak dostaliśmy ładnych parę zagadek do rozwiązania, a odpowiedzi na wcześniejsze jeszcze nie przyniosły żadnej satysfakcji. Bardzo mocno wypadły też dwie sceny śmierci, a w zasadzie pożegnań i jak tu nie mówić, że Alan Alda wielkim aktorem jest? Znacznie słabiej wypadł Peter Stormare, ale scena z wódką była również popisem dwóch aktorów. James Spader trzyma ten serial w na wysokim aktorskim poziomie i bardzo mi się podoba, że ciągnie za sobą resztę. Ale tu się powtarzam.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na boleśnie słaby rosyjski serialowych Rosjan. Spuszczę jednak nad tym zasłonę milczenia, bo to były naprawdę dosłownie dwa zdania. Za to nie będę milczał w kwestii tego, że choć w wielkim stylu, to jednak z Berlinem rozstajemy się zbyt wcześnie. Oraz moglibyśmy wreszcie, raz na zawsze, zakończyć wątek męża agentki Keen, bo to już nawet nie jest męczące...

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego.