Z nosem przy ekranie #51: Bohaterowie i gadżety

Podobno miał padać śnieg, a grzańce samoistnie przygotowywać się i pojawiać w okolicy ekranów. Przynajmniej tyle pokazywał mi telefon – no dobrze, dał znać jedynie o prognozie pogody. Niestety. Spoilery.

Po co nam rzekomo mądre zegarki, skoro nie upowszechniły się jeszcze telefony z opcją podgrzewania wina lub kawy? Jakże praktyczne by to było o tej porze roku, kiedy oprócz spędzania solidnej porcji czasu przed ekranami człowiek zastanawia się, czy aby na pewno okna są dobrze uszczelnione (kamienice...) oraz, tradycyjnie, jak odpowiedzieć na wiadome pytania związane z obecną porą roku.

I tak pamiętam, że akurat dzisiaj wypadają mikołajki. Pisanie tego "nosa" przerywane jest zresztą co chwilę przez pochłanianie znacznych ilości czekolady, ze szczególnym uwzględnieniem masakrowania adwentowych kalendarzy. Serio, jeszcze nigdy nie udało mi się cierpliwie otwierać kolejnych pól zgodnie z liczbami widniejącymi przy poszczególnych polach. Przecież nie da się zatrzymać na jednej czekoladce, prawda?

A właśnie, na rozmowy o świątecznych odcinkach przyjdzie jeszcze czas – jeśli oczywiście będziecie mieli na to ochotę.

A tymczasem...

…na antenie The CW odbyła się wielka impreza, a panowie w kolorowych kubraczkach odwiedzili się wzajemnie na przestrzeni dwóch kolejnych wieczorów. Zarówno we "Flash vs. Arrow", jak i w "The Brave and the Bold", znaleźć można było kilka dobrych pomysłów oraz ciekawych interakcji. Niektóre sceny rozbawiły, a inne, pomimo wszelkich ograniczeń budżetowych, po prostu zachwyciły. Nasi bohaterowie dowiedzieli się też paru rzeczy o sobie, a klub miłośników dra Wellsa (Tom Cavanagh) poszerzył się o kolejnego członka.

Na tym jednak kończy się pozytywna część spostrzeżeń i może nawet nie powinienem nic więcej pisać. Niemniej nie mogę pozbyć się wrażenia Oliver (Stephen Amell) i Barry (Grant Gustin) nie powinni się już odwiedzać i to przynajmniej przez najbliższe kilka lat. Niestety w ich relacji nie ma obecnie nic interesującego, a obydwaj we wspomnianych epizodach jedynie dublowali pełnione na co dzień role. Co więcej, tak jak Allenowi w "The Flash" nigdy nie brakowało mentorów, tak Queenowi w "Arrow" uczniów.

Żałuję, że na tym etapie, poza kilkoma dowcipami, gościnne podróże nie doprowadziły do sytuacji, w której obydwaj bohaterowie mieliby sobie i widzom coś nowego do zaoferowania. Może kiedyś się to zmieni...

Za to ostatnio...

…spędziłem trochę czasu nad "Girlfriends' Guide to Divorce" i cieszę się, że pojawił się serial, w którym Lisa Edelstein zabawi na dłużej niż tylko kilka gościnnych epizodów. Koniec zachwytów – nie ten segment tekstu.

Skoro więc już jesteśmy przy debiutanckiej produkcji Bravo TV, to w tej chwili wypada też docenić sposób, w jaki wykorzystywane są w niej telefony. Od pierwszych minut nie brakowało świetnych rozmów telefonicznych, a kilka wiadomości tekstowych spokojnie można zakwalifikować do kategorii "perełki". Teraz wypada tylko znowu zacząć zwracać uwagę na rolę gadżetów w serialach – będzie z tego całkiem niezłe postanowienie noworoczne.


Całkiem możliwe, że...

...za kilkadziesiąt godzin trafi nam się najciekawszy odcinek 4. sezonu "Once Upon a Time". Oby, bo w ostatnim tygodniu bohaterowie mogliby równie dobrze lepić bałwany. Choć sposób, w jaki Anna (Elizabeth Lail) i Kristoff (Scott Michael Foster) dotarli do Storybrooke, był całkiem ciekawy, sceny z Reginą (Lana Parrilla) jak zwykle wypadły fantastyczne, a rzeź wróżek miło zaskoczyła, to liczba momentów, które dałoby się zakwalifikować jako naciągane, zwyczajnie budziła przerażenie.

Szkoda, że tak się stało. Podróż pewnego duetu z Arendelle miała ogromny potencjał.

Na marginesie...

...Annie Walker (Piper Perabo) jest przerażającą kobietą – szczególnie gdy ma dostęp do broni palnej. Rzuciłem zresztą okiem na pierwsze odcinki "Covert Affairs" i to jak bardzo Annie zmieniła się przez te kilka lat, jest trudne do opisania w kilku zdaniach. Obecnie spokojnie mogłaby funkcjonować np. w "Legends" lub w dowolnej innej produkcji, w której nikomu nie przeszkadza sianie terroru czy zniszczenia i nikt nawet by nie zauważył, że ta pani to dorabia u konkurencji.

A zaczęło się tak niewinnie...

W telewizji zabrzmiało...

..."Flash Light" grupy Parliament, a zawdzięczamy to "Black-ish" i przeprowadzonemu przez Dre (Anthony Anderson) śledztwu w stylu CSI. Choć wolę nie wiedzieć, po co komu jest potrzebna w domu lampa UV, to muszę przyznać, że dochodzenie w sprawie dziury w ścianie wypadło świetnie.

Na marginesie, czy tylko ja chciałbym mieć taką szufladę w pokoju jak bliźniaki?

I (tradycyjnie) dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

Do zobaczenia!

REKLAMA