"Podejrzany" (1x01-02): Sekrety i kłamstwa małego miasteczka

"Secrets and Lies" (Fot. ABC)

"Secrets and Lies" (Fot. ABC)

Nowy serial kryminalny z Ryanem Phillippem i Juliette Lewis w rolach głównych zapowiada się całkiem ciekawie, a momentami nawet wciąga. Ale jednak nie porywa tak jak mógłby.

Produkcja Podejrzany" (w oryginale "Secrets and Lies") będzie miała swoją premierę 2 marca o godz. 21:00 w AXN-ie – zaraz po amerykańskiej premierze. Nam jednak stacja pokazała przedpremierowo dwa pierwsze odcinki.

Na czym polega fabuła serialu? Oto młody malarz pokojowy Ben (Ryan Phillippe) odkrywa podczas porannego joggingu ciało dziecka. Jak się okazuje – dziecka swoich sąsiadów. Choć z oczu mu raczej dobrze patrzy, Ben staje się głównym podejrzanym ambitnej pani detektyw, w którą wciela się Juliette Lewis.

Choć początek "Podejrzanego" jest nieco senny, akcja w pewnym momencie się całkiem fajnie rozkręca. Nie brakuje udanych twistów, a scenarzyści podsuwają nam sporo różnych wątków i podpowiedzi co do zbrodni. Niektóre – jak w wielu kryminałach – okazują się zupełnym blefem. Zagadka może wciągać. Bo choć Ben z początku wydaje się zupełnie niewinny, szybko okazuje się, że ma całkiem sporo grzeszków na sumieniu. Do tego zupełnie nie pamięta, co robił feralnej nocy, kiedy dziecko sąsiadów zniknęło.

Niestety, całkiem wciągającą zagadkę kryminalną trochę przyćmiewają popkulturowe klisze, których w serialu, stanowiącym remake australijskiej produkcji pod tym samym tytułem, jest zwyczajnie za dużo.

Prosty człowiek wciągnięty w intrygę, której zupełnie nie rozumie? Widzieliśmy i czytaliśmy to już setki razy – nawet jak ktoś nie zna kanonu lektur, to musiał się spotkać z książkami czy filmami o Bournie czy jemu podobnych bohaterów. Senne miasteczko, w których mieszkańcy mają trupy w szafach? Także widzieliśmy to wiele razy. Albo kolejna klisza – mały grzeszek z przeszłości, który wraca i niszczy życie szczęśliwej pary. To jednak nie wszystko – mamy też dziennikarskie hieny, które nie dają żyć głównemu bohaterowi albo zbuntowaną nastolatkę. Szkoda, że nie zdecydowano się na coś odważniejszego i bardziej zaskakującego.

Choć trzeba przyznać, że wynagradza nam to trochę całkiem nieźle dobrana obsada i ładne zdjęcia sennej amerykańskiej prowincji. A jeśli do tego ktoś gustuje raczej w amerykańskiej niż skandynawskiej szkole kryminału, to na pewno zawiedziony "Podejrzanym" nie będzie.

REKLAMA