Z nosem przy ekranie #60: Powroty i potknięcia

"Person of Interest" (Fot. CBS)

"Person of Interest" (Fot. CBS)

Zaskakująco wiele się działo w tym tygodniu. Seriale kończyły swój pobyt na antenie, trafiały się wielkie powroty, a niektórzy bohaterowie zapomnieli o przyrzeczeniach danych ledwie kilka dni wcześniej. Spoilery.

Nie brakowało też w ostatnich dniach wiadomości o telewizjach – tak, o skandalach też. W efekcie mogliśmy obserwować powstawanie komisji – nic tak przecież nie rozwiązuje problemów, jak powołanie nowego ciała.

Ważne okazało się również słowo "ramówka". No dobrze, nie oglądam zbyt często polskiej telewizji, a lektura programów telewizyjnych zazwyczaj kończy się dość szybkim uśnięciem, niemniej słucham uważnie, gdy największe polskie stacje mają coś do obwieszczenia. I niezmiennie fascynuje mnie to, jakie programy funkcjonują u nas w prime time. Ciekawi mnie też zupełny brak wyobraźni i zapychanie wieczorów produkcjami, dla których o tej porze dnia nie powinno być miejsca. Nic nowego.

W tym wszystkim smuci tylko wyłaniający się z ramówek specyficzny stosunek do widza, który najłatwiej podsumować tak: gałki oczne zwrócą się w stronę odpowiedniej stacji tylko, gdy mózgownice zostaną dostatecznie ogłupione. Pomyśleć by można, że w obecnych czasach tego typu sposób myślenia nie powinien kierować poczynaniami największych stacji. Może czas powołać kolejną komisję?

A tymczasem...

...w "Person of Interest" próbowano powrócić do źródeł, czyli dwuosobowej działalności Fincha (Michael Emerson) i Reese'a (Jim Caviezel). Na szczęście okazało się to niemożliwe i trzeba przyznać, że bardzo dobrze świadczy to o produkcji CBS. Przez ostatnie lata nasi bohaterowie doświadczyli wielu rzeczy, których efekty trwale wpłynęły na nich oraz na całe otoczenie i bardzo dobrze, że do uzmysłowienia tego, jak wiele się zmieniło, scenarzyści wykorzystali, obecnego od samego początku, Fusco (Kevin Chapman) i wpadająca regularnie Zoe (Paige Turco).

Wspominam o powrotach, ponieważ czasem, pomimo nawet najlepszych intencji, rozmaite powroty mogą zwyczajnie wypaść źle. I choć ucieszył mnie wizyta Kelly Nieman (Annie Wersching) i 3XK (Michael Mosley) w ostatnim odcinku "Castle", a na dwuczęściowe przygody Richarda (Nathan Fillion), Kate (Stana Katic) i innych zawsze czekało się w napięciu, to niestety owe 40 minut sprawiło mi ogromny zawód.

Wiem, że wszyscy dookoła zdążyli już pochwalić odcinek zatytułowany "Resurrection", niemniej trudno mi jest przejść obojętnie nad faktem, że samą akcję dałoby się zamknąć w kwadransie, a dotychczas porwania Beckett wraz z jej uwolnieniem spokojnie mieściły się w pojedynczych odcinkach (np. 6x17 – "In the Belly of the Beast"). Zaskoczyło mnie też nagromadzenie retrospekcji, które ani nie były zbyt potrzebne, ani nie służyły niczemu poza zapełnianiem kolejnych minut. Ich nadmiar wprowadzał do opowieści bardzo dziwny rytm, a szkoda, bo sam pomysł wskrzeszenia Jerry'ego Tysona należy uznać za bardzo ciekawy.

Za to ostatnio...

... z anteną TBS pożegnało się "Ground Floor". Finałowy pobyt w Las Vegas obfitował w zaskakujące wyznania, śmieszne nieporozumienia i dziwne przygody. Heather (Anna Camp) szalała z Threepeatem (Rene Gube), a z jakiegoś powodu mało kto potrafił oprzeć się namiętnemu obrączkowaniu. Wreszcie po 20 minutach przyszedł czas na napisy końcowe, a tuż po nich dotarło do mnie, że będzie mi tej komedii brakować i nawet nie wiem dlaczego.

Całkiem możliwe, że...

...Juliette (Bitsie Tulloch) wreszcie opuści grono najbardziej męczących postaci w telewizji. Niespodziewana przemiana w Hexenbiest spowodowała, że jej historia wreszcie jest interesująca, a i należą się ogromne brawa za nieoceniony wkład w demolowanie własnego domu. Docenić wypada też te sceny, w których po kolejnych dawkach przemocy, Juliette spokojnie czekała na Nicka (David Giuntoli) – szkoda, że skończyło się na ledwie dwóch.

Swoją drogą, ciekawe czyją pensję pochłaniają wydatki na ciągłe remonty.

Nieudana korekta, hmm, wszystkiego... ("Grimm"/ Fot. NBC)

Nieudana korekta, hmm, wszystkiego... ("Grimm"/ Fot. NBC)


Na marginesie...

...za oceanem zakończyła się 12. seria "Top Chef", jednego z tych programów, które w trakcie ostatniej dekady zawitały wszędzie i którego karykaturę możemy oglądać również i u nas. Od kilku sezonów niestety coraz bardziej widoczne są kłopoty, z jakimi zmaga się ten program. Niższy poziom uczestników, regularne zmiany zasad, wciąż mające więcej minusów niż plusów "Last Chance Kitchen" i problemy z wyrazistością sędziów, bo prawdopodobnie nikt się nie spodziewał, że Richard Blais będzie tak bezbarwny, coraz częściej powodują, że człowiek zastanawia się, kiedy wreszcie ów program zostanie skasowany.

W telewizji zabrzmiał...

…SOHN. Jego "The Chase" pojawiło się w ostatnim odcinku "Arrow" w trakcie spokojnej chwili z kołderką i winem w tle – na moment przed zabawami cyjankiem i strzałami. Był to jeden z zaledwie kilku momentów – drugim było poinformowanie Quentina (Paul Blackthorne) o śmierci Sary – w całym "Canaries", w którym scenarzyści nie potykali się o własne nogi, pióra i klawiatury. Ktoś pamięta, który z bohaterów proklamował ostatnio, że już nigdy nie opuści mieszkańców Starling City?

Tradycyjnie już dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

Do zobaczenia!

REKLAMA