Z nosem przy ekranie #67: Zima, zima kontratakuje!

"The Flash" (Fot. The CW)

"The Flash" (Fot. The CW)

Opady śniegu potrafią zaskoczyć nawet w środku rzekomo wiosennego tygodnia. Podobnie zresztą i serialowi scenarzyści, którzy bez zapowiedzi korzystają z przedmiotów i wątków widzianych kojarzonych z zupełnie innym skrawkiem telewizyjnej codzienności. Spoilery.

Tak najzupełniej poważnie liczyłem, że w trakcie ostatnich dni zdołam zrealizować pierwsze wiosenne plany. Naprawdę! W rzeczywistości jednak wystarczyło, że przez moment powiał wiatr, a okolica stała się nieco bielsza niż zwykle, a moje zamierzenia zredukowane zostały do możliwie grubiej kołdry, kilku koców, dwóch poduszek i regularnych dostaw ciepłych napoi. Spędziłem więc tydzień na oglądaniu czego popadnie i na słuchaniu rozmaitych podcastów w losowo wybranych językach. Przy tych ostatnich notorycznie przysypiałem. Może po prostu chodziło o to, by ktoś gadał z głośników?

A właśnie, skoro jesteśmy przy zimnie i ekranach, to mniej więcej dwa lata temu na Serialowej pojawił się pierwszy odcinek nosa. Żeby było zabawniej, zatytułowany był "Zima, zima, wciąż zima...".

A tymczasem...

...w "Supernatural" wejście do niebiańskiej windy zjeżdżającej na Ziemię znajdowało się za drzwiami numer 42. Z kolei w "The Big Bang Theory" postanowiono kompletnie zmasakrować całkiem przyzwoitą niebieską budkę telefoniczną. W obydwu wypadkach były to zaledwie dodatki, które nie miały żadnych konsekwencji. Trudno przecież do tej kategorii zaliczyć niespełnione nadzieje Amy (Mayim Bialik), a i nikt kto przerobił TARDIS na drzwi do sypialni, nie zasługuje na nawet najdrobniejszy przejaw litości.

Celowo wspominam o braku reperkusji, ponieważ w "The Flash" zrobiono zupełnie coś odwrotnego. W bardzo ważnym momencie skorzystano z urządzenia, które wyglądało, jakby je podprowadzono z zakurzonego magazynu, w którym składowane są pozostałości po "Fringe". Podobnie jak wielu przed nim, nasz drogi Eobard (Matt Letscher) postanowił zmienić twarz, a jego spotkanie z Harrisonem Wellsem (Tom Cavanagh) zakończyło się wręcz wyssaniem facjaty z tego drugiego. Miejmy nadzieję, że rotowanie twarzami nie stanie się regułą w produkcji The CW, a po zdemaskowaniu fałszywego Wellsa, przywieziony Thawne'a gadżet zaginie gdzieś na długi, długi czas.

A tymczasem...

...w "Inside No. 9" wystarczyłaby słabsza scena lub nawet jeden fałszywy ruch w wykonaniu Sheridan Smith, a "The 12 Days of Christine" zwyczajnie by się nie udało. Na szczęście wszystko wypadło świetnie, a najlepszym określeniem, jakie przyszło mi do głowy po zobaczeniu tego odcinka, jest "piorunujące". Było to wręcz modelowe spotkanie z telewizyjną antologią, a największa w tym zasługa wspomnianej Smith.

"Inside No. 9" (Fot. BBC)

"Inside No. 9" (Fot. BBC)


Całkiem możliwe, że...

...2. sezon "Finding Carter" bardzo szybko się rozsypie. Przyczyną jest wybrane przez twórców podpinanie kolejnych kłamstw pod poprzednie. Każde kolejne musi być przecież większe i większe, a wyjawianie strzępów prawdy powinno prowadzić do coraz to drastyczniejszych konsekwencji. Już teraz doszliśmy do etapu, w którym jeden rodzic nie jest biologicznym rodzicem, a nie zapominajmy, że poprzedni sezon dostarczył nam np. scen z bronią palną i nastolatkami w roli głównej.

Naprawdę nie życzę źle produkcji MTV, niemniej popchnięcie akcji w takim kierunku powoduje, że prędzej czy później to wszystko w końcu się wykolei*.

*Tak, powyższe akapity pisane były w pociągu. Żałuję, że mój kolejowy słownik jest tak ubogi, że aż musiałem skorzystać z marnego "wykolejania się".

Na marginesie...

...Comedy Central wyemitowało roast z Justinem Bieberem w roli wyjątkowo chętnej ofiary. Było o Paulu Walkerze i drzewach (podobno), a także o ISIS, 11 września i wszystkim tym, co chociażby częściowo nadawało się na amunicję. Widzowie mogli zobaczyć kilka bardzo dobrych występów (Wiwat Natasha Leggero! Wiwat Martha Stewart!), publiczność wydawała się całkiem zainteresowana całą imprezą, a niewielka dawka sztucznej pokory aż tak bardzo nie raziła. Był to więc całkiem porządny roast, choć podobnie jak z poprzednimi kilkoma, można się zastanawiać co, gdyby żył, zaprezentowałby publiczności niedościgniony i nieodżałowany Greg Giraldo.

Roast Biebera zdążył już też zawitać do Polski, a próbki wątpliwych przekładów i rozczarowującego lektora dostępne są m.in. na polskich stronach Comedy Central. Serio, kto by pomyślał, że stacja mająca w nazwie słowo comedy promować będzie poradnik, jak koncertowo zarżnąć całkiem przyzwoity żart oraz jak w kilka sekund zamienić gimnazjalistów na "metalowców", a delikwentów podpadających pod kategorię przestępców seksualnych na "albo tak się może wydawać".

Rzeczywiście, komuś naprawdę mocno się wydawało.

W telewizji zabrzmiało...

..."Live Forever". Utwór grupy Drew Holcomb & The Neighbors pojawił się w ostatnim odcinku "Elementary" mniej więcej w tym samym czasie, w którym Sherlock (Jonny Lee Miller) informował, dlaczego nie chce dorobić się potomstwa. Nie dziwmy się jednak, że taki wątek pojawił się w serialu CBS. Czas mija, bohaterowie się starzeją, a nawet fikcyjni geniusze muszą się czasem zetknąć z tego typu propozycjami. Ach, gdyby tylko pierwszą reakcją Holmesa nie była próba schowania się w piwnicy...

Tradycyjnie już dajcie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. Piszcie w komentarzach, tweetujcie, obserwujcie mnie oraz Serialową na Twitterze, a jak coś fajnego oglądacie i chcecie się tym podzielić, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa.

Do zobaczenia!

Do zobaczenia i Wesołych!

REKLAMA