Seryjnie oglądając #35: Namiastka zimy

"Brooklyn 9-9" (Fot. FOX)

"Brooklyn 9-9" (Fot. FOX)

Niby spadł śnieg, ale większość błyskawicznie stopniała i jest zdecydowanie za ciepło jak na zimę. W dodatku ciśnienie leci na łeb na szyję, co drastycznie podwyższa ilość wypijanej kawy. Całe szczęście, że seriale były dobre. No, z wyjątkiem "Gotham".

Kiedy w zeszłym tygodniu narzekałem na brak zimy, to nie spodziewałem się, że niemal natychmiast spadnie śnieg. Na wszelki wypadek nie będę narzekał na brak siarczystych mrozów... Serialowy tydzień, uboższy chwilowo o parę tytułów, skutecznie jednak odciągał uwagę od innych problemów. Choć w gruncie rzeczy to był kolejny całkiem przyzwoity serialowy tydzień.

Zaczął się od finału "Galavanta", który może nie był dla mnie tak dobry, jak reszta sezonu, ale wciąż dostarczał dużo dobrej zabawy. Żal mi, że raczej nie będzie kolejnego sezonu. Połączenie baśni, eposu rycerskiego, komedii i musicalu okazało się być bowiem całkiem niezłe. I to bez dominującego udziału animacji komputerowej. Pozostaje mi nucić pod nosem i czekać na kolejne serialowe niespodzianki. A o tym, że nie tylko mi się podobał świadczą Wasze komentarze pod recenzją finału. I tak, ja też chcę kolejnego sezonu!

Całkiem fajnie wypadło też "Brooklyn Nine-Nine", które ostatnio zaniżyło trochę poziom dowcipów. Tym razem jednak nieźle poszło Jake'owi na przyjęciu pełnym prawników. Co prawda doprowadziło to do tego, czego chciał uniknąć (ale Eva Longoria jeszcze się pojawi? Proooszę!), niemniej scena z kokainą wypadła bardzo zabawnie. Podobał mi się też wątek kapitana Holta. Ot, finta w fincie, ale jak poprowadzona!

Żeby nie było zbyt dobrze, oczywiście było również "Gotham". Ukołysało mnie do snu, co prawda, ale chyba nie taki był cel, więc parę podejść później ogarnąłem co działo się w kolejnym, niezwykle pasjonu...zieeeew...ącym odcinku. Za przeproszeniem, żenada goni żenadę i ten odcinek ocaliła tylko scena Bullocka z Fish oraz akcent Alfreda. Dziwi mnie w sumie słabość tego serialu, przecież w USA jest dużo dobrych scenarzystów, to nie Polska, gdzie nawet mnie proponowano pisanie scenariusza do jednego serialu (ale moja propozycja okazała się być zbyt wyrafinowana, cytuję "widz tego nie zrozumie, proszę napisać to prościej").

Na szczęście, zaraz po "Gotham" miałem "Sleepy Hollow", które chyba podnosi się po zdecydowanie słabszym okresie. Bardzo dobrze wypadły tradycyjnie dobre sceny, w których podziwiamy, jak Ichabod oswaja się z nowoczesnością. Karaoke chyba mu się nawet podoba, ale zdecydowanie bardziej spodobało mu się prowadzenie Porsche. Wypadło zabawnie, a sam wątek przewodni wypadł nawet emocjonująco. Na deser zakończenie odcinka postawiło znak zapytania. Może nie było tak dobrze, jak w pierwszym sezonie, ale to już jest poziom akceptowalny.

Bardzo dobrze wypadł też "Mentalista" z paroma trickami w starym dobrym stylu Patricka. A wszystko po to, by ratować tyłek Abbotta i jego żony. Zręcznie poprowadzona intryga skutecznie uniemożliwiła zniszczenie życia szefa Patricka i Lisbon, a przy tym stała się okazją do sporej ilości zabawnych scen udowadniających, jak zgranym zespołem kieruje Abbott. Moim osobistym faworytem są poszukiwania ubezpieczenia przez Vegę, w ogóle ta postać wypada zaskakująco dobrze. A poza tym, wciąż mamy tak pełnego emocji Cho...

Na sam deser tygodnia miałem bardzo dobry powrót "The Americans", o którym coś więcej powiemy, jak tylko zdecydujemy z Martą, które z nas pisze recenzję. Od razu mogę powiedzieć, nie zdradzając za wiele - мне нравится.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego