Kity tygodnia: "Dziewczyny", "House of Lies"

1 2

"House of Lies" (4x01 - "At the End of the Day, Reality Wins")

"House of Lies" (Fot. Showtime)

"House of Lies" (Fot. Showtime)


Nikodem Pankowiak: Nawet nie wiem, od czego zacząć, bo w tym odcinku złe było wszystko. Fatalny montaż sprawił, że przez pół godziny ani na moment nie opuszczał mnie wrażenie, że to, co oglądam, to jeden wielki chaos, w którym brak jakiejkolwiek myśli przewodniej. Twórcy chyba sami nie mieli pomysłu, jak przedstawić nam historię w tym sezonie, więc bezsensownie skaczą w czasie. W jednej chwili jesteśmy z Martym na pustyni, za moment w więzieniu, a w następnym ujęciu w biurze. Nie jest trudno się w tym połapać, ale to wszystko nie trzyma się przysłowiowej kupy, przez co cały odcinek rozłazi się, jak garnitur w rozmiarze L na Ryszardzie Kaliszu.

Chemia między bohaterami gdzieś wyparowała, najdobitniej widać to na przykładzie Marty'ego i Jeannie. Kiedyś między Donem Cheadle i Kristen Bell iskrzyło niemal bezustannie, teraz tego nie ma. I nie chodzi tylko o zatargi z przeszłości, to raczej kwestia wypalenia materiału. Przykro też patrzeć, jak niektóre postacie nie zmieniły się ani o jotę w porównaniu do 1. sezonu i ciągle są uczestnikami tych samych żartów i sytuacji (Doug!). Inni z kolei zmienili się tak nagle, że trudno w jakikolwiek sposób to zrozumieć. Po finale 3. sezonu miałem nadzieję, że jeszcze coś z tego serialu będzie. Niestety, była to złudna nadzieja.

Bartek w swoim cotygodniowym tekście napisał, że może po prostu powinniśmy przyjąć do wiadomości, że bardzo dobry 1. sezon "House of Lies" był anomalią, wtedy nowe odcinki oglądalibyśmy z większą przyjemnością. Niestety, ja tak nie potrafię. To byłoby wyrażanie zgody na mizerię.

1 2
REKLAMA