Pazurkiem po ekranie #67: Polowanie na jelenia

"Żona idealna" (Fot. CBS)

"Żona idealna" (Fot. CBS)

W "Żonie idealnej" byliśmy świadkami polowań, prawdziwych i metaforycznych, w "The Last Man on Earth" pojawiły się fajerwerki, a w "Justified" coś, co mój kolega Kolanko Michał nazwałby gamechangerem. Niezły tydzień zaliczył też Saul Goodman i niezawodni w tym sezonie Gallagherowie. Uwaga na spoilery.

Ten tydzień upływa mi głównie na męczeniu "Bloodline", o którym więcej pisałam tutaj. Serial jest świetny aktorsko, ma mocne momenty i potrafi budować klimat, ale czegoś ewidentnie tutaj zabrakło. Na cztery odcinki przed finałem wydaje mi się, że niczym już nie zostanę zaskoczona, a sama droga do tego braku zaskoczenia wydaje mi się coraz bardziej uciążliwa. Być może się mylę, być może za kilka godzin kapcie mi pospadają. Nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń, ale z odcinka na odcinek moje rozczarowanie jednak rośnie.

Tymczasem gdzieś w lesie w Wyoming...

...Diane Lockhart ustrzeliła jelenia i klienta za jednym zamachem, zaliczając w międzyczasie ostrą dyskusję o dzieciach nienarodzonych. Ależ to było ekscytujące! A jeśli obawialiście się o to, czy jej związek z wąsaczem aby na pewno jest solidny, po tym, co zobaczyliście teraz, chyba już nie macie wątpliwości, że żadnych dramatów w stylu "Mody na sukces" tutaj nie będzie. To fantastyczna, zgrana drużyna, która co prawda nie wysadzi razem w powietrze domu pełnego Republikanów, ale pomijając takie drobiazgi, potrafi świetnie współdziałać. Więcej takich małżeństw na ekranie poproszę.

Równie ciekawie, choć z innych powodów, wypadło w najnowszym odcinku "Żony idealnej" małżeństwo Florricków. Kiedy ci dwoje działają razem, są równie przerażający jak Clintonowie - jak gdyby określenie power couple zostało stworzone specjalnie dla nich. Nic dziwnego, że nawet Jon postanowił się wycofać, choć pewnie z niejednego pieca chleb już jadł.

tgw-alicia4

W zamieszanie związane z wyborami i polowaniem na jelenie/klientów zgrabnie wpasowano najlepszy chyba product placement, jaki kiedykolwiek widziałam - czyli grę w Halo. Julianna Margulies wyglądała jak zawodowiec, Finn wyraźnie został już wrzucony do koszyka z napisem "przyjaciele", a międzyczasie przyszedł jakiś wynik. To nie było zaskoczenie, oczywiście że nie, "Żona idealna" zbliża się powoli do końca, a na końcu Alicia Florrick musi triumfować. A żeby historia zatoczyła koło, nie może też zabraknąć kogoś w rodzaju Lemonda Bishopa, kto jej przypomni, w co się wpakowała. Nie wiem, czy kiedykolwiek zobaczymy "świętą Alicię" tłumaczącą się ze skandalu z Peterem stojącym za nią z posępną miną, ale co do tego, że i ona w końcu porządnie się ubrudzi, nie mam wątpliwości. W końcu cyniczne zagrania to znak firmowy "Żony idealnej".

W Albuquerque w stanie Nowy Meksyk...

...pewien facet wyszedł tak po prostu z domu, poszedł do auta, otworzył bagażnik i wyjął z niego potrzebne papiery. A my mogliśmy na to tylko patrzeć z rozdziawionymi gębami, powtarzając, że ha, przecież cała ta choroba od początku siedziała w jego głowie. Chuck McGill w ogóle był w odcinku "Rico" świetny - bezlitosny i jednocześnie bezbronny jak dziecko - i dał nam 20 milionów powodów, abyśmy siedzieli jak na szpilkach, czekając na kolejny odcinek.

Nie mogę się też nadziwić, jak wiele udało się wycisnąć z postaci Saula Goodmana. W "Breaking Bad" jego dyplom, zdobyty na uniwersytecie w Samoa Amerykańskim, czyli terytorium zależnym USA, gdzie mieszka mniej ludzi niż chociażby w Tarnowie, wyglądał jak żart. Tak samo zresztą prezentował się sam bohater. Po najnowszym odcinku "Better Call Saul" już wiadomo, że się myliliśmy. Saul Goodman to nie żart, to gość, który zaczynał od zera, od studiów ukończonych w trybie korespondencyjnym i rozmów biznesowych prowadzonych z miejsc służących do zupełnie innych celów. To prawdziwy amerykański self-made man, który o wszystko w życiu musiał walczyć. Nie klaun, nie papuga, nie gadatliwy natręt, a facet, który dobrze wie, co robi.

better-call-saul-episode-108-jimmy-odenkirk-935-2

A w Tucson w Arizonie...

...zaroiło się od ludzi. Zaraz pewnie jeszcze się okaże, że rzecz wcale nie dzieje się na Ziemi - i tak oto po paru odcinkach będziemy już całkiem mogli wyrzucić tytuł do kosza. Nie ulega już wątpliwości, że FOX z nas zakpił i sprzedał nam pod przykrywką serialu o życiu po apokalipsie prawie całkiem zwyczajną komedię o relacjach damsko-męskich, która aż tak się nie różni od wszystkiego, co widzieliśmy do tej pory.

Nie zrozumcie mnie źle, "The Last Man on Earth" to i tak jedna z ciekawszych rzeczy tej wiosny. Scena w barze z Melissą i piłkami miała w sobie i magię, i coś przerażającego autentycznego. Will Forte potrafił sprawić, że jego bohatera zrobiło mi się naprawdę żal, choć wcześniej, przez całe dwa odcinki zachowywał się jak palant. Ale im bardziej zaludnia się Tucson, tym mniej wyjątkowy wydaje mi się serial FOX-a.

W obskurnym barze w Kentucky...

...zabrzmiało "Let's Be Bad", a ja nie mogę wyrzucić z głowy słowa gamechanger. Skoro już i tak cały dzisiejszy Pazurek wypakowany jest zagranicznym słownictwem, niech zostanie i to. Bo nie mam pojęcia, jak lepiej nazwać to, co zrobiła pod koniec odcinka "Trust" Ava Crowder. Że wybrała siebie, to mało powiedziane. Ona popełniła właśnie totalne szaleństwo, a ja bym strasznie chciała, żeby jej się upiekło.

A w Chicago...

...w Chicago jak zwykle świetnie wypadło "Shameless", które zrobiło nam coś wyjątkowo okrutnego. Sammi to niewątpliwie skomplikowana dama z marginesu, która niby od początku miała w sobie coś z socjopatki, ale jednocześnie wiedzieliśmy, że przecież życie nie traktowało jej lekko. Teraz jej zabrali ukochanego człowieka, więc ona zrobiła dokładnie to samo. Oko za oko, prosta sprawa. A jednak straszniejszego ciosu być nie mogło, zwłaszcza po tym dniu, który sprawił, że Ian wreszcie coś poczuł.

Tymczasem Debbie chyba postanowiła sobie złapać nową rodzinę, inaczej jej głupiego zachowania wytłumaczyć się nie da. Znając życie i seriale, za chwilę rzeczywiście przytrafi jej się ciąża, bo jeden brat w poprawczaku, a drugi w więzieniu to dla Fiony po prostu za mało. Uff...! Tyle dramatów i tak pięknie wciąż to działa. A przecież to już 5. sezon.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.