Seryjnie oglądając #34: Zimy brak

"Galavant" (Fot. ABC)

"Galavant" (Fot. ABC)

Pogoda w tym roku nas nie rozpieszcza. Zamiast zimy mamy dziwne skrzyżowanie listopada z październikiem. Na szczęście seriale wróciły w dobrej formie. A i znalazły się smakowite nowości.

Chciałem zacząć od dowcipu kojarzącego śnieg z drogowcami, ale coś mi się wydaje, że tego typu żarty są równie przeterminowane, jak dowcipy o "twojej starej". W tym roku zaś są wyjątkowo nie na miejscu, gdyż zima zaskoczyła nas wszystkich, emigrując gdzieś w okolice koła polarnego. Normalnie brak śniegu oznaczałby dla mnie nastrój mniej więcej taki, jaki ma większość w deszczowe lato, ale tym razem przed zimową chandrą chronią mnie seriale.

Z opóźnieniem odkryłem "Galavanta", ale gdy już zacząłem oglądać, to wszystkie odcinki obejrzałem jednym ciągiem i nawet bez przerwy na papierosa (co dla osoby palącej ponad paczkę dziennie jest osiągnięciem). I tak, zgadzam się, że poziom dowcipów sięga czasem dna, ale nie zmienia to faktu, że serial jest lekki, zabawny i... dobrze zaśpiewany. Przy tym odkrywam w nim spore pokłady ironii. Po prawdzie, jednak, to od głównego bohatera zdecydowanie bardziej wolę króla Richarda i jego wiernego sługę (plus szefa kuchni). Bardzo przypadają mi też do gustu gościnne występy - Rutger Hauer w ostatnim odcinku był strzałem w dziesiątkę.

Notabene, w gościnne występy obfity był też ostatni odcinek "Chicago PD" - Mark Pellegrino nie dostał co prawda okazji, by się wykazać, ale Jack Coleman w roli ojca Ruzeka miał okazję do paru scysji z Voightem. Jason Beghe wcale nie wypadł tak dobrze, jak zawsze na tle niedawnego senatora Brackena z "Castle". Niestety, przyjemność zepsuło nieco jedno rozwiązanie fabularne na koniec odcinka. Lindsay trochę zbyt szybko się poddała i wcale mi się to nie podoba, nie mówiąc o tym, że nie pasuje mi do postaci. Na szczęście na przyszły tydzień zapowiedziany jest crossover z "Chicago Fire", a jeszcze w tym sezonie ma być kolejny potrójny crossover z "Prawo i porządek: Sekcja specjalna". Nie mam więc, ku mojemu ubolewaniu, większych powodów do narzekań...

Również "Castle" nie daje mi powodów do marudzenia - najwyraźniej wyrzucenie Castle'a z posterunku dało serialowi drugi oddech. Wdrażanie się Ricka do roli prywatnego detektywa jest, najwyraźniej, pretekstem do paru lżejszych, dowcipnych odcinków, dokładnie takich, jak te, za które ten serial polubiłem. Oczywiście, jeżeli pojawi się jakiś cięższy odcinek, narzekać nie będę, ale do "Castle" oczekuję przede wszystkim lekkości i humoru.

Tej lekkości nie oczekuję już za to do "Mentalisty", a przynajmniej nie w takich ilościach jak kiedyś. Serialowi jednak wyraźnie służy fakt, że zbliża się do końca, bo odcinki robią się coraz lepsze. Bardzo dobrze wychodzi powolne komplikowanie relacji Patricka i Teresy, a humorystycznym akcentem są próby, jakie podejmuje Wylie w celu poderwania agentki Vegi. A to wszystko na tle ciekawych zagadek kryminalnych. Więcej nie chcę.

W zamian chciałbym, aby ktoś wreszcie zakończył "Gotham". Gdyby nie Don Falcone i Pingwin, serial ten byłby bowiem nieznośnie nudny i nieznośnie słabo zagrany. Tylko te dwie postacie wnoszą do niego jakieś życie (Bullock jest za bardzo w tle Gordona, by wybić się ponad drewniany poziom), choć w ostatnim odcinku mieliśmy wreszcie okazję zobaczyć w jakikolwiek interesującą scenę z Barbarą. Serialowi w moich oczach nie pomaga jednak nawet pojawienie się Moreny Baccarin. Bardzo lubię jej urodę, ale dałby jej ktoś wreszcie coś do zagrania...

Niemniej nie narzekam. Seriale naprawdę dobrze mi tej (nie)zimy robią.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego