Z nosem przy ekranie #63: Miasta, miejsca, szlaki

"Battle Creek" (Fot. CBS)

"Battle Creek" (Fot. CBS)

Tucson, Battle Creek, Modesto – w ostatnich dniach nie brakowało nowych miejsc do zwiedzania. Nie dało się też zapomnieć o mieścinach, do których wróciliśmy po dłuższej przerwie oraz o tych metropoliach, z których nie sposób się wydostać. Zaskakująco ciekawy był to tydzień. Spoilery.

Prawdopodobnie już o tym wspominałem, ale praktycznie od zawsze miałem słabość do rozmaitych wizji przyszłości pisanych dawno, dawno temu. Do wszelkich wymyślnych projektów tworzonych z myślą o poprawieniu losu ludzi na tej dziwnej planecie. Koncepcji, które – jeśli już je realizowano – rzadko kiedy działały zgodnie z intencją ich twórców. Zresztą, aby przypomnieć sobie, że sprawia mi to ogromną frajdę, potrzebowałem spędzić kilkadziesiąt minut w kolejce. Dla ścisłości – w kolejce na poczcie. Jeszcze dokładniej: w kolejce na poczcie będącej efektem wdrożenia systemu mającego doprowadzić do braku tychże.

Ciekawe, czy kiedykolwiek ktoś się przyznał, że zarządzana przez niego firma celowo wprowadziła rozwiązania mające na celu wydłużenie czasu spędzanego na czekaniu przez znudzonych życiem klientów. Oczywiście w celu pobudzenia ich wyobraźni...

A tymczasem...

...Battle Creek w stanie Michigan ma wszystko, co mogłoby zainteresować widza. Niedoinwestowane komisariaty, ciekawe widoczki, własnego agenta FBI i całkiem interesujący zestaw fikcyjnych mieszkańców. Jasne, twórcy "Battle Creek" korzystają z bardzo prostych środków, aby zachęcić widzów do oglądania swojego serialu, niemniej i tak wypada im podziękować za każdą minutę, w której ekran nie został zasypany płatkami śniadaniowymi. Nawet Wikipedia podpowiada, że mogło się to zdarzyć.

W ostatnich dniach wróciliśmy również do tak słynnych miejsc, jak Storybrooke. Do tego znanego wszystkim miasteczka, z którego albo ktoś próbuje się wyrwać, albo do którego dany delikwent za wszelką cenę stara się dostać. Mieściny, w której, pomimo stosunkowo sennej atmosfery, mieszkańcom nuda nie grozi, a policja polega raczej na magii niż na porządnym wyposażeniu.

W sumie to chętnie połączyłbym jedno z drugim: nasłanie Emmy Swan (Jennifer Morrison) na agenta Chamberlaina (Josh Duhamel) mogłoby być całkiem zabawne. Szczególnie gdyby ich śladem podążył pewien pirat, kilka wiedźm i złoty, ekhm, emeryt z szalikiem, choć bez kompasu czy sztyletu.

Za to ostatnio...

...w "The Last Man on Earth" na parkingach grano w kręgle, samochody wybuchały, a muzea stały się źródłem nietypowych mieszkaniowych ozdób. Owszem, nie rozumiem, na co komu w chałupie mumia, czemu nie zamienić posiadanej nieruchomości na taką z działającą kanalizacją oraz dlaczego ominęła nas wizyta głównego bohatera w Strefie 51, ale co ja tam wiem. Nawet z tłumem ludzi dookoła miewam kłopoty z wyobrażaniem sobie zwyczajnego życia nad Wisłą.

Swoją drogą, serial stacji FOX pokazuje ogromny postęp, jaki dokonał się w kilku ostatnich dekadach. W pierwszym odcinku "The Twilight Zone" – "Where is Everybody?" – bohaterowi odbiło po ledwie kilkuset godzinach, tymczasem w "The Last Man on Earth" mijają całe lata, a Phil (Will Forte) i Carol (Kristen Schaal) wydają się całkiem normalni. No dobrze, relatywnie normalni.

Prawdopodobnie każdy o tym marzył... ("The Last Man on Earth"/ Fot. FOX)

Prawdopodobnie każdy o tym marzył... ("The Last Man on Earth"/ Fot. FOX)


Zaledwie kilka sekund...

...wystarczyło, aby docenić, że w "American Crime" pojawił się Timothy Hutton, dla którego była to pierwsza wizyta w telewizji od zdjęcia z anteny "Leverage". Co więcej, praktycznie każdy moment, w którym był obecny; każda scena, w której się znajdował, była zwyczajnie szalenie dobra. Należy szczególnie docenić też te chwile, w których w jego pobliżu pojawiała się Felicity Huffman, i po prostu je zobaczyć, nawet jeśli sam serial może komuś nie przypaść do gustu.

Nie wiem, co przyniosą kolejne odcinki, niemniej pojawienie się Huttona w telewizyjnym Modesto w stanie Kalifornia to jedna z lepszych informacji ostatnich dni.

Plotkarz Bluebellski

Kolejny miesiąc minął w Alabamie. Serio, cały miesiąc! W siedem dni! W międzyczasie Wanda (Mallory Moye) i Tom (Ross Philips) doczekali się córki, a przy okazji raz jeszcze okazało się, że Tom prawdopodobnie jest spokrewniony z Kirkiem ze Stars Hollow (tak, tak – "Gilmore Girls"). Przynajmniej tyle sugerowałaby jego wizja kariery zawodowej.

Z pozostałych wiadomości: Lemon (Jaime King) i Lavon (Cress Williams) zaliczyli błotną kąpiel, a także wyznali sobie wreszcie to, co od dawna mieli sobie wyznać. Dzięki temu przed widzami otworzyła się fantastyczna perspektywa: obserwowanie Zoe (Rachel Bilson) i Lemon pod jednym dachem. Jak widać w Bluebell marzenia wciąż się spełniają.

W telewizji zabrzmiało...

..."Dark hopes". Utwór Barbossy pojawił się w ostatnim odcinku "Elementary". Choć od telewizyjnych wycieczek do Nowego Jorku trudno uciec i często bywają one nudnawe, to zderzenie z pozostałością po działaniach tego innego Sherlocka – tego, który gubił całe dni i który nie panował nad każdą sytuacją – było bardzo interesującym doświadczeniem. To spojrzenie z oddali na czasy Sherlockowego nałogu pozwoliło Jonny'emu Lee Millerowi wydobyć ze swojego bohatera emocje, których od jakiegoś czasu nie widzieliśmy, a widzom umożliwiło jeszcze bardziej docenić sam odcinek, jak i cały sezon.

Tradycyjnie już dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

Do zobaczenia.