10 nominacji do Złotych Globów, na które liczę

"The Affair" (Fot. Showtime)

"The Affair" (Fot. Showtime)

Jutro mają zostać ogłoszone nominacje do Złotych Globów. Będzie ciekawie, bo "Breaking Bad" już nie ma, a "True Detective" został miniserialem i będzie rywalizować z "Fargo". Oto nominacje, na które liczę najbardziej.

Na początek słowo wyjaśnienia: zestawienie nie zawiera pewniaków, takich jak "House of Cards", "Fargo", "The Good Wife" czy "True Detective". Zawiera te tytuły i te nazwiska, które szanse na dostrzeżenie mają nieco mniejsze. Ale ponieważ to Złote Globy, a nie Emmy, na pewno będą niespodzianki. A wśród nich znaleźć się może "The Affair", "The Knick" albo "Jane the Vrigin". Ja w każdym razie bym tego chciała.

1. Najlepszy dramat: "Rectify", "The Knick" albo "The Affair". Tu będzie ciekawie, bo "True Detective" ostatecznie odpuścił sobie tę kategorię i będzie udawał miniserial. Na pewno nominacji może się spodziewać "House of Cards", mocnymi kandydatami są też "Żona idealna" i "Mad Men", no i niestety uwielbiane wciąż w USA "Downton Abbey". Ja będę jutro tutaj wypatrywać czegoś z tej trójki: "Rectify", "The Knick" i "The Affair". Nominacja dla "Gry o tron", w 4. sezonie mocniejszej niż kiedykolwiek, z pewnością też byłaby zasłużona. A poza tym jestem bardzo ciekawa, co jaki los spotka "The Leftovers", najbardziej kontrowersyjny serial tego roku, którym jedni byli zachwyceni, a inni zdegustowani. Zastanawiam się też, czy jakiekolwiek szanse miałby tutaj "Outlander". No i przecież mieliśmy finałowy sezon "Sons of Anarchy"...

2. Najlepsza komedia: "Transparent", "Jane the Virgin" albo "You're the Worst". "Orange Is the New Black" w tym roku wreszcie odkryło, że jednak jest komedią, i z pewnością może liczyć na kilka nominacji. Możliwe, że nawet wreszcie Złoty Glob wygra, w końcu 2. sezon był jeszcze lepszy niż pierwszy. Uważam, że bardzo dużo szansę - nawet na wygraną - ma "Transparent", utrzymana w sundance'owym klimacie komedia Amazona o popapranej emocjonalnie rodzinie z Zachodniego Wybrzeża. Wśród nominowanych bardzo bym też chciała zobaczyć świeżą i uroczą "Jane the Virgin" lub/i komediowy hit lata - "You're the Worst". A "Współczesną rodzinę" spokojnie mógłby zastąpić "Black-ish". Jest jeszcze fantastyczna "Dolina Krzemowa"...

3. Najlepsza aktorka w dramacie: Eva Green albo Ruth Wilson. W tej kategorii królową dla mnie jest Julianna Margulies, która już w tym roku zgarnęła Emmy. Ale na pewno to, co wyprawiała w "Penny Dreadful" Eva Green, zasługuje na dostrzeżenie. Podobnie jak cudowna Ruth Wilson z "The Affair". Nie zdziwi mnie też nominacja dla Violi Davis za "How to Get Away with Murder" - tysiąc razy powtarzałam, że to nie moja bajka, ale niewątpliwie ta aktorka pokazała, że potrafi zagrać wszystko.

4. Najlepszy aktor w dramacie: Clive Owen albo Aden Young. Jeszcze niedawno było tak, że kiedy gwiazda wielkiego ekranu zstępowała na mały, mogła spodziewać się wszystkich możliwych nagród. Te czasy się skończyły, Kevin Spacey za "House of Cards" wciąż nie został obsypany nagrodami. To będzie bardzo silna kategoria - wśród nominowanych znajdzie się i Spacey, i Jon Hamm (rok temu go nie było, ale wróci, oczywiście), i pewnie znowu James Spader. Spore szanse moim zdaniem ma też Dominic West, bardziej rozpoznawalna wśród Amerykanów połówka seksownej pary z "The Affair". W przypadku Clive'a Owena nie jestem pewna nawet nominacji, ale bardzo bym chciała, aby ją dostał. Na nominację z pewnością zasłużył też Aden Young z "Rectify", z którym niedawno Nikodem zrobił fantastyczny wywiad. I może jeszcze Charlie Hunnam z "Sons of Anarchy"?

5. Najlepsza aktorka w komedii: Gina Rodrigeuz. Kategoria, w której rządzi Julia Louis-Dreyfus, choć czasem dostrzegane są też inne panie, jak Amy Poehler. W tym roku wśród nominowanych musi, po prostu musi znaleźć się miejsca dla przeuroczej Giny Rodriguez, która "sprzedała" nam najbardziej absurdalną postać, jaką można tylko sobie wyobrazić - ciężarną dziewicę. Innych życzeń w zasadzie nie mam. Taylor Schilling jest tutaj pewniakiem do nominacji, a na dostrzeżenie Casey Wilson i "Marry Me" nawet nie liczę, bo przecież "Happy Endings" też przez lata nikt nie zauważył. Ach, no i skoro "Shameless" zostało komedią, to może by tak... Emmy Rossum?

6. Najlepszy aktor w komedii: Jeffrey Tambor. Facet jest genialny w "Transparent", nie ma opcji, aby go tutaj pominięto. I (sorry, Andy), to on powinien zabrać do domu statuetkę. Do grona nominowanych zdecydowanie też powinien powrócić Louis C.K.

7. Najlepsza aktorka drugoplanowa: Carrie Coon. To dziwna kategoria, bo do jednego worka wrzucone są drugoplanowe role z seriali komediowych, dramatycznych i miniseriali. Chciałabym, aby rządziły tu dziewczyny z "Orange Is the New Black" i aby załapała się najmocniejsza z ekipy "The Leftovers" Carrie Coon.

8. Najlepszy aktor drugoplanowy: Mandy Patinkin. Ciekawa jestem, jak zostanie potraktowany 4. sezon "Homeland", który z bardzo słabego zrobił się świetny. Na pewno na nominację zasłużył Mandy Patinkin, który wyprawiał cuda nie mniejsze niż Claire Danes. I chyba nie obraziłabym się, gdyby wygrał. Ale to trudna i dziwna kategoria, po której można spodziewać się wszystkiego. Pamiętajmy, że w "Olive Kitteridge" pojawił się Bill Murray, "The Normal Heart" miało świetną obsadę, a przecież jest jeszcze "Gra o tron" czy "Modern Family".

9. Najlepszy miniserial: "Olive Kitteridge". W tym roku to właśnie w tej kategorii konkurencja będzie najbardziej zabójcza - bo tutaj są przypisane i "True Detective", i "Fargo". Boję się tego, co będzie się tu działo, a przede wszystkim uważam, że ani obu wyżej wymienionych tytułów, ani "American Horror Story" nie powinno być w tej kategorii, powinny one walczyć o tytuł najlepszego serialu dramatycznego. Liczę na nominację dla wspaniałej, kameralnej "Olive Kitteridge", ale na jej zwycięstwo wielkiej nadziei nie mam, nie z taką konkurencją. Choć bardzo bym mnie ono ucieszyło - miniseriale i filmy telewizyjne nie powinny być rzucane na pożarcie serialom antologicznym z długimi sezonami, bo po prostu są bez szans. To wypacza cały sens tej kategorii.

10. Najlepsza aktorka w miniserialu: Maggie Gyllenhaal i Frances McDormand. Uważam, że obie wymienione panie nominacji mogą się spodziewać - odpowiednio za "The Honourable Woman" i "Olive Kitteridge." Allison Tolman z "Fargo" być może też się załapie, ale wygrać nie ma szans, nie w takim towarzystwie.

Co do facetów z miniseriali nie mam większych życzeń. Same wielkie nazwiska w "Detektywie" i "Fargo", a to tego pewnie dojdzie "Sherlock", "The Normal Heart" i może jeszcze Richard Jenkins z "Olive Kitteridge". Ta kategoria będzie napakowana świetnymi aktorami. James Nesbitt jest genialny w "The Missing", ale moim zdaniem nie przebije się do tego grona, w każdym razie jeszcze nie w tym roku.