Obsada o najnowszym odcinku "Sons of Anarchy"

"Sons of Anarchy" (Fot. FX)

"Sons of Anarchy" (Fot. FX)

Widzieliście już odcinek "Red Rose", w którym miały miejsce kolejne szokujące wydarzenia? Jeśli tak, możecie czytać dalej. Jeśli nie, uważajcie na bardzo duże SPOILERY.

Kurt Sutter zafundował w tym tygodniu fanom "Sons of Anarchy" kolejny mocny odcinek, w którym zginęły aż trzy ważne postacie, w tym powszechnie znienawidzona Gemma Teller. Katey Sagal udzieliła serwisowi TVLine wywiadu, w którym zdradziła, że śmierć jej bohaterki specjalnie jej nie zaskoczyła. Była raczej zdziwiona, że Gemma dotrwała aż do 12. odcinka. "Nie wiedziałam, jak ona zginie, ale wiedziałam, że zginie z rąk własnego syna" - mówi aktorka.

W trakcie sezonu w internecie trwały dyskusje, jak (i czy w ogóle) Gemma powinna zginąć. Większość fanów była przekonana, że Jax ją zabije, ale były też teorie, że może popełnić samobójstwo albo żyć dalej z dala od swojej rodziny. Zdaniem Katey Sagal wybrano najlepszą opcję: "Nie sądzę, aby ona była osobą, która potrafiłaby funkcjonować poza swoim małym, ograniczonym światkiem. Nie widzę tego. Pewnie nawet nie potrafiłaby zdobyć pracy i zarobić pieniędzy".

Czemu w takim razie nie samobójstwo? "Można na to patrzeć z dwóch stron. Ona mogła nie mieć jaj, żeby zrobić to sama, więc jeszcze raz kimś się wysłużyła. Zmuszenie do tego Jaxa to jej największa manipulacja. Ona kocha swojego syna i w pewien chory sposób ma wrażenie, że mu pomoże. On przez cały sezon szukał zemsty za Tarę, więc ona czuje, że zabicie morderczyni Tary może mu pomóc".

Kręcenie ostatniej było specyficzne, bo to nie tylko koniec Gemmy i Jaxa, to było też pożegnanie z Charliem Hunnamem. Katey Sagal opowiada, że koniec był słodko-gorzki, oboje płakali na planie i co chwila ściskali się na pożegnanie. "Chce mi się płakać, kiedy o tym myślę. Bo to Jax i Gemma, ale to też Katey i Charlie - przez siedem lat" - mówi aktorka. Wielkie emocje powtórzyły się jeszcze później, bo Katey Sagal pojawiła się na planie, kiedy kręcono finał, już bez niej. "Oczywiście, że wiem, co wydarzy się w finale. I oczywiście, że umiem dochować tajemnicy".

Drugi bohater, który odszedł w odcinku "Red Rose", to Juice. Theo Rossi mówi w TVLine, że podoba mu się sposób, w jaki zginął jego bohater. Wreszcie podjął samodzielnie ważną decyzję, uznał, że jest zbyt wykończony, aby to ciągnąć, i po prostu to wszystko zakończył. "To było supermocne zakończenie, które przyszło w samą porę" - mówi aktor, który ma wrażenie, że jego bohatera spotkał w gruncie rzeczy dobry koniec. I wyjaśnia, że swoje zrobiła też szarlotka - czyli tak naprawdę bardzo dobre ciasto wiśniowe, którego zjadł całkiem sporo podczas kręcenia odcinka.

Jeśli chcecie jeszcze więcej komentarzy, a także odpowiedzi na pytanie, czemu ci dwoje oraz Unser (Dayton Callie) musieli teraz zginąć, tutaj możecie posłuchać rozmowy EW z Charlesem Murrayem, scenarzystą, który pisał "Red Rose" wraz z Kurtem Sutterem.

REKLAMA