"Zawód: Amerykanin" (3x01): Emocje rosną

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" powraca w doskonałej formie. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem było już tylko bardziej emocjonująco. Premierowy odcinek nowego sezonu zapowiada nam, że 3. sezon "The Americans" będzie naprawdę dobry. Spoilery.

Na powrót "The Americans" czekałem z utęsknieniem tak dużym, że premierę 3. sezonu obejrzałem niemal równocześnie z amerykańskimi widzami. To naprawdę dobry serial ze świetnymi kreacjami aktorskimi, a do tego Joe Weiserberg i reszta twórców lubią zaskakiwać widza.

W "EST Men" sporo się działo i to od pierwszych minut, gdy Elisabeth musiała kopniakami i pięścią torować sobie drogę, by nie wpaść w ręce FBI. To był bardzo emocjonujący moment i podejrzewam, że to drobne wydarzenie mocno zdopinguje kontrwywiadowczą komórkę FBI do poszukiwania dwójki "nielegalnych".

Tymczasem Elisabeth i Philip mają inny ważny problem, zasygnalizowany już w poprzednim sezonie - ewentualna rekrutacja Paige staje się źródłem konfliktu między nimi. Elisabeth uważa, że to dobry pomysł, Philip - że niekoniecznie. Za to ich córka, ewentualny szpieg w drugim pokoleniu, może i jest zainteresowana roznoszeniem ulotek antywojennych, ale sprawy Związku Radzieckiego nie obchodzą jej w ogóle. Komunikat o śmierci Breżniewa po prostu przełączyła. Tymczasem to akurat ważne wydarzenie, bo po Breżniewie na Kremlu rządził przez ponad rok Jurij Andropow - w Związku Radzieckim powoli będą zaczynać się reformy, które doprowadzą do pierestrojki. Ale agenci wywiadu raczej tego nie odczują, gdyż w Afganistanie konflikt będzie się tylko zaostrzać, także dzięki Amerykanom.

Przy okazji, bardzo mocna była scena, w której rezydentura KGB w radzieckiej ambasadzie ogląda wideo z zamordowania przez mudżahedinów radzieckiego żołnierza. Nie oszczędzono nam widoku przestrzelonej głowy ani krótkiej chwili wymiany poglądów między pracownikami wywiadu. Ich cel jest jasny - przeszkodzić Amerykanom w dywersji radzieckich wysiłków w Afganistanie. A mnie naszła refleksja, że podobne scenki musiały odbywać się całkiem niedawno w amerykańskich rezydenturach...

Zobaczyliśmy też wreszcie Gabriela, którego gra Frank Langella (Nixon z filmu "Frost/Nixon"). Nowy opiekun Elisabeth i Philipa zapewne nie pojawia się, by nic nie robić. Swoją drogą, bardzo mi się spodobało, gdy powiedział do swojej podopiecznej "Bądź dobrą amerykańską żoną i zajmij się naczyniami". To było tak... stereotypowe.

Przez cały odcinek sporo się działo - po obu stronach konfliktu. Coś chyba zaczyna świtać w głowie Beemana. Pytanie tylko czy skojarzy siniaki Elisabeth z złamanym nosem swojego szefa. To byłoby zbyt proste, ale być może sprawi, że relacja Stana z sąsiadami zacznie być bardziej skomplikowana z obu stron. Byłoby to naprawdę interesujące.

Najmocniejszą sceną, dla mnie, był jednak moment, gdy Elisabeth słuchała nagrania od swojej matki. Amerykański widz o tym, co było na taśmie dowiedział się chwilę później i bez szczegółów na niej zawartych. Przyznaję - łzy same podeszły mi do oczu.

Spodobał mi się również akcent, który dla mnie był humorystyczny. Amerykanie od dawna lubują się w różnych treningach osobowości i nasi bohaterowie też na taki trafiają, w dodatku jest to słynny podówczas Erhard Seminars Training (EST), mające na celu przekształcanie doświadczeń życiowych, tak by różne sytuacje oczyszczały się same (i tak, to brzmi jak bełkot, tradycyjnie dla wszystkich tego typu "coachingów").

Jeżeli mi coś przeszkadzało, to tradycyjny już nadmiar seksu. Nie mam bladego pojęcia czemu miały służyć ćwiczenia z Kamasutry, no ale może scenarzyści wiedzą. Może to być spowodowane tym, że nadal męczy mnie wątek Marthy.

Mimo to - "EST Men" był świetnym odcinkiem. "The Americans" wraca w znakomitej formie i już nie mogę się doczekać ciągu dalszego.