"The Walking Dead" (5x16): Na domowym froncie

"The Walking Dead" (Fot. AMC)

"The Walking Dead" (Fot. AMC)

Ostatni, trwający ponad godzinę odcinek "The Walking Dead" w tym sezonie to jego godne, mocne zakończenie. Chociaż nie był to perfekcyjny sezon, to kilka odcinków dobrze zapisze się w historii serialu. Spoilery.

Jeszcze kilka tygodni temu - przed początkiem historii dotyczącej społeczności w Alexandrii - wydawało się, że 5. sezon "The Walking Dead" zmierza w coraz gorszym kierunku. Po mało interesującym wątku w Atlancie i szpitalu Grady Memorial fani serialu musieli zmierzyć się tak nieudanymi odcinkami jak "Them" czy "What Happened and What’s Going On". Ten ostatni odcinek to niewątpliwie jeden z najgorszych w sezonie, jeśli nie w całym serialu

Na szczęście później było już tylko lepiej, czego dowodem jest bardzo mocny finał. Rick Grimes i jego przyjaciele pojawili się w Alexandrii - społeczności, która nie okazała się być miejscem opanowanym przez "złych". Nie ma tu kanibali jak w stacji Terminus czy opresyjnej dyktatury Gubernatora. Grupa Ricka i widzowie serialu przyzwyczaili się, że nawet jeśli coś wydaje się bezpieczne, to wkrótce sprawy pójdą w fatalnym kierunku, a główni bohaterowie zostaną zmuszeni do jeszcze bardziej desperackiej walki o przetrwanie. Zagrożenie było zawsze zewnętrzne i prowadziło do tragicznych wydarzeń - zwykle śmierci jednego lub kilku głównych postaci.

Wątek Alexandrii i w miarę normalnej społeczności, która zamieszkuje to miasteczko, jest ciekawy, bo przełamuje pewien stereotyp, do którego przez lata się przyzwyczailiśmy. Szok dla Ricka i innych wywołany próbą adaptacji do normalnych warunków jest interesujący, ale jeszcze ciekawsze jest to, co dzieje się dalej. Wydawałoby się, że "Conquer" będzie kulminacją wątku, w którym to Rick będzie próbował przejąć władzę i wprowadzić dyktaturę. Stało się jednak nieco inaczej. Ale samo to, iż to Rick i jego grupa są pokazani w bardziej ambiwalentnym świetle sprawia, że cała druga połowa sezonu jest tak dobra. Zwłaszcza morderczy szał Ricka w przedostatnim odcinku to scena, która zapada w pamięć, podobnie jak moment w finale, w którym nazywa swoje miejsce zamieszkania domem.

Rozterki dotyczące "domu" i jego poszukiwania były w TWD typowe, ale dopiero 5. sezon pokazał prawdziwy potencjał takiej historii, dając głównym bohaterom, po raz pierwszy od początku apokalipsy, szansę na prawdziwe życie. Wykorzystanie tej szansy jest oczywiście dużo trudniejsze w praktyce.

Finał sezonu nieźle podsumowuje większość wątków w Alexandrii, jest też jednocześnie zapowiedzią kolejnego starcia. Tym razem z autentycznym zagrożeniem zewnętrznym, czyli z grupą bandytów o nazwie Wolves. W finale główne wątki serialu, czyli dylematy dotyczące granic tego, co trzeba robić, by przetrwać są w bardzo wyrazisty sposób podsumowane, zwłaszcza w scenie spotkania całej społeczności. Starcie idei reprezentowanych przez Ricka i Deannę Monroe (przywódczyni lokalnej społeczności, przypominająca nieco kapitan Janeway ze "Star Trek: Voyager", w tej roli Tovah Feldshuh) to jeden z lepszych i bardziej subtelnych - w serialu, gdzie o subtelność zawsze było trudno - wątków w całym sezonie. Także powtórne spotkanie Ricka i Morgana Jonesa to jedna z lepszych scen w całym odcinku i sezonie. Jego powrót można było przewidzieć, ale całość jest bardzo dobrze pokazana.

Oczywiście, finał nie jest bez wad. Wątki ojca Gabriela, a także Carla nigdy nie były tak ciekawe jak pozostałe, ich rozwój nie budzi większych emocji. Finał tu niewiele zmienia. Gabriel pozostaje jedną z gorzej przedstawionych postaci w całym serialu. Widza po prostu nie obchodzi, co się z nim dzieje. Ogólnie jednak, zakończenie 5. sezonu jest adekwatne do jego bardzo mocnej końcówki. I nie tylko. Odcinki takie jak "Self Help" czy wstrząsający nawet jak na TWD "Spend" sprawiły, że był to dobry sezon, mimo kilku meandrów i nietrafionych pomysłów. Finał tylko to podkreśla. Cały serial ma się nieźle. I to dla jego fanów bardzo dobra wiadomość, która ułatwi oczekiwanie na kolejny sezon.

REKLAMA