Seryjnie oglądając #43: Мы тебя очень любим

"The Americans" (Fot. FX)

"The Americans" (Fot. FX)

Bardzo lubię, gdy w sensacyjnym serialu czy filmie olbrzymie napięcie i akcja napędzane są przez sceny, w których nie pada żaden trup. Uważajcie na wielkie spoiler dotyczący "Zawód: Amerykanin". I nie dziwcie się cyrylicy w tytule, to nie zielone ludziki...

Ostatnio moją największą bolączką jest brak czasu na seriale, co jest o tyle dziwne, że znacznie większym problemem powinien być brak pieniędzy, choćby na raty kredytu. Jednak to właśnie brak seriali odczuwam najbardziej, niczym narkoman brak działki. Niestety ostatnie tygodnie są szalone, a fakt, że nagle przeszedłem z trybu pracy w domu do pracy w biurze, nie pomaga. To dlatego w zeszłym tygodniu nie było mojego tekstu, ale na szczęście tym razem udało mi się znaleźć chwilę na to co lubię najbardziej.

Nie oznacza to jednak, że udało mi się (wstyd) nadrobić "Wikingów" i już dwa odcinki czekają na mnie. Zostawiam je jednak na deser, bo kreacja Linusa Roache to coś niesamowitego, nie mówiąc już o reszcie obsady... Na szczęście nie wszystko leży i czeka, bo na pewne seriale czas znaleźć łatwiej ("Wikingowie" wymagają jednak pewnego wysiłku w ignorowaniu pewnej swobody w traktowaniu realiów historycznych, choć i tak jest tam z tym bardzo dobrze), a inne stanowią dla mnie miłą odskocznię i relaks.

To nie oznacza, że nie ma tam godnego uwagi. Takie "Forever" jest może i serialem relaksacyjnym (i z łopatologicznie podawanym morałem), ale ogląda się świetnie. Duża to zasługa odtwórców głównych ról, a ostatnio także fantastycznie manierycznego Cuby Gooding Juniora. O ile w pierwszej chwili mnie denerwował, o tyle potem zaakceptowałem i polubiłem sposób, w jaki gra sympatię Jo i ekscentrycznego miliardera. O wiele ciekawsza była jednak zagadka tygodnia, w której udało się ustalić sprawcę morderstwa sprzed lat i dosłownie udowodnić tezę, że prawda wyzwala. Kłopot w tym, że nie jest to jedyne oblicze "prawdy", bo często zapominamy, że to jak z boginią Kali i czasem może być ciężko albo krwawo.

Dochodzimy tu do najważniejszego dla mnie serialowego wydarzenia mijającego tygodnia - fenomenalnego odcinka "The Americans". Znów do połowy można było się wynudzić, ale potem należało już podziwiać kunszt Weisberga i spółki, bo sposób, w jaki budowano napięcie, krok po kroku, element po elemencie, jest mistrzowski. Jeżeli jeszcze nie oglądaliście "Stingers", to w tym momencie lepiej przestańcie czytać.

Scena konfrontacji Paige (świetna Holly Taylor) z rodzicami to naprawdę majstersztyk. Nie wiem, czego oczekiwała Paige, gdy postanowiła wymusić na rodzicach prawdę, ani czego oczekiwał jej pastor, gdy ją do tego podżegał, ale to, co zrzucili na nią Philip i Elisabeth, może ją przygnieść. Nastąpiło bowiem to, czego obawiał się Philip - nasi szpiedzy musieli wyznać córce prawdę i zrobili to po obiektywnie krótkim (ale subiektywnie musiało to dla nich trwać wieki) wahaniu. Przyznaję szczerze, że jestem zachwycony sposobem, w jaki ta scena była odegrana i mile zaskoczony faktem, że młodziutka, bo ledwo siedemnastoletnia, Holly Taylor udźwignęła to. Wzruszająco zwłaszcza wypadła scena, w której poprosiła rodziców o to, by powiedzieli coś po rosyjsku, a pierwszymi słowami, które przyszły na myśl Elisabeth (Nadieżdzie) było "Мы тебя очень любим", czyli "Bardzo cię kochamy".

I kiedy myślałem, że to już najlepsza scena odcinka, pod sam koniec na arenę wkroczył Stan Beeman z sąsiedzką wizytą i zdziwił się spojrzeniu, jakie rzucała na niego Paige. Ta widoczna w oczach nastolatki rodząca się świadomość, że jej ojciec może płynnie przejść od ostrzenia noży do ich użycia, gdyby tylko powiedziała o słowo za dużo... Napisy dawno się skończyły, a ja wciąż smakowałem spojrzenie Paige, błogą nieświadomość Beemana i nonszalanckie napięcie z jakim Philip ostrzył noże.

Sądzę, że Paige nie spodziewała się, że prawda o jej rodzicach będzie aż tak ciężka do udźwignięcia.

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

Do następnego.