Hity tygodnia: "Agent Carter", "The Good Wife", "Broadchurch", "Person of Interest", "Parenthood"

1 2 3 4 5

"Marvel's Agent Carter" (1x01 - "Now is Not the End" i 1x02 - "Bridge and Tunnel")

"Marvel's Agent Carter" (Fot. ABC)

"Marvel's Agent Carter" (Fot. ABC)


Michał Kolanko: Ten serial to jedno z najmilszych zaskoczeń ostatnich miesięcy. Agentka Carter, czyli fenomenalna, pełna energii, urocza, sprytna i błyskotliwa Hayley Atwell, podbiła nasze serca. Chociaż nie jest to może jakiś przełomowy serial, to nie da się ukryć, że ma swój własny, niepowtarzalny styl. Kombinacja przebojowej kreacji Atwell, klimatu lat 40., charakterystycznych gadżetów i dobrego tempa sprawia, że ten serial doskonale się ogląda.

Oczywiście intryga dotycząca kradzieży tajnych prototypów broni Starka nie jest specjalnie oryginalna. Ale i tak pierwsze dwa odcinki powodują, że ten serial na pewno będę oglądać aż do końca.

Bartosz Wieremiej: Wypada powtórzyć raz jeszcze: Peggy Carter (Hayley Atwell) jest niesamowita. Co więcej, umiejscowienie akcji ledwie rok po zakończeniu wojny po prostu intryguje – jakże ciekawe to czasy do pokazania w telewizji.

Zmierzenie się z powojennymi przygodami Peggy było więc czystą przyjemnością. Nie brakowało akcji, sama intryga wydała się raczej klarowna i niegłupia, a niejaki Jarvis (James D'Arcy) miewał świetne momenty. Zresztą tu i ówdzie przewijali się ciekawi aktorzy, a i nie można było narzekać na brak spektakularnych wybuchów. Obecność Howarda Starka (Dominic Cooper) była również przyjemnym dodatkiem, a teraz pozostaje tylko czekać na to, co przyniosą nam kolejne odcinki.

Marta Wawrzyn: Nie musicie lubić komiksów, filmów Marvela ani żadnych innych superbohaterskich historii, aby agentka Carter Wam się spodobała. Fabuła nie ma tu specjalnie oryginalna, ale nie ma to większego znaczenia - klimat retro i pięknie do niego pasująca Hayley Atwell zdecydowanie wystarczą, żeby się zakochać. Peggy nie jest subtelna, ani kiedy rzuca facetami o ściany, ani kiedy dogryza im tak, jak jeszcze żadna kobieta im nie dogryzała, ale też subtelna być nie musi. Jej wdzięk podziała rozbrajająco na każdego faceta, a kobietom spodoba się, że ta postać to feministka, jakiej jeszcze na ekranie nie było.

I choć przecież "Agent Carter" to w gruncie rzeczy nic nowego, to właśnie ona sprawia, że serial ABC sprawia zaskakująco świeże wrażenie. 90 minut z tą panią było dla mnie tysiąc razy przyjemniejsze niż wszystkie drewniane odcinki "Agentów T.A.R.C.Z.Y.", które miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć.

1 2 3 4 5