"The Walking Dead": Zombie nie umiera nigdy

Fot. AMC

Fot. AMC

Serial o świecie po Apokalipsie powraca w wielkim stylu. Fani zostali wynagrodzeni za długie miesiące oczekiwania na 2. serię "The Walking Dead". Spoilery!

Poprzedni sezon "The Walking Dead" zakończył się wielką eksplozją. Dosłownie – w powietrze wyleciało centrum walki z chorobami zakaźnymi. Ośrodek naukowy miał być wyspą szczęścia wśród morza zombie, a okazał się być śmiertelną pułapką. W ostatniej scenie Rick Grimes (Andrew Lincoln) zabrał swoją grupkę na dalsze poszukiwania resztek cywilizacji.

W 1. odcinku 2. sezonu ("What Lies Ahead") dowiadujemy się, że uciekinierzy nie dotarli zbyt daleko. Spotykamy ich na autostradzie do Fort Benning, gdzie utykają przed barykadą złożoną opuszczonych samochodów. No, niezupełnie opuszczonych...

Chwile gdy nasi bohaterowie w ukryciu przeczekują najazd zombiaków naprawdę trzymają w napięciu. A potem emocji jest tylko więcej – poza pewnym denerwującym elementem. Trudno mi było znieść przerywniki w postaci pseudopsychologicznych pogadanek i etycznych rozważań. Owszem, ktoś może to uznać za interesujący sposób na nadawanie serialowi głębi – tak żeby nie była to sztampowa historia o zombie.

Ale przecież "The Walking Dead" i bez dylematów "strzelić sobie w łeb czy nie strzelić" jest niesztampową produkcją – przede wszystkim dzięki przemyślanym przez scenarzystów zwrotom akcji oraz realistycznemu zachowaniu postaci. Bohaterowie serialu zachowują się właśnie tak, jakby zachowywali się ludzie postawieni w krańcowej sytuacji (i to niekoniecznie ataku zombie). Widz to dostrzega, nie trzeba mu tego łopatologicznie tłumaczyć.

Na szczęście "What Lies Ahead" nie pogrąża się w gadaninie tak bardzo, jak np. 5. odcinek poprzedniej serii. Po moralnych dyskusjach znów przychodzi czas na wartką akcję. A kolejny epizod zapowiada się wyjątkowo emocjonująco.