Hity tygodnia: "Dwóch i pół", "Wikingowie", "Castle", "Shameless", "Parks & Rec", "Fortitude"

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

"Dwóch i pół" (12x15-16 - "Of Course He's Dead")

"Dwóch i pół" (Fot. CBS)

"Dwóch i pół" (Fot. CBS)


Nikodem Pankowiak: Naprawdę jestem w szoku, bo po serialu, którego poziom mocno opadł jeszcze za czasów Sheena, nie spodziewałem się już niczego dobrego. A tu proszę, takie zaskoczenie! Nie wiem, jak Chuck Lorre to zrobił, ale udało mu się stworzyć niewiarygodnie dobry finał, w którym twórcy i aktorzy wykazali się ogromnym poczuciem dystansu.

Zaczęło się od Ashtona Kutchera, który mówi, że nie może się doczekać, aż to wszystko wreszcie się skończy, a dalej było już tylko lepiej. Bezlitośnie obśmiano wszystkie absurdy, jakie wydarzyły się na przestrzeni tych 12 sezonów, a aby to zrobić, zatrudniono samego Arnolda Schwarzenegera. Na chwilę pojawił się też Christian Slater, wróciła dawno nie widziana Marin Hinkle w roli Judith czy April Bowlby jako Kendi.

Przez ekran przewinęło się naprawdę dużo dobrze znanych widzom postaci, ale największym hitem był powrót Angusa T. Jonesa, który rozstał się z serialem w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Facet (kiedyś tytułowe pół faceta) wpadł na moment, pośmiał się z zarabiania ogromnych pieniędzy na głupich żartach i wyszedł, ale cała scena wypadła genialnie, zwłaszcza że aktorzy znów przebili tzw. czwartą ścianę i zwrócili się prosto do widza.

Nie wrócił ten, na którego wszyscy czekali, czyli Charlie Sheen, ale jego duch unosił się w powietrzu przez cały odcinek. Twórcy wyśmiali nowy serial Sheena, tygrysią krew i jeszcze kilka innych rzeczy, a na końcu zrzucili na niego fortepian. Poziom meta. Może dobrze, że nie wrócił, bo, jak stwierdziła Berta, mogłoby to oznaczać kolejne pięć sezonów…

Marta Wawrzyn: I ja jestem bardzo, bardzo zaskoczona. "Dwóch i pół" znalazło kolejny sposób, by dopiec Charliemu Sheenowi, ale zrobiło to z dużym wdziękiem, natrząsając się co chwila z samego siebie. Ten finał to pozytywna mieszanka totalnej głupoty, z jakiej ten serial zawsze słynął, i metapoziomu, który zwykle był mu obcy.

Fortepian spadający na Chucka Lorre'a w ostatniej scenie stanowił dla mnie tak cudowną niespodziankę, że chichoczę do teraz na myśl o tym, co się wydarzyło. Na jego miejscu zrobiłabym dokładnie taki sam finał. Bo na tym etapie, po tym wszystkim co zaserwowano w 12 sezonach, traktowanie siebie poważnie naprawdę nie uchodzi. Ale na pewno dużą sztuką jest pójść na całość w wyśmiewaniu samego siebie i nie przegrać. Zgadzam się z Nikodemem, że to się udało i że wszystko tu zagrało tak jak powinno. Oprócz tych dwóch nieszczęsnych fortepianów, które nie zagrają już nigdy. Hehe. Taki żarcik w stylu "Dwóch i pół".

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,