Frank Underwood popularniejszy od Baracka Obamy

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)

Chcielibyście, aby naszym krajem rządził ktoś taki jak Frank Underwood? Amerykanie najwyraźniej by chcieli! To nie żart, to prawdziwy sondaż, pokazujący jakie poparcie ma Barack Obama, a jakie serialowi prezydenci. Możliwe spoilery z "House of Cards".

Barack Obama ostatnio dołuje w sondażach, bo taki już los prawdziwych polityków, którzy po kilku latach rządów nie mogą się pochwalić wybitnymi osiągnięciami. A jak w porównaniu z nim wypadliby serialowi prezydenci? Z sondażu przeprowadzonego przez Reuters-Ipsos wynika, że wszyscy mają w USA wyższe poparcie niż prawdziwa głowa państwa.

Według tego sondażu poparcie dla Baracka Obamy w tej chwili wynosi 46%, tymczasem Franka Underwooda poparłoby aż 57% Amerykanów. To ciekawy wynik, biorąc pod uwagę, jak wyglądała droga Underwooda do władzy. Czyżby wyborcy nie mieli nic przeciwko temu, aby krajem rządził zbrodniarz, byle silny i skuteczny? Czy po prostu ten wynik wziął się stąd, że wśród ankietowanych było wiele osób, które tylko udają, że widziały "House of Cards"? Tego nie wiemy.

Ale Frank Underwood i tak wypadł słabiej od innych serialowych prezydentów. Davida Palmera z "24 godzin" popiera aż 89% respondentów. Jed Bartlet - Sorkinowski prezydent idealista z "West Wingu" - ma poparcie na poziomie 82%. Nieźle wypadli też Laura Roslin z serialu "Battlestar Galactica" (72%) i Fitz Grant ze "Skandalu" (60%). Niestety, w sondażu w ogóle nie uwzględniono Seliny Meyer z "Veepa".

Skąd wzięły się takie wyniki? Komentując ten sondaż, Deadline pisze, że ludzie są po prostu głupi. I przytacza kolejną ankietę, z której wynika, że Amerykanie nie mają pojęcia, na czym polega trójpodział władzy. Tylko 36% jest w stanie prawidłowo nazwać wszystkie trzy gałęzie władzy (prezydent, Kongres, sądy), 35% nie potrafi nazwać ani jednej (!). 60% Amerykanów nie wie, które partie mają większość w Senacie i Izbie Reprezentantów. Itd., itp.

Nie można więc się dziwić, że są wśród nich i tacy, którzy chcieliby na prezydenta raczej Franka Underwooda niż Baracka Obamę. W końcu jest inteligentny, skuteczny i ma fajną żonę. Czego chcieć więcej od polityka?