Kity tygodnia: "TBBT", "How to Get Away with Murder", "State of Affairs"

1 2 3

"How to Get Away with Murder" (1x09 - "Kill Me, Kill Me, Kill Me")

"How to Get Away with Murder" (Fot. ABC)

"How to Get Away with Murder" (Fot. ABC)


Marta Wawrzyn: Dla czytelników Serialowej hit (załapał się ledwo, ledwo, ale jednak), dla mnie absolutnie najgorsza rzecz, jaką widziałam w tym tygodniu. I zdecydowanie najgłupsza. "How to Get Away with Murder" to serial prosty, łopatologiczny, z fabułą dziurawą jak szwajcarski ser i zwrotami akcji rodem z "Mody na sukces" - a ten nieszczęsny półfinał tylko to potwierdza.

Przez większość czasu nudziłam się straszliwie, bo jednak oglądanie po raz enty tych samych scen średnio mnie rajcuje. Mimo wszystko jednak liczyłam na jakiekolwiek zaskoczenie - a tu nic, zero, null. Od pilota było wiadomo, że w morderstwie Sama brali w jakiś sposób udział wszyscy studenci, których widzieliśmy w lesie (inaczej ta grupka osób, które specjalnie się nie lubią, za nic nie trzymałaby się razem), i że Annalise jeśli nie brała w tym udziału, to wszystko wiedziała i będzie tych dzieciaków bronić. Dlatego żaden z szumnie zapowiadanych "twistów" mnie nie zaskoczył, a scena, w której pokazano Annalise za biurkiem, wywołała jedynie niekontrolowany atak śmiechu.

Być może "How to Get Away with Murder" w zamyśle jest komedią - wcześniej nie mogłam się opanować, kiedy zobaczyłam, jak Sam umiera dwa razy, za drugim razem jeszcze bardziej dramatycznie niż za pierwszym - bo nie sprawdza się ani jako kryminał, ani jako dramat prawniczy. Fabuła poprowadzona jest w toporny sposób, a do nieciekawych postaci za nic nie da się przywiązać. A najbardziej boli, że to jest po prostu durne - tych dzieciaków było pięcioro na jednego, wystarczyło drania porządnie przytrzymać i sprać na kwaśne jabłko. Takie koszmarki, jak lot ze schodów, zmartwychwstanie, duszenie i szereg wybuchów histerii, naprawdę nie były potrzebne. Tego morderstwa nie da się sensownie uzasadnić, tu nie ma ani motywu, ani żadnej logiki.

Po tym odcinku ja już Shondzie podziękuję, bo nie spodziewam się zaskoczeń w drugiej części sezonu. Przewidywalny kryminał przerodzi się teraz w przewidywalny dramat sądowy, w którym po dziesięciu absurdalnych zwrotach akcji i kilku porządnych załamaniach psychicznych postaci kobiecych Annalise wszystkich wybroni, żeby mogli rozpocząć kariery w kancelariach prawniczych. A w 2. sezonie pewnie dostaniemy kolejną bandę patałachów. Miliony Amerykanów będą to śledzić dalej, ale to jeszcze nie powód, żebym ja też traciła czas.

1 2 3