"Agent Carter" (1×01-02): Licencja na oczarowanie

Nowy projekt ABC i Marvel Television to kolejny etap zacierania się różnic między kinem a serialami. I jednocześnie świetnie się to ogląda! Peggy Carter potrafi oczarować nie tylko fanów komiksu czy całego uniwersum. Niewielkie spoilery!

Kim jest Peggy Carter? Dla osób znających dobrze uniwersum Marvela odpowiedź na to pytanie nie powinna być trudna. Także widzom filmów z udziałem Kapitana Ameryki odpowiedź na to pytanie nie powinna nastręczać żadnych trudności. I rzeczywiście, o Hayley Atwell bardzo trudno zapomnieć, nawet jeśli ktoś - tak jak ja - widział tylko pierwszy film ("The First Avenger"). Serial o niej, który zastępuje w midseason "Agentów T.A.R.C.Z.Y." jest też bardzo ciekawym eksperymentem pod względem formy. Perfekcyjnie wpisuje się w całe uniwersum, a jednocześnie nawet dla tych, którzy nie znają go za dobrze, może być bardzo wciągający.

Osiem planowanych odcinków tego serialu to nie pierwsza samodzielna produkcja, której główną bohaterką jest Peggy Carter. Wcześniej był film krótkometrażowy z serii Marvel One-Shot pod tym samym tytułem. Film został bardzo dobrze przyjęty, a serial to pierwsza produkcja ABC i Marvel Telewision w tym formacie - osiem odcinków, z jednym bardzo wyraźnym wątkiem przewodnim. W serialu występuje Dominic Cooper jako Howard Stark, ale w pierwszych dwóch odcinkach trzyma się cieniu. Serial skupiony jest na przygodach Peggy Carter, i to z dobrym skutkiem. Inne postacie z filmów to tylko uzupełnienie.

Jak się okazuje, postać kreowana przez Hayley Atwell jest bardzo ciekawa sama w sobie. Nie musi być superbohaterką, by mieć niemal gwarantowane miejsce na liście najciekawszych postaci kobiecych w telewizji 2015 roku. W fikcyjnej rzeczywistości - bardzo umiejętnie wystylizowanej i pokazanej - jest rok 1946. Carter pracuje w SSR (Strategic Scientific Reserve) i musi zmierzyć się z zagadką zniknięcia tajnych prototypów broni Howarda Starka, który jest ścigany przez amerykański rząd. Carter pomaga mu w tajemnicy przed swoimi męskimi przełożonymi, współpracując z Edwinen Jarvisem (James D'Arcy), lokajem i sojusznikiem Starka.

Co ciekawe, serial nie jest tylko czystą rozrywką. Agentka musi walczyć nie tylko z tajemniczą organizacją Leviathan, ale także z seksizmem swoich męskich współpracowników i przełożonych. Jest rok 1946, Carter traktowana jest mniej więcej tak samo źle - albo nawet gorzej - jak Peggy Olson w pierwszym sezonie "Mad Men". Nie trzeba chyba dodawać, że pod względem sprytu, inteligencji, doświadczenia i charakteru Peggy mocno przewyższa swoich kolegów. Fakt, że w serialu tak bardzo "rozrywkowym" umieszczono tak poważny wątek, jest bardzo interesujący. I nie taki częsty. Serialem, który częściowo poruszał podobną tematykę, był w 2014 roku "Manhattan", ale to zupełnie inna produkcja.

Oczywiście to tylko jeden z wątków. Głównym jest intryga wokół jednego z wynalazków Starka, czyli nowego typu materiału wybuchowego. Nawiasem mówiąc, w pierwszym odcinku pojawia się Andre Royo - czyli niezapomniany Reginald "Bubbles" Cousins z "The Wire" - jako Spider Raymond. Niestety jego żywot w tym serialu jest bardzo krótki.

"Agent Carter" to serial, który ma kilka oczywistych zalet. Jedną z nich jest charakterystyczny styl całego projektu. Klimat, kreowany m.in. przez jazzową muzykę i architekturę w stylu art deco, to jeden z najmocniejszych punktów całego projektu. Ten serial kojarzy się z wieloma innymi - dieselpunkowy styl gadżetów przywodzi na myśl "Warehouse 13", jest tu coś z Indiany Jonesa, spiskowo-historycznych filmów o II wojnie światowej oraz oczywiście z Kapitana Ameryki. Ale całość jest wystarczająco oryginalna, by przykuć uwagę i wnieść coś świeżego.

Nie da się też ukryć, że agentka grana przez Hayley Atwell jest bardzo charyzmatyczną, wręcz magnetyczna postacią. Dzięki niej ten serial tak dobrze się ogląda, całość ma nie tylko styl, ale też pełna jest energii i humoru. Dzięki niej nawet widzowie, którzy nie wiedzą nic o całym uniwersum, bardzo szybko się wciągną w całą, przygodę, która ma duże tempo i jest pokazana w klimatyczny sposób. Trudno opisać jej wdzięk i energię - trzeba po prostu obejrzeć serial.

Ta specyficzna, bardzo klimatyczna i całkiem oryginalna przygoda z mrocznym spiskiem w tle bardzo wciąga. Dlatego - mimo, że nie miałem tego pierwotnie w planach na początek 2015 roku - na pewno obejrzę dalsze przygody czarującej agentki SSR. Zwłaszcza że dzięki kondensacji fabuły do ośmiu odcinków nie ma niepotrzebnych dłużyzn, a całość ma mocne, bardzo dobre tempo. To bardzo przyjemne zaskoczenie, pierwsze w tym roku. I oby takich niespodzianek było więcej.

REKLAMA