Seryjnie oglądając #30: Senność, absurd i kowboje

"Castle" (Fot. ABC)

"Castle" (Fot. ABC)

Przez "Jeźdźca bez głowy" przebrnąłem dopiero za czwartym podejściem i doszedłem do wniosku, że im mniej Ichaboda, tym nudniej w Sennej Kotlinie. Przyjemności dostarczał mi za to "Castle", który tym razem nie przesłodził, a "Gotham" zaczyna mnie nawet bawić. Ale chyba nie o to chodziło. Uwaga na spoilery.

Im dalej zagłębiam się w 2. sezon "Sleepy Hollow", tym robi się gorzej. Serial, który w cudowny sposób balansował między dobrą i inteligentną rozrywką a absurdem dla miłośników bzdur powoli przegrywa walkę i przestaje nadawać się do oglądania. Tym, co nadal trzyma mnie przy ekranie, jest cudowny duet Toma Misona i Nicole Beharie. Ostatni odcinek udowodnił, że im mniej Ichaboda, tym gorzej dla serialu. Postać Hawle'a ma co prawda potencjał, ale jest on strasznie marnowany dość idiotyczną próbą stworzenia romansu między nim a Abbie, z dodatkiem zazdrości Ichaboda. Wątek Katriny, Henry'ego i demonów zaczynam pomijać, bo marnowanie talentu Johna Noble'a należy uznać za coś gorszego niż zbrodnię... Wystarczy, że trzeba mi było czterech podejść, by w ogóle przebrnąć przez "Sleepy Hollow", choć korzyścią było to, że przynajmniej nie musiałem brać niczego na sen.

Zupełnie inaczej działa na mnie "Gotham", w którym niemal każdy aktor staje się drewnem (jak wspomniała Marta na Twitterze). Bardzo podoba mi się postać Alfreda i klimat miasta i na tym skończmy z pozytywami, bo ich tam po prostu nie ma. I tak, rozumiem, że to "komiks", więc postacie muszą być przerysowane, ale Harvey Dent wygląda tu tak, że zastanawiam się, czemu jeszcze nie siedzi w Arkham albo innym psychiatryku. Zbrodnią jest to, co scenarzyści robią z postacią Kota. Dziewczynę chowają w domu Wayne'ów, a ta z miejsca targuje się z małym Bruce'em i całusy... Serio? Może niech od razu się w doktora pobawią, po co się ograniczać? Plus dziewczyna Gordona uciekająca od niego prosto w ramiona dawnej kochanki, traf chciał, policjantki współpracującej z Gordonem. Ilona Łepkowska by tego gorzej nie wymyśliła...

Na szczęście nie wszystko było w tym tygodniu złe. Po zeszłotygodniowej wpadce z koszmarnym kiczem "Castle" zaliczył dobry odcinek, po którym nawet obiecywałem sobie jakichś nawiązań do "Firefly". W końcu, jakby nie było, Rick i Kate trafili w pogoni za zbrodnią na Dziki Zachód i nosili się zgodnie z ówczesną modą. Niestety - albo przegapiłem aluzje, albo ich nie było. Co nie przeszkodziło mi dobrze się bawić, szczególnie w momencie "pojedynku" Castle'a. Albo po zobaczeniu miny obojga szczęśliwych małżonków po tym, jak oni zobaczyli miny przyjaciół, których nie zaprosili na ślub... Bardzo podobało mi się, jak później pani kapitan zrzuciła winę za to na Castle'a, choć i tak wszystkich przebili Espo i Ryan obrażeni niczym dwie babcie spod kościoła.

Ale najważniejszą godziną tygodnia staje się ta spędzona z "Forever". I nie dlatego, że ten serial wyróżnia się wspaniałą intrygą czy jakimś niewiarygodnym kunsztem aktorstwa czy scenarzystów. Obiektywnie rzecz ujmując, to dość przeciętny serial, który podaje nam zbiór odświeżonych starych schematów. Ale jest w nim coś takiego, co sprawia mi przyjemność. Może to kwestia chemii między odtwórcami ról Henry'ego i Abe'a, a może coś innego, jeszcze nie rozgryzłem. W każdym razie miło spędzam czas i więcej nie oczekuję...

Za to oczekiwałbym wreszcie decyzji w sprawie "Continuum". Miała być w sierpniu, potem w listopadzie. W międzyczasie za Syfy uznało, że nie chce "Continuum", więc... nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Miesiąc się jeszcze nie skończył, ale dziś nie znalazłem żadnej informacji - ani dobrej, ani złej. Co wzmaga mój niepokój.

A w weekend robię sobie maraton "Firefly". Ktoś chętny?

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.