Seryjnie oglądając #37: "Kiedy znów się spotkamy"

"Castle" (Fot. ABC)

"Castle" (Fot. ABC)

Sporo wydarzyło się w tym tygodniu w moich serialach. Był i powrót seryjnego zabójcy, i wyrywanie zębów, no i ubaw z mrozu w Chicago. A że jeszcze i Reddington się popisywał, to znów nie mam powodów do narzekań. Uwaga na spoilery.

Gdyby nie fakt, że PKP PLK wciąż nie potrafi skończyć remontu na linii łączącej Warszawę z Łodzią (a ciągnie się to już niemal 10 lat), to prawdopodobnie zdążyłbym w tym tygodniu obejrzeć co najwyżej "Castle" i "Brooklyn Nine-Nine". Na nic innego fizycznie by mi nie wystarczyło czasu. Na szczęście na niepunktualność pociągów można jeszcze w tym kraju liczyć...

Dzięki niej mogłem sobi, na przykład podrzemać do "Gotham", które jak zwykle było nudne. Gdyby nie Don Falcone i Pingwin, to pewnie bym nawet dał radę wyjść z tego kina, przepraszam, pociągu gdzieś w Skierniewicach albo Koluszkach tylko po to, by choć trochę przełamać znużenie marnym scenariuszem i drewnianym aktorstwem. Nawet Morena Baccarin nie pomaga - po pierwsze, musiałoby jej być więcej na ekranie, a po drugie, musieliby jej jeszcze napisać coś do zagrania.

Grzejąc się niemiłosiernie w przepełnionym pociągu, schładzałem się więc przygodami dzielnych strażaków z "Chicago Fire", w którym nastąpiła straszna tragedia. Spadło (na oko) jakieś 10 cm śniegu, a miasto w szczęki wziął straszliwy mróz na poziomie -26 stopni Celsjusza. W efekcie padł numer alarmowy, a nasi dzielni strażacy zachowywali się jakby na miasto spadła co najmniej bomba atomowa. Przypomniało mi to, swoją drogą, jak jakieś trzy lata temu przeszedłem pół miasta przy -25 tylko dlatego, że nie chciało mi się kupować biletu. Niemniej, "Chicago Fire" jakby się poprawiło w stosunku do dawnych odcinków.

Nie mogłem się za to nudzić, oglądając "Castle", który wciągnął mnie do tego stopnia, że konduktorka musiała mi machać dłonią przed ekranem, bym ją zauważył. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że odcinek był znakomity, a wszystko dzięki powrotowi 3XK. Zakończenie niemalże zwaliło mnie zaś z nóg (no dobrze, z fotela) i teraz z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg. Do pochwał za świetną intrygę dodam jeszcze pochwałę za króciutki popis Susan Sullivan z początku odcinka - każde pojawienie się matki Castle'a to cymesik i perełka. Aż chce się prosić o więcej. A ta piosenka... dreszcze przechodzą.

O więcej proszę też w przypadku "The Americans". Trzeci odcinek z rzędu jest rewelacyjny, a jedna scena była wprost wielka. Nie zdradzając zbyt wiele szczegółów tym, którzy nie oglądali, powiem tylko, że nie miałem pojęcia, iż domowe wyrywanie zęba można nakręcić w sposób tak intymny. Matthew Rhys i Keri Russell dali w tej scenie z siebie wszystko.

Tradycyjnie zachwycam się też scenami, w których poznajemy, co robi rezydentura radzieckiego wywiadu. Przyznam, że (niezależnie od mojego rusofilstwa) postać Arkadija zdobywa coraz więcej mojej sympatii. To nie tylko bezwzględny szpion, to także lojalny wobec swoich podwładnych szef. Nawet jeżeli ktoś po poprzednim sezonie miał wątpliwości, czy Arkadij zrobił wszystko dla Niny, to po tych trzech odcinkach powinien się ich wyzbyć.

Na deser została mi w tym tygodniu "Czarna lista" i przez dłuższą chwilę obawiałem się, że mnie jednak w tym tygodniu zawiedzie. Jednak potem wszystko się rozkręciło i było więcej niż dobrze. Ciekawi mnie, co wyniknie z problemów agentki Keen, ale i tak w pamięć najbardziej zapadło nonszalanckie zdanie Reda o podtapianiu skierowane do torturowanego człowieka: "Amerykański rząd nie uważa tego za torturę. A ty?"

Gdyby jeszcze "Sleepy Hollow" nie odjechało tak daleko poza granicę absurdu (magiczno-technologiczny hologram Jeffersona z jego wspomnieniami? Serio?), to ten tydzień byłby znakomity, gdyż bardzo dobry odcinek miał też "Mentalista". Czekam na finał tego serialu i nie przeszkadzają mi zdjęcia, które już widziałem. Dla mnie, to naturalne zakończenie "Mentalisty". Jakby się tak nad tym głębiej zastanowić...

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego