Z nosem przy ekranie #48: Trzy kroki do przodu...

"Grimm" (Fot. NBC)

"Grimm" (Fot. NBC)

...i dokładnie dwadzieścia cztery do tyłu. Do tego mnóstwo argumentów za i przeciw, zestaw wydarzeń radosnych i tych mniej, natłok spraw ważnych i błahych oraz nawał rzeczy oczywistych i tych kompletnie zaskakujących. Gdybym tak jeszcze potrafił określić, o której z rzeczywistości akurat mowa. Uwaga na spoilery w tekście.

Tak to jest, gdy ciągle słyszy się o priorytetach, a tłum ludzi z okolic świecznika walczy o swój materialny byt i poparcie tłumu. Tak to jest, kiedy w przypływie potrzeby słuchania głosu ludu nawet w krakowskich tramwajach przyczepiono urny na ankiety. Przynajmniej wydaje mi się, że takowe urny widziałem.

Jeśli przypadkiem nie pomieszałem rzeczywistości, to miałem okazję obserwować, w jaki sposób zrealizowano niezwykły i genialny pomysł. Koncept o ogromnym potencjale, którego wcielenie w życie znacząco wpłynie naszą egzystencję w rzeczywistości za oknem. Każdy przecież marzy, aby ręcznie wypełnić papierową ankietę w czasie korzystania z komunikacji miejskiej. Oczywiście najlepiej, gdyby owo uzupełnianie odbywało się w dużym tłoku i w trakcie gwałtownego hamowania. Równie ciekawie zapowiada się niezwykle istotny akt wrzucania kartek do wspomnianej urny np. gdy wszyscy starają się wysiąść z pojazdu.

Coś czuję, że listopad zakończy się wzrostem liczby ofiar przypadkowych dźgnięć długopisami, piórami i łokciami.

A tymczasem...

...wykonanie kilku kroków w tył służy wszystkim zarówno w "Person of Interest" jak i w "Grimmie". Utrata mocy lub dostępnych zasobów oraz przegrane batalie – wszystko to pozwoliło na przedstawienie nowych bohaterów i postawienie znanych już postaci w nietypowych sytuacjach. Zmieniło też sposób interakcji ze światem przynajmniej części osób z tej drugiej grupy. Ograniczenia bywają dobre.

Choć można żałować, że tak się stało, to gdyby twórcy tych dwóch produkcji podążyli w innym kierunku, w końcu mogliby dotrzeć do naprawdę idiotycznych rejonów. Miejsc, które od dawna zwiedza np. "NCIS: Los Angeles". Tylko w ostatnim odcinku – "Leipei" – Callen (Chris O'Donnell) został zmuszony do sterowania dronem przy pomocy rozbitego tabletu. Wszystko po to, aby zapobiec katastrofie, którą z pewnością odczułoby całe Los Angeles.

Za to ostatnio...

...w "Arrow" były świeczki, medytacja i koszmary senne. Odbyło się też spotkanie dwóch generacji samozwańczych stróżów prawa. Relacje Olivera (Stephen Amell) i Teda (J.R. Ramirez) wydawały się raczej napięte, a panowie zafundowali sobie głupawą kłótnię o Laurel (Katie Cassidy) oraz postanowili porównywać wielkość... siedzib. Gdzie się podziewa Batman ze swoją jaskinią, kiedy jest potrzebny...

Już wiem! Lekcje odrabia, a w planach ma jeszcze przejście mutacji głosu i zapanowanie nad uciążliwą plagą pryszczy.

Całkiem możliwe, że...

...w "Bones" mogliśmy przyjrzeć się najnudniejszej imprezie roku. Jasne, był basen, drogie samochody, tłum ludzi i szeroki wybór używek, jednak całość wydawała się raczej nieciekawa... Choć może to tylko moje odczucie, że imprezy, na których banda zestresowanych ludzi próbuje udowodnić, że jest wyluzowana, bo pije z gwinta i wkłada sobie banknoty do nosów, nie są warte uwagi.

Z drugiej strony w "The Money Maker on the Merry-Go-Round" udało zrekonstruować twarz przy pomocy szpilek, kilku kości, pojedynczych kawałków skóry, ucha i nosa (!). To właśnie owe chwile makabrycznej kreatywności powodują, że spotkania z "Kośćmi" wciąż dostarczają niezwykłych wrażeń i to nie tylko wtedy, gdy człowiek postanawia coś przekąsić w trakcie zapoznawania się z danym odcinkiem.

Że co zrobiono z tym nosem? ("Bones"/ Fot. FOX)

Że co zrobiono z tym nosem? ("Bones"/ Fot. FOX)


Na marginesie...

...w "NCIS" doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy Gibbsem (Mark Harmon) a Bishop (Emily Wickersham) i trzeba przyznać, że w tym wypadku to nie ten pierwszy miał rację – herezja, wiem. Dalsza edukacja Eleonory przebiegać więc będzie w nieco inny sposób i niestety skończą się czasy poszukiwania dziwnych miejsc zdatnych do pracy.

Bardzo żałuję, że musiało do tego dość. Obserwowanie, gdzie jeszcze da się pracować w siedzibie NCIS, było niezwykle inspirujące. Oby, w imię dawnych czasów, chociaż Ducky (David McCallum) raz na jakiś czas użyczył stołu prosektoryjnego lub kawałka podłogi.

W telewizji śpiewali...

...praktycznie wszyscy i wszędzie. W "Scorpion" śpiewano i w "Red Band Society", i w "Gotham" nawet. Co więcej, w "Supernatural" zaserwowano nam musicalową premierę roku, a zanim spektakl spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, zahaczono o naprawdę urocze, absurdalne i przerażające rejony.

W owym tygodniu rozmaitych wokalnych wyzwań nikt za to nie śpiewał w "Covert Affairs". Choć rozminęło się to z moimi oczekiwaniami, to i tak największe rozczarowanie spotkało Auggiego (Christopher Gorham). Wraca człowiek do domu po długim dniu oraz kilku kieliszkach i włącza gramofon. Muzyka wypełnia mieszkanie... Kto przy zdrowych spodziewałby się, że już za moment znajdzie się w vanie tuż obok całkiem świeżych zwłok?

I (tradycyjnie już) dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

Do zobaczenia!

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,