Z nosem przy ekranie #62: Powtórne spotkania

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)

Wydarzenia ostatnich dni sugerują, że nie warto niczego planować. Przykładowo gdybym pisał ten odcinek we wtorek, trafiłyby do niego zupełnie inne seriale. Tymczasem, po raczej ekscytujących dwóch dobach, wszystko uległo zmianie, a przecież nie wypada również nie wspomnieć o 3. sezonie "House of Cards". Spoilery.

W końcu wczoraj część świata postanowiła przez jakiś czas uważnie obserwować działalność prezydenta Underwooda (Kevin Spacey). Również nad Wisłą, Odrą i w ich okolicach można było mówić o dniu, w którym przynajmniej przez kilka godzin "Frank" nie kojarzył się jedynie z tym szwajcarskim.

I choć obstawiam, że finalnie najciekawszym elementem całej serii będzie to, że telewizyjny POTUS spędził trochę czasu nad "Monument Valley" oraz "The Stanley Parable" i tak cieszę się, że seriale są obecnie w stanie przekonać ludzi do rzucenia wszystkiego w kąt na kilka godzin. I chociaż przeczuwam, że gdyby "House of Cards" puszczano po jednym odcinku na tydzień, spotkałby się z równie gwałtowną krytyką, jak np. 2. sezon "Sleepy Hollow", to i tak doceniam to bardzo istotne serialowe wydarzenie.

A tymczasem...

…w "The Mysteries of Laura" doszło do spotkania po latach Willa i Grace albo raczej Erica McCormacka i Debry Messing. Ich wspólna obecność na ekranie sprawiła mi mnóstwo frajdy i nie przeszkadzało nawet to, że sama sprawa tygodnia nie zrobiła za specjalnie dobrego wrażenia.

Zresztą gdy grany przez McCormacka dr Devlin trafiał na kolejne przesłuchanie, zdałem sobie sprawę, że ta wizyta mogła wypaść znacznie lepiej. Wyobraźcie, że McCormack nagle pojawia się na 2. posterunku jako Daniel Pierce z "Perception", a następnie połączcie jego zwykły dzień z typowymi wydarzeniami w życiu detektyw Diamond...

Ach, marzenia.

Za to ostatnio...

…w "Backstrom" odwiedziliśmy portlandzkie Chinatown, a w trakcie wycieczki nie zabrakło odwiedzin u jasnowidzów i miłośników prania różnych rzeczy – w tym pieniędzy. Nie było to jednak najdziwniejsze miejsce, jakie mogliśmy zwiedzić w tym tygodniu, gdyż niejaki Castle (Nathan Fillion) wybrał się na Marsa. No dobrze, "prawie" na Marsa, ale przecież były skafandry, ciasne przestrzenie, czerwony piasek i komputery o morderczych skłonnościach.

Skoro już jesteśmy przy wypadach za miasto, to wypada dodać, że Oliver (Stephen Amell) z Digglem (David Ramsey) postanowili zorganizować sobie wycieczkę w góry. Niestety, jeśli chodzi o standard pokoi, jedyny hotel w okolicy nie spełnił pokładanych nadziei, choć wypada dodać, że przynajmniej obsługa z zaangażowaniem podchodziła do swojej pracy.

Teraz to już wszystko nazwą apartamentem... ("Arrow"/ Fot. The CW)

Teraz to już wszystko nazwą apartamentem... ("Arrow"/ Fot. The CW)


Na marginesie...

…czasem zdarza mi się czytać, co tam Chuck Lorre wypisuje na białych kartach na końcu swoich seriali. Tak też było w przypadku kończącej ostatni odcinek "The Big Bang Theory" Vanity Card oznaczonej numerem 492 i muszę przyznać, że jej treść była niezwykle deprymująca.

Nie dlatego, że opisywany przez niego incydent jest jakoś specjalnie dramatyczny, ale dlatego, że minęło 30 lat, a u nas ten typ przekonań wciąż ma się dobrze. Co więcej, warianty owego podejścia praktykowane są wśród tworzących seriale, gry, programy telewizyjne, literaturę, muzykę itp. Istnieje również wśród piszących o powyższych, a także pośród układających ramówki i specjalistów od wciskania rozmaitych produktów.

I nie zrozumcie mnie źle, nie narzekam – nie przepadam za obrażaniem się na rzeczywistość. Czasem odnoszę jednak wrażenie, że traktowanie odbiorcy, jak barana jest u nas poglądem dominującym... i pewnie jeszcze długo będzie.

Plotkarz Bluebellski

...W Bluebell wszystko kręci się wokół klaty Wade'a (Wilson Bethel). Klaty, która rządzi miastem, a którą Wade świecił już lata przed tym, jak losy mieszkańców naszego ulubionego miasteczka trafiły na antenę The CW. Niestety Wade'owski kaloryfer odmówił komentarza w tej sprawie.

Równie duże zainteresowanie wzbudziła próba opisania skomplikowanego życia emocjonalnego poszczególnych bohaterów. Pomysł z przygotowaniem diagramów czy specjalnych infografik wydawał się zresztą całkiem sensowny, szczególnie gdy jakiś turysta na własną rękę próbowałby dociekać kto z kim i dlaczego.

Na koniec wypada wspomnieć o trudnej, emocjonalnej przeprawie rodziny Breelandów. Pojawienie się Alice to jedna z najciekawszych bluebellskich opowieści ostatnich lat i należy docenić troskę o to, jak opowiadana jest ta historia.

W telewizji zabrzmiało...

…"The Way You Look Tonight". Utwór w wykonaniu Binga Crosby'ego i o ile się nie mylę, Dixie Lee usłyszeć można było w ostatnich minutach finałowego odcinka 1. sezonu "Marvel's Agent Carter". I gdy Peggy Carter (Hayley Atwell) żegnała się wreszcie z rozpościerającym się nad całym serialem cieniem Steve'a Rogersa, wpadło mi do głowy, że jeśli powstałby kolejny sezon tej produkcji, to brak wyraźnych i licznych odniesień do Kapitana Ameryki mógłby wszystkim wyjść na zdrowie.

Tradycyjnie już dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

RIP, Mr. Nimoy

Do przyszłego tygodnia.